


ks. Krzysztof Wons SDS
"Każda droga jest święta, bo na niej szatany ludzi napadali, bo na niej ludzie z grzechów powstawali".
Doświadczenie grzechu. Któż z nas nie zgrzeszył i z tego powodu nie cierpiał? Któż z nas nie przeżył w sercu uczucia przygnębienia i dławiącego smutku z powodu moralnej, psychicznej i duchowej pustki? Możemy bez wahania powiedzieć, że w tym doświadczeniu wszyscy jesteśmy sobie bardzo bliscy - jesteśmy „bliźniakami”. Nikt z nas nie obronił się przed bolesnym wejściem w stan grzechu. Każdy z nas nosi w sobie dotkliwe przeżycie grzechu ...i rany, które pozostawia po sobie. Naszym grzechem ranimy nie tylko siebie ale także innych, zwłaszcza tych, którzy żyją najbliżej nas. Ranią nas także i zadają nam cierpienie grzechy drugich osób. W dramacie pierwszych rodziców Adama i Ewy zawiera się dramat każdego z nas: najbardziej ranią się grzechem osoby ze sobą związane. Najbardziej boli rana zadana najpiękniejszym i najbardziej zażyłym więzom. Najmocniej krwawi rana zadana naszej relacji z Bogiem.
Św. Jan, w swoim pierwszym liście odwołuje się do tego trudnego doświadczenia i pokazuje, że dotyczy ono każdego z nas. Przestrzega przed „pułapką zaprzeczania” tej prawdzie. Mówi dosadnie i klarownie: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy" (1J 1,8). Apostoł przestrzega, że jest to postawa bardzo niebezpieczna, wręcz śmiercionośna. Okłamywanie samego siebie, nie dopuszczanie do siebie prawdy o swoich słabościach i upadkach, nie dopuszczanie do siebie myśli, że w moje serce wkradł się grzech i nie wyznanie go – prowadzi do wykrwawienia się rany i w konsekwencji do śmierci. Rany, do których nie potrafimy się przyznać będą pogłębiały nasze cierpienie. Więcej. Rany nie odkryte i nie leczone potrafią śmiertelnie zakażać życie. Z odkrywaniem prawdy o grzechu i o ranach, które powoduje związany jest nieraz silny ból. Nie jest łatwo zgodzić się na ten ból i świadomie się z nim spotkać.
Jednakże nie sam fakt popełnionego grzechu i rany, które po sobie pozostawia są źródłem największego bólu. Powodem największego cierpienia, które może się pogłębiać, jest stan trwania w grzechu. Trwanie w stanie grzechu potrafi męczyć i ranić najdotkliwiej. Chodzi o postawę, przez którą człowiek zwodzi i oszukuje samego siebie; nie chce przyznać się w swoim sumieniu do zła którego się dopuścił. Najbardziej obolałym staje się człowiek wtedy, gdy pozwala siebie maltretować przez poczucie grzechu, zranienia, krzywdy. Nie wolno nam zapominać, że jest to stan, na którym bardzo mocno zależy Złemu. Zły czyni wszystko, aby człowiek zamknął się w stanie grzechu i związanego z nim cierpienia. Chce utrzymać człowieka w tym stanie, aby się męczył wewnętrznie, rozczarował sobą, aż do odrzucenia siebie. Zły czyni wszystko, aby człowiek nie wykrzyczał, nie wypowiedział własnego grzechu.