


Marta Pelka
Mimo, że ich nie zauważamy, wręcz lekceważymy, oni są w śród nas. Świętym może być każdy, trzeba „tylko” chcieć...Nie chodzi mi mieszkającego w Watykanie Papieża czy inne osoby duchowne, ale o tych, którzy są najbliżej. Ich właśnie najmniej doceniamy...
Jak to jest, że tak łatwo jest nam podziwiać i szanować jakiegoś aktora czy piosenkarza, którym bardzo często daleko jest do ideału za jakiego go mamy? Takie osoby przeważnie prowadzą tryb życia niezgodny z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi, a jednak bardziej szanujemy taką osobę niż np. własnych rodziców. Może chodzi o to, że nasz idol dokonał „czegoś wielkiego”, a nasza mama? Cóż ona takiego zrobiła? Właściwie nic po za tym, ze nas urodziła, wychowała, troszczyła się, zszargała sobie nerwy przez nasze wybryki, wspierała, dawała przykład i co najważniejsze uczyła pokory... To wszystko może wydawać się takie zwykłe, ale tak nie jest. Przecież ona wcale nie musiała nas wychować, nikt jej tego nie kazał. Równie dobrze mogliśmy być porzuceni i zostawieni na pastwę losu. Taka pokorna mama i tata, którzy najpierw dają nam życie z miłości, a później wychowują z wielkim trudem i poświęceniem to prawdziwy skarb i dar od Pana Boga. Tak trudno jest zrobić to, o co proszą rodzice, tak trudno ich szanować i kochać. Właśnie oni są takimi świętymi w naszym życiu. Pokornymi i cichymi, którzy postępują zgodnie ze swym powołaniem. Myślę, że oni sami bardzo często nie zdają sobie sprawy, jak wielkim są darem, ogromnym dowodem Bożej Miłości do nas. Trzeba im to uświadamiać i pokazywać czynami, że ich trud włożony w nasze wychowanie nie poszedł na marne. Osobiście dziękuję Panu za moich rodziców, to naprawdę wspaniali ludzie. Dostrzegłam to bardzo późno, ale lepiej późno niż wcale...
„Święty kocha Boga, życia mu nie szkoda”...To fragment piosenki Arki Noego. Świętym może być rzeczywiście każdy pod warunkiem, że kocha Boga, postępuje zgodnie z powołaniem, czyli właściwie oddaje się Jezusowi, no i kocha bliźniego bardziej niż siebie. Jeszcze jednym przykładem świętych z naszego otoczenia mogą być osoby, które poświęcają się pracy na rzecz innych - wolontariusze, lekarze, pielęgniarki i wszyscy inni pracujący dla naszego dobra. Jednak zatrzymajmy się na chwilę przy wolontariuszach. Oni za darmo pomagają przy różnych akcjach, pracują w hospicjach, Domach Pomocy Społecznej i różnych tego typu instytucjach. Jednak oni to coś więcej niż lekarz. Wolontariusz stanowi podporę duchową dla chorego, co często pomaga pacjentowi umrzeć nie bojąc się już niczego. Z pewnością przez takich ludzi przemawia miłosierny Jezus. Oni nie robią tego z litości, ale z miłości, z potrzeby serca. Niestety, tacy ludzie, tak jak rodzice są bardzo rzadko doceniani, przynamniej prze osoby, które na co dzień nie przebywają w miejscach ich pracy. Jednak czy na pewno gdy Robią coś z miłości do drugiego potrzebne są pochwały i nagrody? Nie! I w tym cały sęk, ta niezwykłość prze wielu niezrozumiana. Dla rodziców nagrodą jest pierwszy uśmiech swojej pociechy czy powodzenie w dalszym życiu. Im wystarczy satysfakcja, że wychowali mądrego i uczciwego obywatela. To piękne.
Wolontariuszom sama pomoc sprawia ogromną radość, jest to pewnego rodzaju zaspokajanie potrzeb serca. Pochwały są dla nich zbędne. Kiedy się kocha to, co się robi na chwałę Pana, nic już więcej do szczęścia nie potrzeba. Słowa są ulotne, ale pamięć o działaniu zostanie. To jest najważniejsze, pozostać w pamięci osób, którym się pomogło.