Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...

Adam Grabolus /Jezus.com.pl

 

Nie sposób jest wytłumaczyć po ludzku to co się stało wtedy, w sobotę 28 stycznia 2006 roku, w Chorzowie (zawalenie hali MTK). Z pewnością rodzi się bunt... dlaczego? Jednak stało się, to nieszczęście jest faktem.

 

Pan Bóg w swojej NIEPOJĘTEJ MĄDROŚCI czasami dopuszcza zdarzenia, które niejednokrotne wydają się nam bezsensowne, niezrozumiałe.

 

Jestem wierzący i moja wiara opiera się, a właściwie powinna się opierać, tylko i wyłącznie na bezgranicznym zaufaniu Bogu, który mówi że moje życie ma sens tylko w Jezusie Chrystusie, dającym mi Życie Wieczne. W perspektywie Tajemnicy Życia Wiecznego śmierć, nawet ta tragiczna, jest tylko drobnym etapem drogi człowieka do prawdziwego sensu naszego istnienia.

 

Sensem mojego i Twojego życia jest tylko i wyłącznie nadzieja wiecznego obcowania z Miłością, ze Stwórcą, z Jezusem Chrystusem. On kocha nas, kocha Ciebie i mnie i to jest NAJWAŻNIEJSZE i dlatego śmierć nie jest czymś beznadziejnym... ona zbliża mnie do ŻYCIA W PEŁNYM WYMIARZE. Jednak nie zrozumiemy tego... bez Wiary..., Nadziei i Miłości.

I chociaż dziś to co piszę wydaje się może tak bardzo trudne do zrozumienia, w perspektywie owej tragedii, to jednak to jest jedyne racjonalne wytłumaczenie tego co się stało.

Pan Bóg dopuścił śmierć, taką śmierć... tragiczną... szybką i niespodziewaną aby zatrzymać nas i pokazać jak kruche jest ludzkie życie, a jeśli jest wieczność.... to czy jestem gotowy już teraz na spotkanie z nią?

 

Tak samo jak ja nie mam żadnej pewności, że życie wieczne istnieje, tak i każdy niewierzący absolutnie nie może być pewien, że śmierć definitywnie kończy ludzkie istnienie.

 

Zatem teraz w obliczu tego wszystkiego, co się stało, pytam się... co jest lepsze, wierzyć że każdy, kto odchodzi z tego świata, dzięki Miłosierdziu Bożemu, przez wzgląd na Męke Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, powołany jest do nowego - Lepszego Życia, na które mamy szansę, jeśli tylko zachowujemy w swoim sercu i życiu naukę płynącą z Ewangelii, czy też może pozostawać w rozpaczy, że śmierć zakończyła na zawsze istnienie kogoś bliskiego, z którym już nigdy się nie spotkam? Z racjonalnego punktu widzenia, właśnie ta pierwsza "opcja" jest bezpieczniejsza, wskazując nam w beznadziei... na NADZIEJĘ.

 

Ta katastrofa budowlana to w moim odczuciu nic innego jak ukazanie nam nieustannej walki pomiędzy dobrem a złem... walki, która wciąż toczy się wokoło nas. To także wielkie zwycięstwo dobra, ludzkiej solidarności i dobroci. W obliczu tej tragedii uświadommy sobie, jak wiele istnień ludzkich ta tragedia (dosłownie) zmusiła do zwrócenia swojego życia w stronę dobra... ilu ludzi gotowych było, z narażeniem własnego życia ratować czyjeś życie, ilu oddało krew, ilu podzieliło się częścią własnego, niejednokrotnie bardzo skromnego budżetu domowego... a wszystko to dla drugiego człowieka, po to aby ratować, aby pomóc.

 

Zło w postaci ludzkiej bezwzględnej pazerności, która popycha do świadomej rezygnacji z dbania o ludzkie bezpieczeństwo, po to tylko aby mieć więcej dla siebie, jeszcze więcej własnych wygód i przyjemności, (najdroższe samochody, prywatne helikoptery, kosztowne wyjazdy do Hiszpanii) ....zło teraz zostało pokonane, co prawda na razie jeszcze tylko w wymiarze duchowym, ale przecież to duchowość ukazuje nam właściwy sens ludzkiego istnienia.

 

Oczywiście... ktoś w tym momencie może się oburzyć... i zapytać ... "owszem zwycięstwo dobra nad złem ale za jaką cenę ?"

 

Tak... i ja także sam sobie stawiam to pytanie i nie potrafię na nie odpowiedzieć. Kiedy spoglądam na dzisiejszy świat, to rodzi się we mnie znowu kolejne pytanie: jaka jest cena dobra, jaka jest cena przemiany ludzkiego życia, co jest w stanie sprawić abyśmy zmienili swoje życiowe priorytety ? Niestety, odpowiedź zdaje się dawać doświadczenie tamtych traumatycznych dni w Katowicach.

 

Nie ma dziś odpowiednich słów otuchy i pocieszenia dla tych, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio, cokolwiek by się nie powiedziało... nie dociera... i to jest całkiem zrozumiałe... a zatem nie mówmy nic, po prostu bądźmy... biedni i bogaci - RÓWNI SOBIE..., bądźmy blisko siebie, pełni miłości i życzliwości, nie tylko teraz ale zawsze, jak Jezus Chrystus... do końca.

 

Ci wszyscy, którzy w sobotę 28 stycznia 2006 roku oddali swoje życie ziemskie, jestem przekonany, że oddali je w dobrej sprawie, choć nieświadomie, ale złożyli ofiarę w Imię Prawdy, która głosi że człowiek powołany jest do miłości... dobra... do Zbawienia. Oni już nie cierpią, Oni już poznali Prawdę, ja wierzę, że są teraz szczęśliwsi od nas.

 

Obyśmy i my uwierzyli Prawdzie i byli jej wierni niech ta trudna lekcja będzie dla nas dobrą nauką.