


ks. dr Krzysztof Krawczyński
Czymże jest nasza religia, jeśli nie drogą prowadzącą nas do zbawienia. Czy można zwięźlej, a zarazem bardziej sensownie powiedzieć w czym leży jej istota?
Lecz zamykając naszą odpowiedź w tej krótkiej konstatacji od razu wpadamy w tarapaty.
Kłopoty bowiem powstają już wtedy, gdy zaczniemy zastanawiać się nad tym, co nam święty Paweł przekazuje, gdy mówi: „Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz”.
Od zarania chrześcijaństwa toczyły się w łonie naszej religii spory o stosunek, jaki istnieje między wiarą a rozumem. Słowa Apostoła Narodów stawiają tę kwestię na porządku dziennym naszych rozważań.
Jeśli nie dostrzegasz tego napięcia, jakie powstaje ze zbitki wiary i wiedzy, to zastanów się, na jakiej podstawie zdobywamy wiedzę. Przez doświadczenia, które poszerzają nasze perspektywy, przez schematy myślenia, które układają zyskaną wiedzę ułatwiając później dostęp do wybranych, potrzebnych w danym momencie wiadomości, poprzez logiczne zabiegi, umożliwiające rozumowe przewidzenie efektów przeprowadzanych doświadczeń. Wszystko to układa się w pewną całość, która dąży do tego by zdobyć miano pewnej i niewzruszonej budowli, opierającej się na zdaniach nie podlegających wątpliwości. W ten sposób wiemy, że 2 + 2 = 4. Ja tego nie wymyśliłem, to jest wiedza, którą ktoś kiedyś zdobył, a teraz jest ona przekazywana jako pewnik, dalej kolejnym pokoleniom.
Lecz teraz, powiedzcie mi, czy w ramach tego zakresu wiedzy, jaki każdy z nas ma mieści się stwierdzenie, że ktoś powstał z martwych? Czy jest to w ramach naszej wiedzy możliwe? Przecież to tak, jakby powiedzieć, że 2 + 2 = 9, a nie 4!!! Jak to zatem jest z tą wiedzą i wiarą?
Żyjemy w świecie, którego fundament opiera się na poznaniu. Nie uczynię nic, zanim nie zobaczę, zaniknie poznam, zanim nie doświadczę, nie będę przekonany, że, na przykład, faktycznie otrzymam zapłatę za wykonaną usługę. Nasz świecki świat jest światem, w którym zawsze 2 + 2 będzie się równało 4. Gdyby tak nie było, gdyby podstawy matematyki runęły w gruzach, to razem z nimi runąłby cały system monetarny, system wag i miar, świat ogarnąłby chaos. A co stałoby się z Internetem, gdybyśmy poddali w wątpliwość ogólnie przyjętą prawdę, że 2 + 2 + 4? Aż trudno to sobie wyobrazić.
Jest jednak jedno miejsce, w którym nie powinno się zwracać uwagi na podobne, matematyczne kwestie. I to jest właśnie wiara. Już Erazm z Rotterdamu drwił z matematycznego odliczania ilości pokuty i przeliczania tego na dni, kiedy będziemy w raju, kiedy na niego zasłużymy. Jak nie jesteśmy w stanie tego wyliczyć, tak samo nikt nie przedstawi nam żadnego niezbitego dowodu na to, że Jezus Zmartwychwstał. Nawet jeśli pojedziemy do Jerozolimy, nawet jeśli przekopiemy całą ziemię świętą, to i tak nigdy nie zdobędziemy pewności, że Jezus został wzbudzony z martwych. Nigdy nie będzie to tak oczywiste jak proste równanie 2 + 2 + 4. Zawsze może się znaleźć ktoś, kto podważy nasze dowody, opierając się na najzwyklejszym zdrowym rozsądku i doświadczeniu milionów ludzi, którzy nie widzieli zmartwychwstania.
W wierze nie chodzi o to, byśmy mieli na wszystko dowody i wyliczenia, lecz byśmy zaufali, byśmy właśnie uwierzyli Słowu Pisma Świętego. Jeśli w sercu swoim, pomimo oporu i wątpliwości, jakie nosisz w rozumie, zdołasz uwierzyć tej wspaniałej wieści, że został wzbudzony z martwych, a do tego ustami to będziesz wyznawał – BĘDZIESZ ZBAWIONY.
Z tych słów wynika, że w gruncie rzeczy można się zbawić samemu. Przecież nikt mi do serca nie zagląda, nikt nie chadza jego ścieżkami, jest to najbardziej intymna sfera mojego życia.
Tak. Masz rację. Można dojść do takiego wniosku i doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że jest całe mnóstwo ludzi, którzy nie chodzą do kościoła, lecz wierzą, że będą zbawieni, bowiem mają w swym sercu jakąś wiarę.
Cieszyłbym się, gdyby wszyscy, którzy nie chodzą do kościoła mogli o sobie powiedzieć, że są osobami wierzącymi. Jednak każdemu zwracam uwagę na postępowanie Jezusa Chrystusa.
Czy jego wierze cokolwiek brakowało? Chyba nie. A przecież stworzył społeczność wiary. To z jego inspiracji powstał później Kościół. Celem tej wspólnoty, którą założył Jezus miało być wzajemne wspieranie się w wierze, wzmacnianie w niej, dodawanie otuchy słabnącym, nauczanie młodszych i zwiastowanie innym ludziom, tego, co przezywa się we własnym sercu. Do tego nawiązuje Paweł, pisząc, że mamy wyznawać Jezusa. Wyznawać nie tylko przed sobą, lecz właśnie przed innymi.
Choć wiara, jest czymś najbardziej osobistym, musi być wyznawana wśród ludzi, musi być widoczna, musi rozświetlać ten świat, jak latarnia morska wzburzone fale otaczającej ją otchłani.