Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Przebudzenie

ks. Adam Pradela /Jezus.com.pl

 

Przebudzenie niejednej osobie kojarzy się z budzikiem albo ze śpiewem ptaków, albo z zaspanymi oczami. Chrześcijanie mają jednak też zupełnie inne skojarzenia: z Bogiem, który działa wśród swojego ludu, który przebudza martwe chrześcijaństwo do życia, który czyni rzeczy niezwykłe. Niejeden chrześcijanin modli się o takie przebudzenie wiary w swoim regionie. Bo przebudzenie zaczyna się od modlitwy. I takim przebudzeniem chcemy się zająć w tym artykule.

 

Od lat w chrześcijaństwie istnieją dwa zasadnicze kierunki odpowiadające na pytanie: dlaczego przychodzi przebudzenie? Jedni uważają, że jest to efekt suwerennej decyzji Boga. On daje przebudzenie - jak Mu się podoba. Człowiek może o tym marzyć, jednak nie ma na to żadnego wpływu. Jest to - mówiąc dosadnie - jakby kaprys Pana Boga. Daje i koniec albo nie daje przebudzenia i tyle... Drudzy uważają, że przebudzenie to odpowiedź Boga na nasze modlitwy, posty, oczekiwania i pragnienia. Bóg zawsze chce dać przebudzenie, lecz nie zawsze ludzie wypełniają warunki, by ono nastąpiło. Tak uważał Charles Finney i ja również skłaniam się do tego poglądu.

 

Finney uczył wyraźnie, że Bóg pragnie, by Kościół żył w stanie nieustannego przebudzenia. O takie przebudzenie jednak należy walczyć, bojować w modlitwie. Chodzi tu o taką modlitwę, w której pragnie się przebudzenia ponad wszystko. Chcę dodać, że życie Finneya potwierdzało jego teorię - tam gdzie się pokazał, gdzie głosił kazania, ludzie się masowo nawracali, następowała głęboka pokuta. Było to jednak zawsze wynikiem modlitwy jego i jego niepełnosprawnego przyjaciela, który się również wstawiał do Boga. Modlitwa heroiczna, modlitwa, gdy człowiek niemalże umiera z głębokiego pragnienia oglądania chwały Boga na ziemi, daje nadzwyczajne wyniki. Nie wierzysz? Sprawdź!

 

Gdy mówimy o przebudzeniach w Europie, to możemy pomyśleć chociażby o przebudzeniu w Walii, jakie zaczęło się tam w 1904 roku. Było ono owocem modlitwy Evana Robertsa, młodego górnika. Gdy jego rówieśnicy interesowali się randkami, on chodził do kościoła modlić się i tam z innymi mężczyznami rozważał słowo Boże. Prosił: Przyjdź, Duchu Święty i wołał: Boże, złam mnie. Gdy przyszło przebudzenie, to Roberts nie eksponował siebie, raczej się chował, pomniejszał swoją rolę. Wciąż słuchał Boga. Czasem przemawiał, czasem modlił się na głos na zgromadzeniach, a czasem siedział i modlił się w ciszy.

 

Jednak Bóg czynił już swoje dzieła. Ludzie, płacząc, nawracali się, szczerze przepraszali Boga, a następnie z wdzięcznością godzinami śpiewali pieśni uwielbienia. Nie były to tylko jakieś emocjonalne uniesienia, nie mające związku z rzeczywistością. Przebudzenie w Walii sięgało kolejnych miejscowości i trwało. A wyrażało się chociażby tym, że kroniki policyjne nie miały o czym pisać. Wcześniej ludzie upijali się w licznych knajpach, a w czasie Bożego nawiedzenia, jakie przyszło na ten kraj, trudno było zobaczyć na ulicy chociażby jednego pijanego. Ludzie zaczęli solidniej pracować, ożywiła się gospodarka, ludzie spłacali nieoddane dotychczas długi. Dochodziło do sytuacji, że wszyscy kibice zamiast na mecz ligowy piłki nożnej szli do kościoła, a piłkarze nie byli tym zaskoczeni, bo oni sami już wcześniej byli tam i klęczeli wobec świętego Boga.

 

No tak, to w Walii... i w dodatku tak dawno. A czy w Polsce bywały przebudzenia na tak szeroką skalę? Na początek chciałbym zaznaczyć, że przebudzenie przebudzeniu nie jest równe. Są większe i mniejsze, gwałtowniejsze i spokojniejsze. Wszystkie mają jednak jedną cechę - są ponad naturalne, charakteryzują się mocą Boga, która przemienia sytuację. To nie ludzkie planowanie, to nie organizacja, pieniądze, to nie reklama czy propaganda. To Bóg, który czyni rzeczy nieoczekiwane. Pamiętając o takim rozumieniu przebudzenia, z pełną odpowiedzialnością możemy stwierdzić, że lata siedemdziesiąte w Polsce charakteryzowały się takim przebudzeniem - a mam na myśli ruch oazowy, Ruch Światło - Życie. To przebudzenie z czasem zanikło (nie Ruch, ale przebudzenie zanikło), jednak zdążyło jeszcze wydać owoc społeczny: ruch Solidarności. Do Solidarności wstąpiło dziesięć milionów osób - są to dane odnoszące się do listopada 1980 roku - owe dziesięć milionów ludzi, to było 80% ówczesnych zatrudnionych!

 

Inne przebudzenie, jakie widzieliśmy całkiem niedawno - to rzesze ludzi modlących się w kościołach w czasie agonii Jana Pawła II. Ludzie bez nawoływania przychodzili do świątyń i w ciszy modlili się. Nikomu się nie spieszyło, nikt nie zadawał zbędnych pytań. Modlitwa i skupienie. Owoce przyszły w różnych dziedzinach życia. Oto stopniowo media zaczęły mówić o Bogu, oto ludzie decydowali się na spowiedź po latach, oto kibice z wrogich sobie klubów podawali sobie ręce podczas Mszy odprawianych na stadionach. To przebudzenie nie okazało się trwałe, ale było. Przebudzenia, nawet jeżeli zanikają, to zostawiają po sobie coś dobrego. I zostawiają też głód, pragnienie czegoś więcej, pragnienie, by Bóg działał stale z mocą i siłą.

 

Chciałbym wrócić też jeszcze do wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Wtedy w ramach Odnowy w Duchu Świętym Bóg uzdrawiał na wielotysięcznych spotkaniach liczne osoby, także z bardzo poważnych chorób. Ja sam w roku 1994 zostałem w Częstochowie na czuwaniu Odnowy w Duchu Świętym uzdrowiony z wieloletniej dolegliwości związanej z moimi oczami. Ta choroba już nigdy mi nie wróciła (przewlekłe silne zapalenie spojówek na tle alergicznym). Modliła się za mnie wtedy z nałożeniem rąk grupa modlitewna z Katowic. Do tego momentu bardzo raziło mnie światło słońca, a gdy nocami jeździłem samochodem, miałem ogromny kłopot z patrzeniem na nadjeżdżające z naprzeciwka samochody. Pamiętam mój powrót z czuwania autobusem na Śląsk. Dostałem miejsce tuż za kierowcą. O dziwo on nie miał jakiejś zasłony, jak to zwykle kierowcy autobusów miewają za swoimi placami. Gapiłem się na przejeżdżające samochody i światła mnie nie raziły. Myślałem: może to sobie wmawiam, ale to było trwałe. Do dziś przejechałem tysiące kilometrów po zapadnięciu zmroku – i już nigdy reflektory innych aut mnie nie raziły.

 

W tamtych latach wielu oczekiwało - co podsycała chociażby entuzjastycznie przyjęta książka Jezus żyje, napisana przez popularnego wówczas Tardifa, że charyzmaty będą codziennością życia Kościoła. Tak się nie stało. Dlaczego? Nie potrafię odpowiedzieć. Może wystraszyliśmy się tego, co nie kontrolowane, co nas przerasta, a nawet zawstydza?

 

Chcę jednak wrócić do podstawowej tezy tego artykułu: potrzeba modlitwy. Przebudzenia to nie tylko przeszłość. Przebudzenia wiary to przyszłość i być może jedyny ratunek dla zsekularyzowanej Europy. Piszę to nie tylko Wam, drodzy Czytelnicy, ale przede wszystkim sobie samemu. Tuż po święceniach kapłańskich widziałem rzeczywiste przebudzenie wśród chłopców z poprawczaka w Pszczynie - liczne nawrócenia, spowiedzi po latach, życie Jezusem na co dzień. Na całe lata właśnie ten model przeżywania wiary, życia Ewangelią, utrwalił się we mnie i o takim Kościele marzyłem. Niestety, ten żar przygasł, przyprószony jest popiołem. Nadzieja moja jednak nie zgasła. Chcę na nowo modlić się o wielkie przebudzenie dla Polski.

 

Do tej modlitwy zapraszam i Ciebie. Nie chcę, by zakończenie tego tekstu było takie napuszone i patetyczne. Dlatego w tym miejscu chcę wspomnieć film Rocky Balboa. To doskonały podręcznik dla wszystkich, którzy żyją przeszłością, a powinni zabrać się za przyszłość. Zabrać się swoimi rękami i swoimi kolanami. Filmowy Rocky osiągnął spełnienie powołania swojego życia. I nam jest to dane. Jest to tuż, tuż. Nie przyjdzie jednak samo! Naprawdę potrzeba Twojej modlitwy. Modlitwy zdolnej góry przenosić. Modlitwy z ogromną determinacją, z pasją, z entuzjazmem, z cierpieniem. Ks. Blachnicki już nie żyje na tej ziemi, ale liczy na Ciebie. Finney, Roberts nie żyją, ale ich miejsce mamy zająć Ty i ja. Jeśli nie postawimy wszystkiego na szali przebudzenia, to będzie miernota i klęska. Bóg chętnie daje zwycięstwo – wierzę w to na nowo. Ufam zatem, że za kilka lat zamiast kaset Przeobrażone miasta, czy przeobrażone regiony, będziemy oglądać DVD o naszych stronach, o naszych ludziach, o Bożej chwale, jaka się objawi w Polsce.