Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Woda życia

Michał Misztal /Jezus.com.pl

 

Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około godziny szóstej. Wtedy nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: "Daj mi pić" (...) Na to rzekła do Niego Samarytanka: "Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie Samarytankę, żebym dała Ci się napić?" Żydzi bowiem i Samarytanie unikają siebie nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: "O gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi <<daj Mi się napić>>, to prosiłabyś a dałby Tobie wody żywej". Kobieta powiedziała do Niego: "Panie nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od Ojca naszego Jakuba, który nam dał tę studnię i On sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?" W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: "Każdy, kto piję tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wytryskającym ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: "Panie, daj mi tej wody (...)" (J 4,6-15)

 

Żeby zrozumieć słowa Jezusa, trzeba żebyśmy odkryli troszkę szczegółów tej sceny. Jezus siedział zmęczony przy źródle około godziny szóstej, tzn. siedział około południa, przy studni, do której ludzie przychodzili czerpać wodę. Oczywiście wiadomo, że około południa nikt za Bliskim Wschodzie nie chodzi po dworze, a tym bardziej do studni nosić ciężkie wiadra wody. Samarytanka jednak w porze kiedy nie można nikogo na ulicy spotkać (a robi to ze względu na swoje, no trzeba to powiedzieć, grzeszne życie), wychodzi z domu, bierze wiadra i idzie; kierunek - studnia. Nie spodziewa się oczywiście kogokolwiek spotkać. Kto by w największym upale chodził po dworze? Ale jednak, jak na nieszczęście, widzi jakiegoś człowieka, który przy tej studni siedzi. Podchodzi bliżej, myśli sobie "a może się nie odezwie, może mnie nie zaczepi". Nic z tego - kiedy Samarytanka podchodzi do studni nieznajomy mężczyzna prosto z mostu mówi do niej "Daj mi pić". Teraz już nie można się wycofać, kobieta musi coś odpowiedzieć, ale poznając, że ten mężczyzna jest Żydem dość chłodno i nie spoufalając się z Nim decyduje się na szorstką odpowiedź "Ty mnie prosisz o wodę? Przecież jesteś Żydem, a ja Samarytanką, my ze sobą nie rozmawiamy, a Ty na dodatek prosisz mnie żebym Ci dała pić?". Nieznajomy jednak nie tracąc życzliwego tonu uprzejmie odpowiada "Gdybyś wiedziała jakie masz ogromne szczęście rozmawiać ze Mną, to nie mówiłabyś tak do mnie, ale sama prosiłabyś mnie żebym to ja Tobie dał pić". Patrząc na to jak sławny w Palestynie był Jezus i jak wiele osób chciało się z Nim spotkać, to taka "prywatna audiencja" faktycznie była ogromnym szczęściem. O co jednak chodzi z tą wodą? Samarytanka też się nad tym zastanawia i dlatego pyta "No ale przecież Ty nie masz żadnego czerpaka, a studnia jest głęboka, jakim cudem wyciągniesz wodę? Czy Ty jesteś jakimś cudotwórcą? Jakub, który nam dał tę studnię, walczył z Aniołem Bożym, dostał szczególne błogosławieństwo od samego Boga. Ty jesteś większy od Niego?" Jezus odpowiada jej "Każdy kto pije z tej studni znowu tu będzie przychodził i pił, a Ja mogę Ci dać takiej wody, że już nie będziesz musiała tu przychodzić (po kryjomu), ale ta woda będzie w Tobie samoodnawiającym się źródłem". Na to Samarytanka odpowiada "No dobrze, to daj mi tej wody".

 

Jezus oczywiście nie mówi o zwykłej wodzie. Jemu chodzi o Ducha Świętego. Nasze ciało potrzebuje H2O do tego żeby po prostu przeżyć. Jednak tak jak nasze ciało potrzebuje wody cielesnej. Tak samo nasz duch potrzebuje wody duchowej. Jeśli więc modlisz się i starasz się żyć z Bogiem, ale ciągle coś Ci nie wychodzi i ciągle popadasz w te same grzechy, to po prostu brakuje Ci samoodnawialnego się źródła Wody Życia, które będzie krzepiło i dawało siły twojemu wewnętrznemu człowiekowi.

 

Kim jest Duch Święty. Duch Święty jest osobą, tzn. że myśli, podejmuje decyzje, ma swoje pragnienia, plany i uczucia. Głównym Jego pragnieniem jest mieszkać w każdym człowieku. Mieszkać i działać w nim z taką intensywnością, że z niewidzialnej sfery ducha będzie to tak mocno promieniowało, przelewało się na zewnątrz, że w rzeczywistości cielesnej każdy będzie mógł zauważyć, że dany człowiek ma coś do czynienia z Bogiem. Duch Święty chce żebyśmy byli święci, żebyśmy byli CUDowni. No bo pomyślmy, skoro Bóg jest CUDowny, to jak Jego dzieci mogą być nie CUDowne? Bóg chce żebyśmy przez Ducha Świętego, byli do Niego podobni. Wiem, że w tym momencie można pomyśleć "No tak, ale ja wcale nie chcę być taki jak Bóg". Na pewno? A skoro nie chcesz być taki jak Bóg, to jaki chcesz być? "Chcę być po prostu sobą...". Dobrze, ale co to znaczy "być sobą"? W świecie istnieje dobro i zło, światło i ciemność, życie i śmierć... nie można być innym. To nie jest wygodna prawda, ale tak właśnie jest - możemy być tylko dobrzy albo źli. Dobry jest Bóg, a zły jest Szatan. Bóg jest miłością, Szatan jest nienawiścią. Bóg jest dobrocią, a Szatan jest złością. Bóg jest życiem, a Szatan jest mordercą... Jeśli nie do Boga, to do kogo chcesz być podobnym? Oczywiście my popełniamy w życiu grzechy, to nieuniknione, ale nasz główny cel ma być cały czas jeden i nawet jak nam się zdarzają nawet częste ciężkie grzechy, to mamy wołać do Jezusa, żeby nam przebaczył i dał łaskę zbawienia, którą wysłużył umierając i zmartwychwstając.

 

Gdzie w tym wszystkim Duch Święty? Słowo Boga mówi, że bez Ducha Świętego nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć "Jezus jest Panem". Sprawdź, czy możesz to powiedzieć. Tam gdzie teraz jesteś, powiedz sam do siebie "Jezus jest Panem". Jeśli umiesz to powiedzieć, to znaczy że mieszka w Tobie Duch Boga. Możesz być w stanie grzechu ciężkiego, ale Duch Boga w Tobie mieszka. Możesz uważać siebie za najbardziej niegodnego łaski Bożej człowieka na całym świecie, ale Bóg w Tobie mieszka. Jego nie obchodzi to, co sam o sobie myślisz, bo nie obchodzi Go fałsz, nie obchodzą Go kłamstwa, które subtelnie podpowiada Ci diabeł do ucha: a to, że jesteś najgorszy, a to że Bóg Cię nie kocha, a to, że nie jesteś godny zbawienia. Jego obchodzisz TY. A On wcale nie uważa Ciebie za niegodnego Jego łaski. Dla Niego jesteś Jego dzieckiem - ukochanym, umiłowanym, cudownym dzieckiem, które kocha tak mocno, że jest gotowy umrzeć za Ciebie, a nawet już to zrobił... Dlaczego tak bardzo Cie kocha? Bo Cię stworzył, zbawił i dał Ci Ducha Świętego, dzięki któremu jesteś autentycznie Jego dzieckiem.

 

Samarytanka nie domyślała się co ją spotka przy studni. Ona chciała tylko niezauważona przejść przez miasteczko do studni, nabrać wody i szybko wrócić do siebie. Właśnie dlatego poszła po tę wodę w takiej, a nie innej porze. I tam właśnie czekał na Nią Jezus - Zbawiciel. Tam w południe, przy studni oferował jej prezent - Ducha Świętego, "źródło wytryskające ku życiu wiecznemu". Co ciekawe Jezus nie daje nam, wielkich nawet zapasów wody, nie "tworzy" w nas studni, ale daje nam źródło, a źródła mają to do siebie, że ciągle wypływa z nich nowa, świeża, dobra woda. Duch Święty, jest ciągle odnawiającym się, świeżym, dobrym strumieniem, dlatego też może w nas podtrzymywać to życie Boże. Gdyby był największym nawet zapasem, ale stojącej, zgromadzonej w jakimś wielkim naczyniu ogromem wody, to z czasem stałby się po prostu nieświeży, ale dlatego, że jest źródłem to może cały czas dawać nowych sił do codziennej walki z pokusami i z samym sobą.

 

Co ważne to to, że Duch Święty owszem cały czas tryska w nas nową, świeżą, boską wodą, ale ta woda nie załatwi za nas wszystkich spraw. My do tego źródła musimy się dokopać. Tak jak źródło rzeki znajduje się w górach i żeby je znaleźć trzeba iść w GÓRĘ rzeki, tak samo my, jeżeli chcemy znaleźć źródło Wody Życia i pić najświeższą Bożą H2O musimy się trochę natrudzić. Warto by wyruszyć w taką wewnętrzną wyprawę. Takie mamy przecież pragnienie przygód, oglądamy filmy, emocjonujemy się wymyślonymi historyjkami. Teraz mamy szansę przeżyć własną przygodę. Proponuję Tobie i sobie: jako wędrówkę w górę rzeki - podejmijmy jakieś małe, skromne na początek wyrzeczenie. Może jeden papieros mniej. Może jedna obmowa mniej. Może więcej o jedno dobre słowo. Może więcej o 5 minut na codzienną modlitwę... I pamiętajmy, żeby idąc w górę Rzeki nie odchodzić od Niej za daleko oraz żeby z Niej dużo pić. Wierzę, że z czasem zaczniemy zauważać, że choć Rzeka staje coraz mniejsza, to jednak woda - coraz lepsza.

KOMENTARZE

Imię

E-mail