


ks. Krzysztof Wons SDS
Doświadczenie przebaczenia Bożego należy do tych tematów, które nas przyciągają. Chętnie nad nim medytujemy. Może dlatego, że istnieje jakieś fundamentalne pragnienie tego doświadczenia w każdym z nas.
Wydaje się, że w świecie, w którym się poruszamy (w rodzinie, w środowisku szkoły, pracy, we wspólnotach zakonnych, kościelnych) istnieje coraz większy „deficyt” doświadczenia ludzkiego przebaczania i miłosierdzia. Powstaje bolesne sprzężenie zwrotne. Nie przebaczając nie doświadczamy przebaczenia. Nie będąc miłosiernymi nie doświadczamy miłosierdzia. Ten brak z kolei rodzi głód, gdyż pragnienie przebaczenia i miłosierdzia jest integralna częścią naszej natury pękniętej przez grzech.
Inaczej ma się z tematem grzechu. Unikamy go. Co więcej. Żyjemy w świecie, który za irracjonalne uważa zastanawianie się nad grzechem i jego złością. Jak napisał Pius XII, grzechem tego świata jest utrata poczucia grzechu. Temat grzechu staje się tematem tabu, tematem trywializowanym, tematem w „tanich” reklamach. Cóż dopiero mówić o świadomym pochylaniu się nad doświadczeniem grzechu, jego złości i szpetności.
Tymczasem nie jest możliwe otwarcie się na doświadczenie przebaczenia i miłosierdzia bez uprzedniego otwarcia się na prawdę o grzechu i o jego złości. I odwrotnie. Nie doświadczymy do głębi prawdy o naszym grzechu bez doświadczenia Bożego miłosierdzia i przebaczenia. Co więcej nie jesteśmy wstanie popatrzeć na siebie - grzesznych z miłością i przebaczyć sobie bez doświadczenia na sobie spojrzenia Boga pełnego miłosierdzia i przebaczenia.
Moc Słowa
Nie można o ludzkich siłach dojść do prawdy o grzechu. Nie można o ludzkich siłach doświadczyć wewnętrznie istoty i całego dramatu grzechu. Nie da się wreszcie w oparciu o własne siły powiedzieć „nie” grzechowi. Temat grzechu, przebaczenia i miłosierdzia nie dotyczy jedynie człowieka, nas samych. On w samej istocie dotyczy naszej relacji z Bogiem. Jest tematem nadprzyrodzonym. Jest sprawą naszą ale także sprawą Bożą.
Dlatego też jeśli chcemy wejść na drogę doświadczenia grzechu, przebaczenia i miłosierdzia nie możemy tego uczynić bez łaski Boga – bez Jego słowa. Odtąd pójdziemy tą drogą z lampą słowa Bożego w ręku, aby oświetlało mroki, w których ukrywa się nasz grzech i aby dla kontrastu demaskowało naszą grzeszność przy której uparcie trwamy. Możemy to uczynić tylko w świetle Słowa Bożego. W naszym doświadczeniu posiada ono potrójną moc. Jest to moc, która sprawia, że jesteśmy w stanie wejść w doświadczenie grzechu i przebaczenia całym sobą: umysłem sercem i wolą. Słowo chroni nas przed fragmentarycznością i przed błądzeniem w odkrywaniu prawdy o grzechu. Błądzenie i patrzenie na prawdę o grzechu tylko fragmentarycznie związane jest z naszą grzesznością natury. Nie jesteśmy w stanie zobaczyć grzech w całej jego rozciągłości, ponieważ zło jest częścią nas. Jest jakąś drzazgą wbitą w nasz umysł, serce i wolę. To sprawia, że grzech nasz zasłania nasz umysł, sprawia, że serce staje się twarde i osłabia naszą wolę i chęć odkrywania prawdy o grzechu.
Chciejmy więc krótko rozważyć moc i wartość Słowa Bożego, które będzie nas prowadziło. Jest to Słowo, które ma moc otworzyć nasz umysł, poruszyć serce i uporządkować naszą wolę
Słowo, które oczyszcza umysł
Słowo przyjęte i przemodlone oczyszcza nasz umysł. Czyni nas zdolnymi do poznania siebie tak jak poznaje nas Bóg. Idąc za myślą Ewagriusza z Pontu powiemy, że umysł nasz to „Boże podobieństwo”. Ujawnia nasze osobowe odniesienie do Stwórcy, do Boga Miłosierdzia. Poznawanie dotyczy więc ostatecznie naszej intymnej relacji z Bogiem, dotyczy także naszego grzechu, który niszczy tę relację. Dzięki Słowu poznajemy siebie i nasz grzech; potrafimy go uznać, dotrzeć do jego korzeni, doświadczyć jego złości i szpetoty. Potrafimy się nim przerazić i zobaczyć jak szpeci na „podobieństwo do Boga”. To wszystko dzięki spotkaniu z żywmy Słowem, przed którym wszystko jest odkryte i nie ma żadnych tajemnic. Zobaczmy jak Słowo Boże prowadzi nas do poznania naszego grzechu, jego korzeni i złości.
Pozwala nam poznać nasz grzech
Nie możliwe jest poznanie własnego grzechu bez światła Słowa Bożego. Tylko Bóg zna nas do końca. Zna każdy nasz grzech. Psalmista modli się ze szczerością: „Kto jednak widzi swoje błędy? Oczyść mnie z błędów przede mną ukrytych” (Ps 19,13). Są grzechy, które świadomie lub podświadomie ukrywamy, ponieważ nasza grzeszność budzi w nas opór w patrzeniu na siebie w prawdzie. Z wielu powodów nie widzimy lub nie chcemy zobaczyć w sobie pełnej prawdy o naszym grzechu. Nasze spojrzenie na siebie jest zafałszowane na skutek naszej grzeszności. Tak więc nasze oczy są „zamglone grzechem” i dlatego nie jesteśmy w stanie o własnych siłach popatrzeć w prawdzie na swoją grzeszność. Tylko Bóg, który jest czystą Prawdą widzi nas takimi jakimi jesteśmy naprawdę. Widzi także nasz grzech. Tylko z Nim możemy zobaczyć nasz grzech, sięgając aż do jego korzeni.
Bóg skierował do nas swoje słowo także po to, aby ukazać nam nasz grzech. Słowo Boże jest jak światło, które potrafi rozświetlić najciemniejsze zakamarki serca. Nieraz są to zakamarki, które chętnie ukrywamy, nie chcemy, aby zostały ujawnione. Potrafi zagnieździć się w nas nieprawość, która zamyka nasze oczy na prawdę. Jest to sytuacja, którą bardzo dosadnie i krótko przedstawia psalmista: „Nieprawość mówi do bezbożnika w głębi jego serca (...) Bo jego własne oczy mu schlebiają, by znaleźć swą winę i ją znienawidzić” (Ps 36, 2-3). Psalmista mówi po prostu, że człowiek nie jest zdolny zobaczyć w sobie grzech i wydobyć go na światło, ponieważ grzech żyje w nim - nie tylko przebywa, ale żyje, przemawia do człowieka.
Podobnie jest z drugim człowiekiem. On też nie jest w stanie pomóc nam zobaczyć nasz grzech do końca, ponieważ jego wzrok jest podobnie jak nasz „zamglony” grzechem i w nim też przemawia grzech. Może nam pomóc tak jak my - jedynie częściowo.
Pozwala nam poznać korzenie grzechu
Słowo Boże zdolne jest nie tylko pokazać nam nasz grzech - nawet ten ukryty przed naszą świadomością. Pomaga nam także odkryć korzenie grzechu, a nawet historię jego pojawiania się w pokusie do grzechu. Potrafi także przestrzegać nas przed grzechem i pokazywać korzenie i źródła grzechu, które mogą się pojawić. Do tego ludzki umysł sam ze siebie nie jest zdolny. Jesteśmy zdolni do zewnętrznej obserwacji naszych czynów i postaw. Bywa i tak, że w naszych spowiedziach bardziej zwracamy uwagę na fakty grzeszne niż na ich źródła i korzenie. To sprawia, że umacnia się w nas korzeń grzechu. Z niego rodzą się nie tylko kolejne grzechy ale także grzeszne przyzwyczajenia, złe nawyki, wady i wtedy trudno już się z nich uwolnić, trudno nawet rozpoznać ich korzenie pod nagromadzonym osadem zła. Słowo Boże natomiast posiada głęboką zdolność przenikania. Przed oczami Boga wszystko jest odkryte i odsłonięte. Jego słowo jest żywe i skuteczne, „przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,14). Jezus przypomina, że w sercu człowieka gnieździ się grzech: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp , wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota (Mk 7, 21-23)”. Jezus bardzo często pokazuje na źródła grzechu i na jego korzenie. Nie rzadko wtedy słuchacze są zdziwieni bystrością Jego umysłu i mocą z jaką przemawia.
Pozwala nam doświadczyć złości grzechu
Jeśli z powodu grzechu, który mieszka w nas nie jesteśmy w stanie o własnych siłach zobaczyć nasz grzech i jego źródła to tym bardziej niemożliwym jest dla nas zrozumieć czym jest grzech w swej istocie. Również żaden inny człowiek, nawet najbardziej wykształcony filozof czy teolog,, nie jest w stanie ukazać nam do końca złości i istoty grzechu. To co mówimy o grzechu naszym ludzkim językiem jest tylko słabą formą wyrazu, która nie odsłoni nam i nie pomoże zrozumieć szpetności i dramatu grzechu. Jeśli w jakimś stopniu jesteśmy zdolni odczuć (i też nie do końca!) czym jest grzech przeciwko sobie, przeciwko drugiemu człowiekowi, to nigdy nie pojmiemy naszym umysłem i sercem czym jest grzech przeciwko Bogu.
Jezus mówi, że tylko Duch Święty jest w stanie przekonać świat o grzechu (por. J 16,8). Tutaj możemy zobaczyć jak wielkim darem może być dla nas przyjmowane z wiarą Słowo Boże. Czytanie Słowa Bożego z wiarą jest napełnianiem się natchnieniem Ducha Prawdy i Świętości. Szkoła Orygenesa wręcz stwierdza, że Pismo Święte zawiera Ducha Świętego. Duch tchnie z Pisma. Jest w nim rzeczywiście obecny. Medytowanie Słowa z wiarą jest przyjmowaniem tchnienia Ducha Świętego, który jest Świętym świętych, który sam jeden może nam objawić szkaradność grzechu. Tylko On, który zna samą istotę grzechu może mówić w nas przeciw grzechowi! To On mówi w Psalmie „Zadrżyjcie i nie grzeszcie” (Ps 4,5). To właśnie dlatego, że nie znamy powagi grzechu nie opieramy się jemu wystarczająco: ”Nie opieraliście się jeszcze aż do przelewu krwi walcząc przeciwko grzechowi (Hbr 12,4). Tak więc Słowo Boże jest jedynym źródłem prawdy o istocie i złości grzechu i tylko ten, który jest natchnieniem tego słowa może nam dać łaskę poznania szpetności grzechu. Tutaj rozumiemy także, że żadna inna księga napisana przez człowieka, żadne ludzkie słowo nie może być porównywane z Księgą Słowa Bożego. Każde dobre światło, każda mądrość zawarta w ludzkim słowie jest ostatecznie jedynie cieniem tego światła, tej mądrości i mocy, jaką kryje w sobie Słowo Boga.
Słowo, które do głębi porusza serce
Tylko Słowo może pomóc człowiekowi zobaczyć grzech w jego sercu i tylko ono może poruszyć człowieka do głębi, do tego stopnia, że budzi się w nim ból, żal, wstyd i wstręt do grzechu Przypomnijmy sobie historię Dawida i dzieje jego grzechu (2 Sm 11-12). Jak bardzo był zamknięty na prawdę o grzechu cudzołóstwa i zbrodni. Jak mocno wypychał go ze swojej świadomości, chociaż wielu z jego dworzan widziało z pewnością jego grzeszne życie i mówili o tym. Dopiero, gdy Bóg poruszył jego serce przez proroka Natana, dopiero wtedy wzrusza się głęboko, doświadcza łaski żalu. Można zamknąć serce przed najbardziej nawet czułym słowem Boga, jak Judasz, gdy usłyszał w nocy zdrady pytanie Jezusa, którym chciał poruszyć jego serce” Przyjacielu, po coś tu przyszedł?”. Można jednak otworzyć się na to słowo i jak Piotr gorzko zapłakać. Jedno jest pewne. Przed Słowem nie ma ucieczki. Ono porusza serce do głębi. Albo upadniemy przed nim jak Dawid i powiemy „Zgrzeszyłem” (2 Sm 12, 13), albo nasze serce utwierdzi się w zatwardziałości. Nasze słuchanie słowa Bożego albo nawraca, albo zatwardza serce! (R. Cantalamessa).
Tylko Słowo Boże może tak skutecznie poruszyć człowieka, że jego serce otwiera się na miłość przebaczającą. Częsty kontakt ze Słowem Bożym przemienia serce, czyni je coraz bardziej wrażliwym na miłość Boga. Jest to słowo, które ma moc poruszania, niepokojenia, ożywiania. Jest to słowo Boga, który nas kocha i nie pozwala na to, aby serce stało się grobem. Przekonany o tym Psalmista modli się: „Bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu i nie dozwolisz, by wierny Tobie zaznał grobu” (Ps 16, 10).
Słowo, które nawraca wolę
Słowo ma wpływ na nasz umysł, serce, ale także na naszą wolę – bez naruszania jej wolności. Przyjmując z wiarą słowo (np. przez czytanie i medytację) jesteśmy oddani w moc słowa, które daje życie. Jest to te samo słowo, które nas stworzyło i nieustannie stwarza – wraca nam Boże życie. Duch Święty, który tchnie w nas poprzez słowo, nie tylko oświeca nasz umysł i porusza serce, abyśmy mogli zobaczyć prawdę o naszym grzechu. On także ma moc uwolnienia nas od grzechu, od chaosu, który sprawia w nas grzech. Ma moc stworzenia w nas nowego porządku. Jest to przecież ten sam Ducha, który unosił się nad pierwotnym chaosem i bezładem świata i który nadał mu pełną harmonię i piękno. Tylko On sprawia poprzez słowo, że świat istnieje nadal i nie wraca do swego pierwotnego chaosu. Ilekroć więc czytamy i medytujemy z wiarą Jego słowo ono nas porusza ale także „nawraca” z nieładu życia do ładu. Ma moc oczyszczania i porządkowania naszej wolności.
Henri de Lubac SJ w swojej książce „Słowo Boga w historii człowieka”1 daje głęboki komentarz do tej podwójne mocy słowa. Mówi, że „serce” słyszącego Słowo pod działaniem Ducha jest najpierw poruszane, a następnie „nawrócone”. Te dwa słowa: „serce” (kardia) i „nawrócenie” (metanoia) mają w Biblii głęboki sens. Słowo porusza serce - to znaczy porusza to co jest w nas siedliskiem myśli, mądrości miłości, porusza najgłębszą treść naszej osoby, najintymniejszą jej cząstkę, samą podstawę naszej tożsamości. Dzięki temu, bez naruszania naszej wolności, potrafi wywołać w nas nawrócenie – to znaczy radykalna zmianę, wstrząs, potrafi przenicować nasze myśli i zachowania Potrafi zrodzić w nas wiarę i uczynić z nas nowego człowieka. Jeśli zaś potrafimy trwać w tym słowie, jeśli pozostanie w naszym sercu, będzie podtrzymywało naszą wolę w postawie nieustannego nawrócenia - to znaczy odwrócenia się od grzechu. Jak wyznaje Psalmista: „W sercu swoim zachowuję Twe słowa, aby nie zgrzeszyć przeciw Tobie” (Ps 119, 11)
Trzy uwagi w rozważaniu o grzechu
Ilekroć wchodzimy w rozważanie nad doświadczeniem grzechu w świetle Słowa Bożego, konieczne jest przypomnienie trzech chrześcijańskich przesłanek dotyczących prawdy o grzechu. Są to przesłanki, które daje nam Słowo Boże. Powinniśmy o nich pamiętać podczas naszych rozważań. Pomogą nam podejść w sposób właściwy do rozważań nad doświadczeniem grzechu i przebaczenia.
Grzech nie stanowi centrum chrześcijańskiego przesłania
Nie jest głównym tematem przesłania Ewangelii. Sercem Ewangelii, a więc sercem Dobrej Nowiny, którą głosi Jezus Chrystus jest Bóg Ojciec, który tak umiłował świat, że Syna swojego Jednorodzonego dał, aby go zbawił (por. J, 3,20). Podobnie jak w przypowieści o synu marnotrawnym, który ciężko grzeszy opuszczając Ojca - nie grzech dziecka jest głównym tematem powiadania Jezusa, ale Ojciec, który je oczekuje, przyjmuje z miłosierdziem i wyprawia ucztę dla nawróconego. Centralnym tematem Dobrej Nowiny jest więc miłość Ojca - oczekująca, przebaczająca i zbawiająca, Jego Królestwo - Królestwo Miłosierdzia, Pokoju i Radości. Taki jest też język przepowiadania Jezusa. Treścią i językiem przepowiadania jest radość płynąca z wielkiej miłości Ojca: „To wam powiedziałem, aby radość moja w Was była i aby radość wasza była pełna” (J 15, 11).
Boża miłość jest większa od największego grzechu
Jezus głosząc Dobrą Nowinę nie przemilcza prawdy o grzechu człowieka. Spotykając się z człowiekiem wskazuje na jego grzech. Jego sposób mówienia o ludzkim grzechu jest bardzo prosty, czytelny i jednoznaczny. Mówi jednak o grzechu bez pogrążania człowieka w grzechu. Kobiecie przy studni Jakubowej, zwraca uwagę, że miała wielu mężów. Apostołom wytyka brak wiary, Piotrowi przepowiada, że Go zdradzi. Za każdy razem objawia jednak swoją moc, która zdolna jest uwolnić człowieka z każdego grzechu. Jezus jest zdolny zabrać z serca grzech, odpuścić. Paralitykowi powie, „Twoje grzechy są Ci odpuszczone”, Jawnogrzesznicy powie: „I ja cię nie potępiam”. Na zapierającego się Piotra spojrzy z miłością. Przepowiadając prawdę o grzechu Jezus jeszcze bardziej objawia miłość i miłosierdzie Boga. Objawia moc Bożej miłości. Objawia, że Bóg jest „większy” od największego grzechu. Jest zdolny pokonać każdy grzech w świecie. Jezus, który z nieustraszoną mocą walczył z mocami ciemności, mówi do nas: „Ufajcie jam zwyciężył świat”. Pamięć o tym, jest nam potrzebna zwłaszcza wtedy, gdy przygniata nas poczucie bezradności pośród zdruzgotanego grzechem świata i wtedy także, gdy zdruzgotani naszym grzechem tracimy nadzieję na wyzwolenie się z niego, gdy oskarża nas nasze wnętrze. Jan, który osobiście słuchał i wpatrywał się w nauczającego Jezusa, napisze potem w pierwszym liście, że nawet gdy nas serce oskarża to przecież trzeba pamiętać, że „Bóg jest większy od naszego serca” (1J 3,20). I świat zdruzgotany grzechem i nasze serce obciążone i zranione grzechem ogarnięte są mocą i miłością Boga, który posłał Syna nie po to, aby świat został przez Niego potępiony lecz, aby go zbawić.
Nie lekceważyć powagi grzechu
Trzeba równocześnie pamiętać o trzeciej przesłance: nie wolno nam ignorować lub lekceważyć siły i złości grzechu. Tymczasem wydaje się, że żyjemy w świecie, który jak nigdy dotąd ignoruje powagę grzechu. Co więcej, dzisiejszy świat bawi się grzechem, śpiewa o grzechu, a nawet chwali się grzechem. Próbuje się malować romantyczny obraz grzechu, tak aby był bardziej atrakcyjny od dobra. Redukowane jest właściwe pojęcie grzechu. Zamazuje się różnicę między dobrem a złem - w skrajnych przypadkach (wcale nie rzadkich) aż do całkowitego zrelatywizowania pojęcia dobra i grzechu. „To jest dobre co mi się podoba, to jest złe na co nie mam ochoty.” Mówienie o grzechu uważa się też za niezdrowe, ponieważ wzbudza to frustracje, niepotrzebne poczucie winy i nerwice. Tymczasem jesteśmy świadkami zjawiska całkowicie odwrotnego do tego myślenia. Im bardziej próbuje się wyciszyć temat grzechu, ignorować jego powagę, czy wręcz zachwalać go, tym bardziej nasilają się w nim frustracje, nerwice, depresje i lęki.. Jak wielka jest powaga grzechu, jego złość i szpetność świadczy zbawcza misja Jezusa na ziemi. Obraz Chrystusa na krzyżu, Sługi Jahwe tak oszpeconego i sponiewieranego, poranionego i zabitego, przypomina najbardziej o tym jak wielka może być złość grzechu i jak dramatyczne mogą być jego skutki. Jezus w Ewangelii niejednokrotnie z całą mocą pokazuje grzech i jego plugawe skutki. Nieraz przy tym podnosi głos, gniewa się i uderza słowem w sam brud grzechu. Nie potępia człowieka, lecz potępia grzech. Jeśli człowiek wybiera życie w grzechu, który nigdy nie ma uznania w oczach Boga, ten tym samym wybiera odrzucenie, los potępionego grzechu. Do faryzeuszów nie waha się powiedzieć, że są grobami pobielanymi, na zewnątrz pięknymi, ale w środku pełne trupich kości i plugastwa. Mocne słowa Jezusa uczą nas poważnego traktowania powagi grzechu. Trzeba pytać siebie o swój rzeczywisty stosunek do grzechu. Czy rzeczywiście brzydzę się grzechem? Czy mnie zawstydza? Czy na dnie serca nie żywię ukrytego podziwu dla jakiegoś grzechu?