Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Krzyż zwycięża cierpienie!

Aleksandra Sowa-Zduńczyk /Jezus.com.pl

 

Mówi się często, że każdy ma swój krzyż i że nie można go odrzucić. Nie znaczy to jednak, że należy biernie zgadzać się na każde cierpienie. Krzyż jest znakiem zwycięstwa nad grzechem, ciemnością i cierpieniem.

 

Krzyż od początków chrześcijaństwa jest chyba najmocniejszym i najpełniejszym znakiem naszej wiary. Jest znakiem największej Miłości jaką zostaliśmy ukochani, znakiem poświęcenia i walki Boga o nas. Walki zwycięskiej. Krzyż przypomina nam o cierpieniu, ale nie przytłacza, budzi nadzieję. W nim jest zwycięstwo i życie, jest odpuszczenie naszych grzechów i przebaczenie. W jednej z tradycyjnych pieśni kościelnych śpiewamy:

 

W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie,

W krzyżu miłości nauka. (...)

 

Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie,

W boleści sercu zadanej.

 

Krzyż jest również tajemnicą. Tylko on, na którym Jezus cierpiał za nas, by spłacić nasz dług, nadaje sens naszemu ludzkiemu cierpieniu. Krzyż uczy nas miłości, bo z nią cierpienie jest nierozerwalnie związane. Ks. Jerzy Szymik pisze w jednym ze swoich wierszy:

 

Miłość boli.

 

Im więcej miłości, tym bardziej.

 

Niekoniecznie odwrotnie.

 

Prawdziwa miłość, która myśli o kochanym człowieku, a nie o sobie, zakłada zdolność rezygnacji z siebie, a to zawsze boli. Bardziej lub mniej, ale boli. Tyle, że im bardziej się kocha, tym łatwiej jest ten ból przyjąć. Chrystus pokazał nam na krzyżu, że można zrezygnować z siebie do końca. A jak mówił wcześniej: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. A zatem krzyż pokazuje nam jak bardzo zostaliśmy umiłowani! Miłością bez miary, największą! Każde spojrzenie na krzyż powinno zatem owocować radością z tego, jak bardzo jesteśmy kochani przez Boga.

 

Mówi się często, że każdy ma swój krzyż i że krzyża nie można odrzucić. Nie znaczy to jednak, że należy biernie zgadzać się na każde cierpienie. Czasem takie „pokorne przyjmowanie krzyża” może być obłudą i tylko pobożnym wytłumaczeniem dla własnej niechęci działania w sytuacjach trudnych. Krzyż tymczasem jest przede wszystkim znakiem zwycięstwa, również nad cierpieniem.

 

Jezus umarł na krzyżu po to, by nas wszystkich zbawić i uczynić wolnymi. Jezus jest Bogiem, jest wszechpotężny i nikt nie ma, nigdy nie miał i nie będzie miał władzy nad Nim. Krzyża również nie musiał przyjmować i jestem głęboko przekonana, że nie zrobiłby tego, gdyby nie miał pewności, że cierpienie, które będzie przechodził, doprowadzi do zwycięstwa, do wolności, gdyby nie widział celu. Bóg pragnie, abyśmy byli szczęśliwi, również tutaj, w ziemskim życiu. Chrześcijaństwo nie dąży do cierpienia, nie uważa go za cel. Wszelki trud i ból przez grzech człowieka zostały wpisane w jego życie. Jednak Pan Bóg ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro - również z naszego cierpienia, dlatego często ma ono dla nas pozytywny skutek - pomaga zbliżać się do Boga i doskonalić w miłości.

 

Taki pozytywny wymiar cierpienie ma zawsze wtedy, kiedy godzi w nasz egoizm, np.: uczymy się rezygnować z siebie w imię miłości do drugiej osoby, czy ofiarowujemy nasz ból, troski, trudności dla zbawienia innych, nie myśląc tyle o sobie. Są takie rodzaje cierpienia, które trzeba przyjąć, bo człowiek nie potrafi od nich w żaden sposób uciec, jak np. choroba, czy odejście kogoś bliskiego. Bóg chce nam jednak w nich ulżyć. Przede wszystkim nadaje temu sens, pozwala nam pomagać innym przez ofiarowanie naszego trudu, stawia na naszej drodze ludzi, którzy pomagają nam uśmierzyć ból (wielu takich spotyka się w hospicjum - o tym szczególnym miejscu można posłuchać w naszym RadioPlayerze na Opoka.tv), posyła Ducha Świętego, który jest przecież Pocieszycielem i leczy nasze zranienia.

 

Bywa jednak i tak, że cierpienie nas niszczy, nie dając żadnego pozytywnego skutku. Nie jest zamysłem Pana Boga, abyśmy w takich sytuacjach je znosili. Trzeba jasno powiedzieć, że Pan Bóg nie cieszy się z naszego bólu i nie chce abyśmy cierpieli, jeśli nie ma to głębszego sensu. Często zdarzają się sytuacje, w których po części sami nakładamy na siebie cierpienie lub nie chcemy się go pozbyć przez nasz własny brak silnej woli, zbyt małe zaufanie do Pana Boga, czy wypaczony sposób pojmowania miłości bliźniego. Przykładem mogą być fatalne układy w rodzinach, gdzie jedno z małżonków jest alkoholikiem, niezdrowe relacje przyjacielskie, uzależnienie od drugiej osoby, zgoda na bycie wykorzystywanym przez innych na różne sposoby. Czasem wydaje nam się, że bardziej po chrześcijańsku jest znosić takie sytuacje, niż podjąć jakieś bardziej zdecydowane kroki. Nie jest to jednak prawdą. Jeżeli jakaś sytuacja, w której się znaleźliśmy lub osoba, krzywdzi nas i naszych bliskich, to nie musimy tego znosić. Trzeba wtedy podjąć pewne radykalne działania, może zerwać jakieś relacje, może zabrać dzieci i wyprowadzić się od męża alkoholika - na to jednak często brakuje nam siły i wtedy tłumaczymy się chrześcijańskimi pobudkami - miłością bliźniego, potrzebą przebaczania itd. Myślę, że Pan Bóg chce w takich sytuacjach, byśmy znaleźli w sobie dość siły, chce nam pomóc, bo wie, że wyzwolenie się spod niszczącego wpływu bywa bardzo trudne, ale i niezbędne dla naszego dobra. To my sami musimy wykazać chęć zmiany i spróbować - On zrobi już kolejny krok. Tymczasem często zasada przebaczania krzywd jest opacznie rozumiana, jako pobłażanie i godzenie się na dalszą krzywdę. To błąd. Trzeba przebaczyć, ale równocześnie chronić siebie. A może czasem komuś, kto pogrążony jest w grzechu i rani innych potrzebny jest taki wstrząs, który pomoże mu się opamiętać, odbić od dna... Nie bójmy się tego. Miłość chrześcijańska wiąże się z trudem umierania dla siebie, jest jednak również mądra i wymagająca, bo ma na celu najwyższe dobro kochanych osób - doprowadzenie ich do świętości. Krzyż - znak miłości, jest również znakiem zwycięstwa nad wszelkim grzechem i cierpieniem.

KOMENTARZE

Imię

E-mail