Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Heavy metal thunder

Marta Pelka

 

Sama słucham tego rodzaju muzyki, ale czy on rzeczywiście jest taki wspaniały i genialny, za jakiego go mają niektórzy ludzie? No cóż, to jest kwestia sporna...

 

Zacznijmy od tego, że wielu ludzi (właściwie zbyt wielu) patrzy na tzw. ”metali” stereotypowo. Tak być nie powinno! Przecież nie każdy metal jest potencjalnym satanistą, ćpunem czy mordercą. Doskonałym przykładem jestem ja i osoby należące do mojej wspólnoty oazowej. Jednak spróbuję już powoli przejść do sedna sprawy.

 

Osoby należące do tej subkultury są bardzo oburzone takim pewnego rodzaju odrzuceniem na margines przez „normalnych”. Powodem są już wcześniej wymienione poglądy, które wryły się w psychikę większości społeczeństwa. Przyznajmy jednak, ze sami sobie na to zapracowaliśmy. Zespoły grające ciężką muzykę odrzuciły Boga (są wyjątki, np. Armia czy 2Tm2,3), mało tego, pozowały na jak najgorszych, tych złych, których wszyscy powinni się bać. Więc teraz spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, właściwie stosunkowo bardzo łatwe. Jak ktoś, kto Boga odtrącił, kto żyje w ciągłym grzechu może tworzyć cos dobrego? No właśnie nie może! Coś, w czym nie ma ani grama mocy Pana, nie może być dobrym, ani dobra szerzyć.

 

Spójrzmy jakie emocje wyzwala ta muzyka, zajrzyjmy też do tekstów. Doskonałym przykładem jest tutaj (kochany przeze mnie, ale bez przesady i fanatyzmu) zespół Metallica.

 

Pierwsze wrażenie: genialny, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, najlepsza grupa metalowa wszechczasów... Tak, to prawda, ale.. Właśnie jest to „ale”. Z autopsji i wrażeń wielu innych fanów wiem, że muzyka wyzwala emocje, pomaga odreagować, ale niestety, to złudne wrażenie. Ona wzbudza w nas agresję, często jesteśmy rozbici. I właśnie to jest ta „wada” czy jak kto woli część prawdziwego oblicza metalu, która niedawno odkryłam. To w modlitwie powinniśmy uwalniać emocje, oddawać je Panu, to jest ratunek, a nie jeszcze większe rozbijanie się przy głośnikach wieży. No tak, pozostaje jeszcze jedna sprawa. Co z zespołami, które grają metal chrześcijański? Są teksty chwalące Pana, ewangelizacja, na pewno jest w tym Jezus, ale...I znów musimy się zatrzymać. Zostaje bowiem muzyka! Muzyka tak samo ciężka, tak samo rozbijająca, tak samo uzależniająca...Jednak tu jest Chrystus, ale granica jest bardzo cienka. Takie zespoły mogą być dopiero początkiem zagłębiania się w metal. Tak też było w moim przypadku... Czy ten gatunek przeszkadza nam w wierze, kłóci się z nią?

 

Myślę, że jeśli, jak już wspominałam wiele razy, rozbijają nas takie brzmienia, to nie wynika z tego nic dobrego. Wtedy i modlitwa jest inna i stosunek do samego Boga, może nie diametralni, ale w pewnym sensie się zmienia. Najważniejsze to zachować umiar. Pamiętać co jest najważniejsze, komu chcemy służyć.

 

Nie twierdzę, że nie mamy w ogóle słuchać tego rodzaju muzyki, w końcu Bóg dał nam wolna wolę. Przyznaję szczerze, że ja będę to robić nadal. Niestety, ale przeradza się to powoli w pewnego rodzaju uzależnienie...Ale wszędzie trzeba zachować zdrowy rozsadek, umiar. Nie możemy służyć muzyce, ale Jemu. Oddając się przyjemności słuchania, nie możemy zapomnieć o modlitwie, o czytaniu Pisma, bo wtedy wpadniemy w dół, z którego bardzo trudno będzie nam wyjść. Wtedy zatracamy Boga, zły łapie nas w swoje sidła przez muzykę. Trudno w to uwierzyć, ale tak jest. Dlatego od pewnego czasu, kiedy sama wykaraskałam się z tego „piekielnego dołu” mam w głowie słowa kolegi: „Marta, tylko nie przesadzaj!”...

 

Teraz rozumiem bardzo dobrze, o co mu chodziło...