


Michał Misztal /Jezus.com.pl
Bóg jest duchem i słowem. Nie potrafimy tego pojąć naszym rozumem co to znaczy. W naszych ziemskich realiach nigdy tego do końca nie zrozumiemy. Co za tym idzie, nie zrozumiemy do końca końca głębi, potęgi i wspaniałości przyjścia Jezusa na świat. Żeby jednak przybliżyć sobie wielkość i wspaniałość tego wydarzenia, spróbujmy sobie coś wyobrazić.
Wyobrazić sobie, że jesteś Panem Bogiem. Ludziom, których stworzyłeś i kochasz całym sobą, dałeś przykazania - określiłeś co jest dobre, a co złe i jak należy postępować - żeby, według obiektywnych reguł, sami siebie nie potępili i nie wpadli w niewolę szatana. Jednak niewielu ludzi chciało żyć według tych reguł. Większość łamała po kolei wszystkie przykazania żyjąc jak im się chce, wzbudzając tym Twój gniew, nie na nich samych, ale raczej na fakt, że przez to gotują sobie los zguby odłączając się od Ciebie - jedynego Źródła Szczęścia. Wtedy wpadasz na genialny pomysł: Przecież mam Syna. Poślę Ducha Świętego, Ten zstąpi na Maryję, w jej łonie pocznie się mój Syn, urodzi się jako człowiek (jednak zachowa swoją boską naturę) i zbawi wszystkich ludzi od ich grzechów. Zapłaci rachunek za wszystkie popełnione ludzkie grzechy i jeśli ludzie tylko będą chcieli, to będą mieli swobodny dostęp do przebaczenia i zbawienia. Będą je dostawać za darmo. Ja będę dawał im je za darmo, jeśli tylko szczerze w sercu będą tego chcieli.
Po wizycie Anioła Gabriela u Maryi po niedługim czasie Maryja zachodzi w ciążę. Po dziewięciu miesiącach rodzi się Bóg-Człowiek Jezus Chrystus - Twój Syn...
Teraz wyobraź sobie sytuację z drugiej strony barykady. Jesteś w obozie złego ducha. Szef zwołał walne zgromadzenie i wrednym, chrypliwym głosem mówi: Słuchajcie wszyscy, nie jest źle, ludzie nie chcą spełniać przykazań Tego na górze! Nie chcą zachowywać czystości przedmałżeńskiej, chcą kłamać, oddawać cześć bogom, których w ogóle nie ma, gniewają się na siebie, klną i mordują... to jest nasze zwycięstwo! Ale czuję, że Ten Tam na górze coś kombinuje. Ostatnio wydawało mi się, że widziałem, jak jeden z tych Archaniołów - białych sługusów rozmawiał z pewną młodą dziewczyną w Nazarecie - nie podoba mi się to.
Po dziewięciu miesiącach diabelskie służby bezpieczeństwa donoszą, że Bóg posłał swojego Jednorodzonego Syna na świat po to, żeby wszystkich ludzi wykupić spod niewoli twojego szefa...
A teraz spróbuj sobie wyobrazić, że podobne bosko-anielskie i diabelskie narady w sprawie Świąt Bożego Narodzenia odbywają co roku. Bóg ze swoimi Aniołami chce nas przyciągnąć do siebie. Chce, żebyśmy postanowili, że zerwiemy ze starymi, złymi nawykami i poprosimy Go o to, żeby to wysłużone nam przez Jego Syna przebaczenie i zbawienie nam dał. Diabeł z kolei chce zagłuszyć w nas ten Boży głos przez huczne reklamy, gorączkę kupowania prezentów i sensacyjne filmy w telewizji... Wiem, że to co piszę, może się wydawać jakąś historyjką science fiction, ale to się naprawdę dzieje. Nie ma chwili spokoju, w której by Niebo i Piekło nie starało się o nas. Tak góra jak i dół chcą nas dla siebie pozyskać. Z jedną potężną różnicą. Bóg chce nam dać szczęście na zawsze - na wieczność, a Szatan tylko pozornie i przez krótką chwile.
W czasie Świąt Narodzenia Jezusa Chrystusa, Bóg po raz kolejny próbuje nam pokazać, że jest Bogiem miłości, że jest Bogiem bliskim, że się o nas troszczy i że mu na nas zależy. W innym wypadku Jego Jedyny Najwspanialszy Syn Jezus Chrystus, nie przyszedł by na świat jak każdy inny człowiek, ale przyszedłby z wielkim hukiem na jakichś obłokach albo mitycznym rydwanie z orszakiem Aniołów. A On przecież, tak samo jak każdy z nas, był najpierw dziewięć miesięcy w łonie Maryi, a potem urodził się w biednej, obskurnej, zimnej grocie przystosowanej do potrzeb obory dla zwierząt. Bóg schodzi najniżej jak tylko może. Osiąga najniższy poziom po to, żeby każdy mógł Go spotkać, żeby każdy miał do Niego dostęp.