Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Kiedy masz doła, Jezus Cię woła!

Damian Bałdys

 

Mamy takie sytuacje w życiu, że jest bardzo źle, nawarstwiają się problemy, nie umiemy się dogadać z ludźmi, wszystko nas drażni, na modlitwie albo jest ciężko albo zupełnie rezygnujemy z niej. Wtedy zwykle nazywamy taki stan dołem. No, ale są też chwile, kiedy bardzo doświadczamy Boga, czujemy go na modlitwie, z radością się modlimy, dajemy świadectwo, wracamy z rekolekcji i mamy takie bogactwo przeżyć, że moglibyśmy wszystkich nawracać dokoła. Inni mówią o nas, że fruwamy, jesteśmy gdzieś w górze. Święty Ignacy nazywa takie stany strapieniem i pocieszeniem duchowym.

 

Rozważaliśmy ten fragment Ewangelii w małej grupie w oazie. Duch Święty pozwolił nam zobaczyć głębię Pisma Świętego. Nie ma dla wierzących przypadków i zapewne nie jest przypadkiem to, że lekarz św. Łukasz, zwraca uwagę w swojej Ewangelii na wydarzenia związane z geografią i porami dnia. Nic w Biblii nie jest przypadkowe ani zbyteczne, bo czyż Bóg mógłby z nas zakpić i mówić niepotrzebnie?

 

To teraz zobacz sobie Łk 6, 12-19. W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić i całą noc trwał na modlitwie do Boga. Wydaje mi się, że nie chodzi tu autorowi tylko o zwykłe pójście w nocy na modlitwę. Autor mówi: w tym czasie, w jakim czasie? W czasie, kiedy była noc. Noc w Biblii symbolizuje mroki, ciemności grzechu, doświadczenia, trudności, czyli stan, kiedy brak światła, jasnego spojrzenia na coś. To Słowo nam komunikuje, że Jezus przeżywał w życiu mrok, jakieś ciemności, trudności. Ale co robi Jezus, gdy przeżywa kłopoty? Trwa na modlitwie. Jezus mógł rzeczywiście mieć takie chwile, o których tylko nieliczni uczniowie wiedzieli, którzy delikatnie zaakcentowali o tym w Ewangelii, aby nikogo nie zgorszyć tą oczywistością człowieczeństwa Jezusa. Zapewne po meczących polemikach z faryzeuszami, spotykanym niezrozumieniem czy odrzuceniem przeżywał noc. Ale co jest tu ciekawe. Jezus przeżywa noc, kiedy znajduje się na górze. Czyli w stanie tzw. pocieszenia duchowego. I wcale nie jest to bez sensu. Bo stan pocieszenia, to nie jest taki doskonały stan. To stan, który naraża na działanie demona. Jedyną drogą dojścia do człowieka są dla demona wrażenia. Jezus chce nam powiedzieć, że nawet wtedy, gdy przeżywasz w życiu, bardzo dobre chwile, czas pocieszenia, kiedy masz dobre samopoczucie duchowe; to taki stan jest jak noc, w którym trzeba trwać na modlitwie. Trzeba wytrwać, aby nie upaść. Podejmowanie decyzji w takim stanie jest samobójstwem, ponieważ jest to noc i nie oceniamy jasno sytuacji, działamy pod wpływem wrażeń, które zaciemniają rzeczywisty obraz.

 

Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu. Jezus podjął dopiero decyzję z nastaniem dnia, czyli kiedy minął stan nocy, która pozornie jawiła się jako bycie na górze.

Kolejna perykopa tej Ewangelii mówi o zupełnie przeciwnym stanie ducha, jaki często przeżywamy w naszym życiu duchowym tzw. strapieniu. Zwykle, kiedy doświadczamy strapienia, czujemy jakby nieobecność Boga. Mamy wrażenie, że odszedł, odsunął się od nas. Życie się wali, a On nie reaguje. Czujemy się samotni i opuszczeni. Tymczasem Słowo mówi, że: Zszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Jezus schodzi ze swoimi dopiero, co wybranymi uczniami na dół. Jezus schodzi na dno naszego życia, jest z nami, kiedy mamy totalnego doła. Robi to po to, aby zatrzymać się z nami na równinie, czyli, aby człowiek zatrzymał, zadumał się nad sobą, kiedy wyjdzie ze stanu strapienia i wszystko będzie normalnością. Schodzi tak nisko abyśmy byli w stanie wrócić do normy. Do zwyczajności.

 

Był tam liczny tłum Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz nadmorskich okolic Tyru i Sydonu, przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Na równinie, czyli wtedy, gdy człowiek zmaga się z codziennością i to często z tą szarą i nieciekawą. Ta równina to taki stan, kiedy nie ma już tych wszystkich emocji i wrażeń pozytywnych i negatywnych. I w takim stanie żyje najwięcej ludzi. O. Augustyn Pelanowski tłumaczy, że Tyr, to nie tylko nazwa miasta, ale to ucisk. Tak się tłumaczy tę hebrajską nazwę miasta, a Sydon to polowanie. Jeśli tak spojrzymy na te nazwy geograficzne, to pozwolą nam one odkryć inną wymowę Biblii. W swojej życiowej równinie są różni ludzie. Tacy, którzy przechodzili, może całkiem niedawno jakiś ucisk, ból, cierpienie, kłopoty. Tacy, którzy czuli się jak na polowaniu, ciągle za czymś goniąc albo uciekając przed czymś, jak zwierzyna, której grozi śmierć. Ale byli tam i tacy, których serca to świątynia jerozolimska, lub jak udający pobożnych i świętych. I tacy właśnie przychodzili do Jezusa i dostępowali uzdrowienia ze swych chorób. Mogli Go słuchać i znaleźć uzdrowienie. Ale gdzie? Dopiero na równinie. W codzienności, zwyczajności, pośród codziennych obowiązków, kiedy nic szczególnego się nie dzieje.

 

Jezus uczy nas, że kiedy jest wszystko tak dobrze, układa się, czujemy taki „power” z Bogiem, to On jest przy nas, ale ostrzega, że stan ten jest złudny. Kiedy wpadamy w życiowe tarapaty, doły, Jezus schodzi wraz z nami, przeżywa to z nami, aby nas z stamtąd wyprowadzić. I jak uczy Ignacy Loyola, zarówno w strapieniu jak i w pocieszeniu nie należy podejmować żadnych decyzji duchowych, ale trwać na modlitwie. Decyzje podejmować powinniśmy dopiero w stanie równowagi duchowej. W zwyczajności, bez emocji.

 

Jeśli teraz przeżywasz strapienie, życiowego doła, pamiętaj, Jezus cię woła, jest wtedy z tobą, tak jak jest w pocieszeniu, we wzroście duchowym. Jezus wybierając cię z nastaniem dnia chce abyś przystanął, zatrzymał się, po to abyś doświadczył mocy Jego uzdrawiającego Słowa. On cię woła, nawet, gdy masz totalnego doła!