


Michał Misztal /Jezus.com.pl
Kto z nas nie słyszał zdań w stylu "Przykazania mnie ograniczają, ograniczają moją wolność", "Przykazania są dziś niepotrzebne", "Ja nie potrzebuję przykazań". Te przykre słowa najczęściej padają z ust tych, którzy nie bardzo z owymi przykazaniami się liczą. Ja sam jeszcze parę lat temu myślałem w podobny sposób.
Dziesięć Przykazań wyrył Bóg na kamiennych tablicach. Słowo "wyryty" w języku hebrajskim to charuth, w samym Talmudzie (żydowski komentarz do Tory powstały do VI wieku naszej ery) jednak, Rabbi Jozue ben Lewi mówi "Nie czytaj jednak charuth [wyryty], ale czytaj cheruth". Cheruth natomiast znaczy "wolność". Dodatkowo hebrajskie słowo Aseret określające Dekalog (Dziesięć Przykazań), tłumaczy się również jako Dziesięć Obwieszczeń. Słowo to ma znaczenie bardziej rad, aniżeli nakazów. A uświadamiając sobie, że przykazania dał Bóg, który jest miłością, nie można nie zastanowić się nad tym, czy faktycznie przykazania są po to, by unieszczęśliwiać człowieka przez ograniczanie jego wolności.
Kiedyś słyszałem pewne porównanie. Nasze życie to droga na krawędzi przepaści zionącej z obydwu stron. Przykazania Boże to tablice wbite w krawędzie tej ścieżki, po to żebyśmy nie spadli. Jeśli jednak my wykopiemy sobie "jedynkę", "czwórkę" czy "szóstkę", to porobią się dziury i przy pierwszym poważniejszym podmuchu wiatru runiemy w przepaść rozbijając się o nieszczęście grzechu. Te proste porównanie mocno uświadomiło mi, że przykazania są po to żeby mi pomóc, żeby zachować mnie na drodze życia. Bóg po to skierował do mnie swój Areset, bo chce żebym bezpiecznie doszedł do końca drogi.
Zastanówmy się dalej, co z tymi przykazaniami. Jeśli Bóg jest Miłością i wszystkim co w Miłości się zawiera: dobrem, pięknem, uczuciem, szczęściem, zaufaniem, miłosierdziem, opieką, bezpieczeństwem... To taki właśnie Bóg (który na dodatek jest przecież naszym Tatą, bo to znaczy właśnie słowo Abba), nie mógł dać nam przykazań, które by nas unieszczęśliwiały. Zgadzam się z tym, że przestrzeganie przykazań momentami nie jest łatwe, bo wymaga od nas zaparcia się galopującej w nas chęci doznania przyjemności, czy zaspokojenia zachcianki. Przykazania jednak są nam dane po to, żeby nas uszczęśliwić. Tak, żeby dać nam szczęście. Nie po to żebyśmy odczuwali szczęśliwość, bo ona przychodzi częściej przez - nieraz grzeszne - przyjemności, ale po to żebyśmy doświadczali głębokiej, duchowej radości i pokoju. Przecież nie jesteśmy tylko kośćmi i mięsem wyposażonymi w rozum! Jesteśmy istotami duchowo-cielesnymi, tzn. takimi, które są skonstruowane z ciała, rozumu, ale też z ducha - jakiegoś niematerialnego "pierwiastka" pochodzącego od samego Boga, a bez którego nie bylibyśmy tym kim jesteśmy. To właśnie odróżnia nas od całej reszty widzialnego stworzenia. Przykazania więc, w pewien sposób, mają ograniczać nasze ciało, jednak przez to, mają dawać możliwość totalnej wolności i absolutnego spełnienia naszemu duchowi.
Skoro jesteśmy istotami cielesno duchowymi, to nasz duch - tak samo jak ciało - ma swoje potrzeby i pragnienia. O tym pisze sam św. Paweł w liście do Rzymian "(...) wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym" Rz 7, 22; "Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha prowadzi do życia i pokoju" Rz8, 6. Nie wierzę więc, że gdyby wniknąć głęboko we własne serce, wybralibyśmy przyjemności ciała sprawiające zżerające nas od środka wyrzuty sumienia zamiast wyrzeczeń dla ciała jednak doświadczając jednak tym samym spokoju sumienia, pokoju ducha oraz radości i zjednoczenia z Bogiem - Stwórcą wszystkiego.
Mówiąc więc, że Boże Przykazania ograniczają wolność człowieka, tak naprawdę głównym problemem nie staje się nasza rzekomo ograniczana wolność, ale niemożność spełniania wszelkiego rodzaju zachcianek. Temat różnicy między swawolą, a wolnością był niedawno poruszany na naszym portalu w artykule "Zniewoleni wolnością" nie będę więc tutaj wyważał otwartych drzwi. Jednak na koniec chciałbym zaapelować do nas wszystkich: zacznijmy doceniać wielkie skarby Boże, przede wszystkim zbawienie w Jezusie Chrystusie i przestańmy narzekać na, tak naprawdę, błahostki gniewając się na Pana Boga, że wskazał nam prostą drogę do Nieba.