


Marta Pelka
Ostatnio bardzo często obserwuję jak zachowują się ludzie wokół mnie i jaki stosunek mam do nich mimo, że są mi obcy. Po ostatniej niedzielnej mszy doszłam do zaskakujących mnie wniosków. Zaczęłam się zastanawiać, co działa tak bardzo na naszą psychikę?
Przede wszystkim bardzo uderzyło mnie to, że wcześniej nie zauważałam czy nie chciałam widzieć, jaki ten świat jest naprawdę. Ma wiele pozytywnych stron, ale teraz właśnie zaczęłam dostrzegać te negatywne...Jednak przejdźmy do rzeczy.
Media coraz częściej karmią nas mało ambitnymi, pozbawionymi sensownej fabuły „dziełami” propagującymi przemoc i zakłamanie. Kiedy otwieramy gazetę codzienną to co znajdujemy na pierwszej stronie? Doniesienia o kolejnym morderstwie, kradzieży czy korupcji naszych polityków. Dlaczego właśnie takie rzeczy interesują nas najbardziej? Jak możemy uważa się za prawdziwych chrześcijan, skoro nawet nie potrafimy wrzucić symbolicznej złotówki podczas zbiórki dla potrzebujących? Nie twierdzę, że wszyscy tacy jesteśmy. Absolutnie! Gdyby tak było świat chyliłby się już teraz ku upadkowi. Jednak, niestety tak wynika z moich obserwacji.
Pycha przemawiająca przez niektórych jest nie do zniesienia, zresztą zdaje sobie sprawę, jak ja sama jestem pyszna, jak bardzo krzywdzę Pana. Staram się i chcę się zmienić, ale jak to zrobić, skoro w dzisiejszym świecie być pokornym po prostu nie wypada. Najlepiej rozpychać się łokciami i iść do celu po trupach. Z takiego założenia wychodzi większość gimnazjalistów (przynajmniej z mojej szkoły).
Myślę, że skoro uważam się za prawdziwą katoliczkę, to nie powinnam się trzymać tego „modelu” zdobywania kariery. Muszę dawać świadectwo nie tylko słowami, ale też czynem. Wierzę, że skoro Bóg wynagradza za dobro pomoże mi! Muszę Mu tylko zaufać, oddać się w opiekę. Wiem, że wtedy nie wszystko może pójść po mojej myśli, ale Bóg chce dla nas jak najlepiej. Niestety i o tym zbyt często zapominamy w tych zabieganych czasach. Dążymy do tego, co sami sobie zaplanowaliśmy, często zapominając o Nim lub pamiętamy o Jezusie tylko w razie kłopotów. Jak można aż tak poddać się działaniu dzisiejszych mediów? Właściwie to ludzie ludziom zgotowali ten los, ale my musimy z tym walczyć i „wygryzać” zło dobrem! Tak jak uczył i zawsze będzie to robił Jezus. On sam to uczynił, pokazał, że tak się da. Nie brakuje cierpienia i wyrzeczeń, ale nikt nie obiecywał, że droga do zbawienia będzie łatwa!
Bardzo boli mnie, kiedy tak łatwo wypieramy się swojej wiary. Sama jeszcze jestem zbyt słaba, żeby powiedzieć „nie”, chociażby na forum klasy podczas lekcji religii. Wtedy okazuje się jak bardzo jestem słaba i marna. Boję się o to, co powiedzą o mnie inni, niż o to jak krzywdzę Boga... To straszne, aczkolwiek nie ukrywam, że olbrzymi wpływ mają na to media promujące, że tak stwierdzę „chory tryb życia”.
Tak bardzo boję się, co będzie dalej, wyścig szczurów trwa, a ja coraz bardziej się w tym gubię. Wiem, że może mi pomóc tylko On i dlatego od niedawna nie patrzę do przodu z rocznym wyprzedzeniem. Nie żyję wprawdzie w myśl zasady „carpe diem”, ale wiem, że kiedy mam czas na mszę i rozmowę z Jezusem w ciągu dnia to mam czas na wszystko. Strasznie nie lubię „masówek”, dlatego unikam czytania „krwawych” artykułów, nie słucham radia, staram się nie oglądać negatywnych wiadomości.. Skupiam się na tych małych i drobnych rzeczach. Wiem, że to może pewnego rodzaju ucieczka przed realiami dzisiejszego świata, ale mam już dość i mim. W ten sposób mówię NIE!
Niedawno „oświeciło” mnie i przypomniałam sobie, że dobro jest ciche, pokorne, a zło głośne i strasznie szybko się wypala. Uważam, iż powinniśmy o tym pamiętać i dawać przykład innym. Bądźmy nowoczesnymi ludźmi i Chrześcijanami. Nie propagujmy strachu, ale dobro. Myślę, że jeśli czytasz teraz ten artykuł to jesteś na bardzo dobrej drodze albo już to robisz. Ja wciąż się uczę i chcę w tym wytrwać...