


Michał Misztal /Jezus.com.pl
Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: "Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem" (...) Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest, a gdy się modlił otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: " Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3,15-16.21-22)
Jesteśmy ochrzczeni Duchem Świętym i ogniem. Jesteśmy świętym ludem, boskim wojskiem, które w wojnie z diabelskimi siłami ciemności może, siłą Wszechmogącego Boga, spuścić im taki łomot jakiego świat nie widział. Tymczasem jednak przyjrzyjmy się rzeczywistości...
Niejednokrotnie uczestniczyłem we Mszy świętej podczas której dzieciom udzielano sakramentu chrztu świętego. W życiu maleńkiego dziecka jest to najważniejszy moment. Nie ma drugiego takie wydarzenia w życiu. Gdybyśmy mieli jakieś cudowne okulary, po założeniu których widzielibyśmy co dzieję się w świecie duchowym (który jest równie, a może nawet bardziej realny niż świat widzialny!) wpadlibyśmy w taki zachwyt, że trudno by nas było z tego zachwytu wytrącić. Na całym naszym życiu wywarłoby to wydarzenie tak wielki wpływ, że cały czas pragnęlibyśmy już tylko cały czas wracać do tego momentu i przeżywać po raz kolejny i kolejny to co się wydarzyło.
Co się więc dzieje? Przecież to chrzest - nic niezwykłego. Czy na pewno? My podczas udzielania tego sakramentu widzimy tylko rodziców, chrzestnych i księdza, który polewa wodą główkę maleńkiego dziecka mrucząc coś pod nosem (jeśli oczywiście "szaleni paparazzi" z rodziny chrzczonych dzieci nie wejdą księdzu na głowę...). W sferze duchowej jednak sam Bóg mocarz, Pan panów i Król wszystkich królów podchodzi do dzieciątka i naznacza Go swoją Świętą Pieczęcią, którą jest obecność Ducha Świętego w duszy maluszka. Bóg Ojciec tym samym przyjął nowo ochrzczone dziecko jako swojego własnego syna czy jako swoją własną córkę. Od tego momentu każde słowo dziecka Bożego do swojego Taty w niebie jest przez Niego z największą pieczołowitością i wrażliwością wysłuchane, a jeśli nie spełnione to nie dlatego, że Tata nie chce nam ze swojego kaprysu czegoś dać albo nam czegoś żałuje, ale dlatego, że wie, że to nam zaszkodzi. Jedyne co Bóg dla nas chce to nasze bardzo konkretne, realne i autentycznie odczuwalne przez nas szczęście.
Niedawno słyszałem mniej więcej takie zdanie "Ludzie narzekają, że jest tyle wojen na świecie i mają o to pretensje do Pana Boga, a co to Pan Jezus strzela do z karabinów do ludzi?!". Nasz los zawdzięczamy samym sobie. Nie róbmy wyrzutów Bogu za to, za co nie jest odpowiedzialny. No dobrze, ale ktoś mógłby mi teraz powiedzieć: jak to nasz los zawdzięczamy samym sobie, przecież jesteśmy dziećmi Boga i On nam przecież miał podobno pomagać". Moja odpowiedź: oczywiście, i pomagałby, gdybyśmy nie tylko prosili Go o pomoc, ale jeszcze swoim codziennym życiem jakoś współpracowali z dobrocią i miłością Boga.
Święty Jan Chrzciciel powiedział, że Jezus chrzci Duchem Świętym i ogniem. Co to znaczy? Łatwo to można wytłumaczyć. Ogień, święty Boży ogień ma wypalać, spalać, unicestwiać w nas to co jest w nas NIEpodobnością do Boga. Wszystkie grzechy, złości, diabelstwa, nieczystości, pijaństwa, obłudę, lenistwo, zazdrość, pornografię, narkomanię, morderstwa (te jawne i te tuszowane!), chamstwo, pychę, gniew, brak miłości i wiele wiele wszystkich innych niegodziwości. Duch Święty natomiast jest dla nas prezentem. Duch Święty jest osobą, która "powstała" (oczywiście nie jest to odpowiednie słowo, bo Trójca Święta istnieje od zawsze, ale jak na nasze za ciasne do rozumienia Bożych tajemnic umysły, to to właśnie słowo musi nam wystarczyć) z potężnej intensywności miłości Boga Ojca do Jego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa i Syna do swojego Jedynego Ojca. Ta miłość między Nimi była tak potężna i było jej tak wiele, że w jakiś cudowny, Boski sposób stała się Osobą. Od tego momentu już nie jest to miłość, ale Miłość - uosobiona i myślą, która nie jest niczym innym jak tylko samą, wspaniałą, cudowną, najczystszą, najpiękniejszą i najdoskonalszą Boską Miłością. Co więcej ta właśnie Miłość bardzo konkretnie żyje w nas - jest obecna w naszej duszy i na dodatek daje nam swoje cudowne Boskie prezenty. Po wypalonych grzechach i innych obrzydliwościach zostają w nas dziury, więc żeby nie wszedł tam z powrotem diabeł, Duch Święty zalewa te miejsca swoją łaską. Stąd biorą się w nas różne talenty i dary.
To wszystko dzieje się w nas właśnie w momencie Świętego Sakramentu Chrztu. Znowu ktoś mógłby mi teraz zarzucić, że piszę jakieś niestworzone rzeczy, których w ogóle w życiu nie doświadczył. No bo jest pewien problem, że my zamiast trochę się wysilić, popracować nad sobą, dokopać się do tych niewyczerpanych "boskich studni" w naszej duszy, to idziemy na totalną łatwiznę i robimy to, co jest przyjemne dla tylko naszego ciała. Rzadko kiedy myślimy o tym, że dla naszej duszy ma to nieraz śmiertelnie poważne konsekwencje. Rzućmy "w cholerę" zło, dobro jest lepsze! Jest wspaniałe, zachwycające! Nie jest uzależniające tak jak zło, dlatego ciągle się trzeba starać co nieraz jest trudne, ale w końcu kto powiedział, że będzie łatwo - złotych medali nie wygrywa się przecież przypadkiem.