


Michał Misztal /Jezus.com.pl
Gdzie jest Bóg? Gdzie jest Jego moc? Dlaczego nie doświadczamy tego, że On istnieje, że Mu na nas zależy i że się o nas troszczy? To pytania, które słusznie nas nurtują, poszukajmy więc odpowiedzi.
Wielu ludzi wpada dzisiaj jeśli nie w ateizm to przynajmniej w trend, który uznaje, że gdzieś tam Bóg może i istnieje, ale z pewnością z nami, z naszymi problemami, z naszą codziennością nie ma nic wspólnego - taki pogląd nazywa się deizmem. Ja nie chcę jednak pisać tu o teoriach i filozofiach, ale o naszym codziennym pytaniu i problemie, który brzmi: gdzie jest Bóg? Gdzie jest Jego moc? Dlaczego nie doświadczamy tego, że On istnieje, że Mu na nas zależy i że się o nas troszczy? Przecież skoro wszystko może to nie byłoby dla Niego żadnym problemem sprawić jakichś fajerwerków, żeby wszyscy w Niego uwierzyli. Tymczasem głód miłości i szczęścia, który w nas jest narasta coraz bardziej i nie wiemy w jaki sposób możemy go załagodzić. I tak niektórzy idą w pracę zawodową, niektórzy w hobby, niektórzy w przyjemności i używki, a jeszcze inni nie znajdują żadnego substytutu i pogrążają się w chorobach i depresjach.
Pragnienie miłości i poczucia szczęścia jest czymś, co jest w nas wkonstruowane tak głęboko, że nie można się tego pozbyć. Ten głód duchowy jest bardzo podobny do głodu fizycznego. Kiedy jesteś głodny nie ma innego rozwiązania jak tylko posilenie się, nie ma żadnego innego, cudownego środka - po prostu trzeba coś zjeść. Sprawa z głodem miłości i szczęścia wygląda bardzo podobnie i choć szukamy, próbujemy wielu sposobów, to rozwiązanie jest tylko jedno: Bóg.
Wierzymy, że Bóg stworzył świat i stworzył człowieka. Mogło to się dokonywać przez ewolucję czy w jakikolwiek inny sposób, jednak to Bóg dał impuls do tego, żeby wszystko się zaczęło. Skoro więc On jest naszym Konstruktorem, to musi nas doskonale znać. Wyobraź sobie, że konstruktor super zaawansowanej maszyny nie wie w jaki sposób ją wybudować - wyszłaby z tego jedna wielka kraksa, a nie wspaniały wynalazek. Dobry konstruktor wie w jaki sposób ma być zbudowana maszyna, wie jakie będzie jej zastosowanie, wie jaki będzie jej wygląd zewnętrzny, z czego będzie się składać, jak będą pracowały części mechaniczne i na co w pracy będzie ją stać. Tak samo jest z Bogiem. On doskonale nas zna. Wie co czujemy, co przeżywamy, jak funkcjonujemy, w czym jesteśmy dobrzy, a w czym słabi i wie na co nas stać. Bóg jest naszym Konstruktorem i Ojcem. Bóg więc wie, że jest w nas głód miłości i szczęścia - sam go nam dał. No właśnie: po co?
Wszystko ma swój sens. Jeśli więc Bóg wkonstruował w nas głód miłości i szczęścia, to nie zrobił tego bezcelowo. Zastanów się, co by mogło z nami być, gdyby nie było w nas pragnienia miłości i szczęścia, gdybyśmy nie tęsknili za dobrem?... Nie mielibyśmy poczucia, że jest nam to dobro potrzebne, a skoro coś nie jest nam potrzebne, to się o to nie staramy, nie obchodzi nas to - nie obchodziło więc by nas to czy jesteśmy szczęśliwi czy nie tym samym popadając w nieszczęście. Pragnienie szczęścia i miłości jest przeciwieństwem naszej skłonności do łatwizny, do zła, po prostu do grzechu. Jeśli mieszkałoby w nas tylko to drugie, to nie byłoby dla nas już chyba żadnej nadziei. A tak, pomimo nierzadko pokręconego życia, odzywa się w nas czasem głos, że może warto się zmienić, może warto czego poszukać, czegoś spróbować - może kontaktu z Bogiem?
Głód miłości i szczęścia niestety często nie jest dobrze przez nas wykorzystany. Zamiast szukać tam, gdzie jest pewne, że znajdziemy, szukamy w tym co jest łatwe i przyjemne, ale co szczęścia nie daje. Owszem bardzo często daje jakąś przyjemność, ale na dłuższą metę nic dobrego z tego nie wynika. Myślę tu nie tylko o narkotykach, alkoholu czy o zabawach, ale o lenistwie, o obgadywaniu, o znieczulicy moralnej, o pracoholizmie... To wszystko na dłuższą metę prowadzi nas do wyczerpania i kompletnego zdołowania. Ileż to przypadków słyszeliśmy o ludziach bogatych, ale nieszczęśliwych, o ludziach uwikłanych w nałogi, które spowodowały rozpad małżeństwa i rodziny, itd. Tymczasem co chwilę coraz to nowi ludzie ślepo, bez używania własnego rozumu (który przecież też jest darem Boga) ładują się w kłopoty.
I teraz dochodzimy do momentu kiedy możemy wyjaśnić pytania z początku artykułu: gdzie jest Bóg? Gdzie jest Jego moc? Dlaczego nie doświadczamy tego, że On istnieje, że Mu na nas zależy i że się o nas troszczy? Jeśli my sami zakopiemy się jak w bunkrze w materializmie, w gonieniu za pieniądzem, w codziennych troskach i nie będziemy choć od czasu do czasu starali się podnieść swoich myśli nieco wyżej, to nie ma mowy o doświadczeniu Boga. Ktoś mógłby zapytać "dlaczego, przecież Bóg jest podobno dobry, podobno kocha wszystkich ludzi, czemu więc nie może czegoś zrobić"? Odpowiedź jest prosta, Bóg jest duchem, dlatego do kontaktu z Nim trzeba zostawić na chwilę wszystko, odłożyć to co nas tak zajmuje, spokojnie w ciszy pogadać, poczytać Pismo Święte - zatrzymać się na chwilę i spojrzeć w górę. Jeśli za pierwszym razem się nie uda, to nie rezygnuj, bądź cierpliwy. Bóg kocha Cię i z pewnością niedługo odpowie na Twoje wołanie. W jaki sposób - nie wiem, ale jestem pewny, że spotkasz Go, jakoś doświadczysz. Może coś poczujesz, może usłyszysz jakieś słowa, może nagle poprawi Ci się humor i będziesz miał przekonanie o tym, że Bóg cię kocha - w różny sposób różni ludzie tego doświadczali, ale jedno jest pewne - doświadczali, więc Ty też doświadczysz. Nie chodzi tu oczywiście o dziwne doświadczenie jakiejś energii, które wywołamy odpowiednio trenowanymi siłami naszego umysłu - takie rzeczy proponuje filozofia wschodu. W tym o czym my mówimy, chodzi o żywe doświadczenie prawdziwego, istniejącego Boga, który myśli, czuje, mówi... Boga Ojca, Syna - Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. Niech więc pragnienie miłości i szczęścia znajdzie swoje zaspokojenie właśnie w Bogu.