


Damian Bałdys
Człowiek ma często doła. Coś mu się nie udaje. Chciałby tak, a jest inaczej. To wprawia w załamanie, kompleksy, rezygnację, a także w złość do siebie, do innych a nawet do samego Boga. Obwiniamy Boga, że, jeśli jest miłością, to, dlaczego do tego dopuszcza. Co jednak Bóg ma na ten temat do powiedzenia?
Otwórz sobie teraz Pismo Święte. Być może zmuszę cię byś je odszukał, albo odkurzył, bo leżało gdzieś schowane za innymi nudnymi książkami. Nieważne. Dobrze będzie, jeśli będziesz czytając ten tekst komentarza zaglądał do Biblii, to nam ułatwi zadanie. Znajdź Księgę Rodzaju. Na pewno kiedyś słyszałeś o Abrahamie. Spróbujmy poznać jego sytuację i w niej odnaleźć siebie.
Abraham a w zasadzie Abram, bo tak miał na imię jest człowiekiem sprawiedliwym. Stara się dobrze postępować, rozmawia sobie często z Panem Bogiem mimo to jednak nie żyje mu się zbyt spokojnie. Kiedy ma 75 lat i myśli sobie o wspaniałej starości Bóg każe mu opuścić Charan, swoje miejsce zamieszkania i udać się do ziemi, o której nawet nie ma pewności, że istnieje. To tak jakby ktoś mojemu dziadkowi i babci kazał się przenieść do nowego mieszkania na jakieś nieznane osiedle.
Dziadek szczęśliwy, bo ma swoja rentę, babcia zadowolona, bo mieszkają w domku nad rzeczką. Wszędzie spokój, a tu nagle trzeba się przeprowadzić. I niewiadomo gdzie, czy do kościoła będzie blisko, czy to dom jednorodzinny a może w bloku. A wtedy byłby problem, bo może nie ma windy a mieszkanie na 5 piętrze? Dla starszych ludzi to są poważne dylematy. Tym bardziej, że dzieci ani wnuków nie mają, więc kto im pomoże? W takiej oto sytuacji znajduje się Abram. Rdz 12, 1-10. W dodatku w ziemi, do której Bóg go posyła panuje głód, więc musi tułać się po świecie, żeby za nieznany mu czas osiedlić się w Kanaanie.
Gwarancji żadnej nie ma, jednak Bóg obiecuje mu, że na pewno mu będzie błogosławić. Czy dziś 75 letni człowiek uwierzyłby w takie coś? Wyprowadzka do nikąd i to ma jeszcze być błogosławieństwo? Ja bym chyba nie uwierzył, a ty? Przecież tu mi jest dobrze, już się przyzwyczaiłem, mam spory majątek, chcę tylko doczekać spokojnej śmierci. Tymczasem Abram nic nie protestując idzie. No tak, ale miałem mówić o dołach. Otóż Pan Bóg pokazuje ci, kiedy do ciebie przychodzi, kiedy jest tak naprawdę najbliżej, kiedy zawiera mocny i trwały układ z tobą. Zwykle myślimy, że wtedy, kiedy Go czujemy, kiedy się nam tak „dobrze” modli, jesteśmy w stanie różnych uniesień to Pan jest wtedy tak blisko. A kiedy w naszej modlitwie jest pustka, oschłość i w zasadzie nic się nie dzieje, a do tego dochodzą problemy, cierpienie to jesteśmy wręcz przekonani, że Boga z nami nie ma. Też tak uważałem, ale gdy zacząłem czytać z ust Pana odkryłem swą wielką pomyłkę. Zobacz Rdz 15, 12.17-18. A gdy słońce chyliło się ku zachodowi, Abram zapadł w głęboki sen i opanowało go uczucie lęku, jak gdyby ogarnęła go wielka ciemność. Zachód słońca zwiastuje noc, czyli ciemność. Chylić się ku zachodowi to znaczy tracić coś z horyzontu, przestajesz widzieć przyszłość, albo widzisz ją w czarnych kolorach.
Abram zaczyna tracić nadzieję, pojawia się zwątpienie a nawet zaczyna się lękać. Zapada w głęboki sen. W głęboki sen zapada się zwykle, kiedy człowiek jest czymś już mocno zmęczony. Czyli Biblia chce tu pokazać, że Abram miał już chyba dość. Pewne sprawy go zmęczyły no i jego życie stało się ciemnością i to nawet wielką ciemności. Naprawdę już nic nie wiedział ani nie widział. Bał się tego, co go czeka, był w dole, w kropce. A kiedy słońce zaszło i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydobywający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia (...). Wtedy to Pan zawarł przymierze z Abramem. I właśnie wtedy, gdy Abram miał już takiego doła, mrok nieprzenikniony, czyli tej sytuacji w żaden sposób nie dało się zrozumieć, wyjaśnić; przychodzi do niego Bóg. Ten ogień niby gorejąca pochodnia bardzo mi się kojarzy z ognistymi językami z Dziejów Apostolskich. Można by, więc rozumieć, że do Abrama przychodzi Duch Święty. Ale przychodzi w momencie wydawać by się mogło bardzo nieodpowiednim. Pan nie tylko przychodzi, ale jeszcze chce zawrzeć z nim układ, przymierze obiecując mu niesamowite łaski. Wniosek z tego taki, że kiedy mam w życiu kryzys, doła, tracę nadzieję a może nawet moje życie jest ciemnością życia w grzechu to właśnie wtedy chce przychodzić do człowieka Duch Święty - Bóg.
Wtedy chce z nami rozmawiać, zawierać umowę. Rzeczywiście coś w tym jest. Ilekroć byłem w trudnych momentach w moim życiu to potem widziałem, że Bóg był blisko mnie. Czegoś takiego, czyli takiej pewności i pokoju nie przeżywałem w czasie, kiedy wszystko układało się bardzo dobrze. I Pan Bóg przez to słowo chce powiedzieć mi i tobie, że te chwile ciemności, życiowe doły to są bardzo dobre momenty mojego życia. To błogosławieństwo.
Czytając historię życia Abrahama możemy w jego wydarzeniach życiowych odnaleźć swoje własne życie. Jeśli wierzysz, że Biblia jest prawdziwą mową Twojego Boga do ciebie, że to, co w niej się zawiera jest opinią Boga na twój temat. To możesz być pewien, że to, co przeczytasz zmieni twoje patrzenie na życie. Będzie to Boże spojrzenie. Zamiast wydawać pieniądze na wizyty u wróżek, kolorowe gazety z horoskopem wystarczy spytać Pana, który mówi tylko prawdę.
Jest w nas coś takiego, że bardzo szybko się zniechęcamy. Wystarczy tylko jakaś nieudana rzecz, coś nie jest po naszej myśli i od razu pojawia się szemranie, marudzenie. Kiedy to dotyczy poważnych już spraw wtedy zaczyna się już prawdziwa katastrofa, depresja, rozpacz, często bunt i obwinianie siebie, innych i Boga. Dla kogoś, kto nie ma oparcia w Słowie Boga, czy w wierze, takie sytuacje stają się prawdziwą udręką. Wtedy pytamy o powód takiej sytuacji. Myślimy, że to pewnie za karę albo Pan Bóg się na nas mści. Rezygnujemy często z modlitwy, bo już nie spodziewamy się niczego dobrego od losu. Dzieję się tak, bo nie znamy Boga, nie wiemy jak On na to patrzy. W podobnej, a nawet w trudniejszej sytuacji znalazł się Abraham. Weź Pismo i zobacz sam. Odnajdź tam siebie! Jak już mówiliśmy wcześniej Abram miał 75 lat, więc był już stary. W życiu mu się powodziło poza tylko jedną rzeczą, dla niego najważniejszą. Chciał mieć potomka. Dla Izraelity to było bardzo ważne. Mieć potomka równało się z posiadaniem błogosławieństwa Bożego, wiązało się to ze szczególna opieką Boga. Wydaje się jednak, że Abram pogodził się z tym, że jego żona jest niepłodna. Co prawda wziął sobie niewolnicę, aby zrodziła mu upragnionego syna, ale wiedział on doskonale, że nie jest to prawowity potomek. Kiedy Bóg powoływał Abrama i kazał mu wyjść z jego rodzinnej ziemi dał mu obietnicę błogosławieństwa. To tak jak my, kiedy zostaliśmy powołani do życia przez Boga otrzymaliśmy przecież błogosławieństwo na naszym chrzcie. Abram mógł sobie pomyśleć, że Bóg jest niesprawiedliwy no, bo skoro obiecał obfite błogosławieństwo a tymczasem on nie ma oznak tego błogosławieństwa, bo nie ma syna. Biblia jednak nie pokazuje żeby Abram się z tego powodu skarżył, czy obwiniał Boga. Postawa Boga w tak poważnej sytuacji wydaje się być niezrozumiała. To na tle tej historii możemy zobaczyć, jaki jest naprawdę nasz Pan. Abram kocha Boga, rozmawia sobie z Nim, pogodził się jakoś ze swoim życiem tymczasem Pan Bóg za każdym razem, gdy ze sobą rozmawiają obiecuje albo chciałoby się powiedzieć, że „łudzi” go otrzymaniem potomstwa.
Rdz 15, 1-6. Pan tak powiedział do Abrama podczas widzenia: Nie obawiaj się Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą; nagroda twoja będzie sowita. Abram rzekł: O Panie, mój Boże, na cóż mi ona, skoro zbliżam się do kresu mego życia, nie mając potomka... Abram myśli typowo po ludzku, przygotowuje się już do śmierci. Nie oczekuje już za wiele od życia, nie spodziewa się fajerwerków. Bóg mu mówi, że ma się nie obawiać i spodziewać się nagrody. Czy to nie brzmi jak żart? Dlatego Abram normalnie reaguje mówiąc, na co mu ta nagroda. Przecież niedługo umrę a moim spadkobiercą będzie mój sługa. Tymczasem Pan Bóg każe wyjść Abramowi z namiotu i policzyć wszystkie gwiazdy, bo takie będzie jego potomstwo. Abram uwierzył i pan poczytał mu to za zasługę. Rdz 15, 6. To trzeba mieć wiarę, żeby potraktować coś takiego poważnie. Jak on w to uwierzył? Przecież jest już stary, żona niepłodna, niedługo pewnie umrze, a Bóg mu obiecuje potomstwo i to nie jednego syna. Każdy normalny człowiek pomyślałby, że to są jaja. Co za pomysł żeby liczyć gwiazdy, przecież to jest niemożliwe. Wyobraź sobie, że masz 75 urodziny i wszyscy ci śpiewają 100 lat, 100 lat niech żyje, żyje nam. Każdy wie, że to takie nierealne życzenia tymczasem nie u Abrama. Abram, kiedy umarł miał 175 lat i chyba by nigdy nie przypuszczał, że tak się sprawdzą na nim te obietnice. On po prostu uwierzył, skoro Pan tak mówi to tak będzie. Wynika z tego, że Bóg oczekuje od nas wiary w rzeczy po ludzku niemożliwe! No tak, ale Pan Bóg obiecał, czas płynie dalej, Abram się z roku na rok starzeje a tu dalej nic. Ja bym już pewnie zwątpił, zacząłbym kombinować, że pewnie to nie o to chodziło Panu Bogu, pewnie źle zinterpretowałem Jego słowa? Może chodziło o coś innego a ja głupi i naiwny myślałem... Czytaj dalej. Rdz 17, 1-8. A gdy Abram miał dziewięćdziesiąt dziewięć lat (Czyli już 24 lata później kiedy mu obiecał tak liczne potomstwo. Nieźle musiał się naczekać chłopina), ukazał mu się Pan i rzekł do niego: Jam jest Bóg Wszechmogący (Być może Abram po cichu już wątpił skoro Bóg zaczyna od podkreślenia Swojej wszechmocy). Służ Mi i bądź nieskazitelny, chcę bowiem zawrzeć moje przymierze pomiędzy Mną a tobą i dać ci niezmiernie liczne potomstwo... Czy to już naprawdę nie jest dziwne?
Bóg daje niemożliwą obietnicę, ale Abram jeszcze w to uwierzył. Mijają 24 lata, powiększają się zmarszczki nic nie wskazuje, że Bóg mówił poważnie a tu ponownie obietnica. Mało tego, to, co dalej przeczytasz powali cię na ziemię. Sytuacja tak napięta a Pan Bóg ma takie poczucie humoru? Rdz 17, 15-21. I mówił Bóg do Abrahama (Wcześniej Bóg zmienił imię z Abrama na Abraham, czyli ojciec mnóstwa. Zob. Rdz 17, 5) Żony twojej nie będziesz nazywał imieniem Saraj, lecz Imię jej będzie Sara. Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił, tak, że stanie się ona matką ludów i królowie będą jej potomkami. Imię Sara oznacza księżniczkę. Sara ma 90 lat. Wyobraź sobie 90 letnią kobietę, a nawet 60 letnią, bo wtedy inaczej się może ludzie starzeli. I teraz Pan Bóg każe mężowi 10 lat starszemu mówić do takiej babci księżniczka. Przecież to jest śmieszne! I rzeczywiście Abraham reaguje śmiechem. Abraham upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie bowiem: Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką? On wyraźnie powątpiewa, uznaje całe to zdarzenie za mały żart. Dlatego mówi do Pana Boga: Oby przynajmniej Izmael żył pod Twą opieką! A Pan Bóg mu na to: Ależ nie! Żona twoja Sara urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak... Pan Bóg nieźle się tutaj oburzył. Za to wspaniale widać, jaki Bóg jest nam bliski, w jaki sposób rozmawia On z Abrahamem. Ale to jeszcze nie koniec tych dziwnych historii. Pan Bóg jakby jeszcze mało było tego sam przychodzi w gościnę do Abrahama, aby mu jeszcze raz zakomunikować tę nieprawdopodobną nowinę. Więc przyjrzyjmy się i temu kolejnemu fragmentowi Księgi Rodzaju. Rdz 18, 1-15. Przeczytaj sobie cały ten fragment, ja będę opisywał tylko urywki! Pan ukazał się Abrahamowi pod dębami Mamre, gdy ten siedział u wejścia do namiotu w najgorętszej porze dnia. (To też nam o czymś mówi, ze Bóg przychodzi w takich dość trudnych chwilach, kiedy jest się już wycieńczonym, bo taki upał może nas wycieńczyć). Abraham przyjmuje w gościnę trzech ludzi, tradycja dopatruje się tu obrazu Trójcy Świętej. Abraham jest bardzo hojny, żona przyrządza posiłek, aby mogli odpocząć w tej podróży. Następnie Aniołowie wypytują o Sarę. Gdzie jest twoja żona Sara? - Odpowiedział im: W tym oto namiocie>>. Rzekł mu jeden z nich: O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna>>. Sara przysłuchiwała się u wejścia do namiotu (...). Abraham i Sara byli w bardzo podeszłym wieku. Toteż Sara nie miewała przypadłości właściwej kobietom. Uśmiechnęła się więc do siebie i pomyślała: Teraz, gdy przekwitłam, mam doznawać rozkoszy, i mój stary mąż? Sara podobnie jak jej mąż nie dowierza Bogu, dlatego tak jak on reaguje śmiechem. Ona już nawet nie docenia swojego męża. Czy on może jeszcze w tym wieku dopełnić powinności małżeńskiej? Ale Pan Bóg wszystko wie, nic nie da się przed Nim ukryć. Przeprowadza tutaj bardzo śmieszny dialog z Sarą i Abrahamem. Pan Bóg rzekł do Abrahama: Dlaczego to Sara śmieje się i myśli: Czy naprawdę będę mogła rodzić, gdy już się zestarzałam? Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana? Za rok o tej porze wrócę do ciebie, a Sara będzie miała syna. Wtedy Sara zaparła się, mówiąc: Wcale się nie śmiałam - bo ogarnęło ją przerażenie. Ale pan powiedział: Nie. Śmiałaś się! Musiało to nieźle wyglądać. Abraham sobie rozmawiał z Bogiem, pewnie nie wiedział, że Sara podsłuchuje w namiocie obok. A potem ta rozmowa Boga z Sarą. Boga nie da się okłamać. Sara musiała się chyba spalić ze wstydu. Ta historia pokazuje nam jednak coś bardzo ważnego, mianowicie to, iż Pan Bóg może nawet najbardziej beznadziejną sytuacje w naszym życiu wyprostować. Nie ma dla Niego nic niemożliwego. Czy ta obietnica dotyczyła tylko Abrahama? Oczywiście, że nie. Ona dotyczy każdego z nas. Dlatego św. Paweł pisze w Liście do Galatów: Ci, którzy polegają na wierze są synami Abrahama. I stąd Pismo, widząc, że w przyszłości Bóg dzięki wierze będzie dawał poganom usprawiedliwienie (...). I dlatego ci, którzy żyją dzięki wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze. Ga 3, 7-9. Jeśli wierzymy tak mocno jak Abraham to mamy udział w tym samym błogosławieństwie, jakie on otrzymał. To znaczy, że i w naszym życiu mogą dokonać się takie paradoksalne i niemożliwe dzieła. Ta historia zachęca mnie abym zbyt szybko się nie zniechęcał pojawiającymi się przeszkodami. Do ciebie także Pan Bóg mówi, że nawet, jeśli teraz wydaje ci się po ludzku kalkulując, że nic nie może zmienić się na lepsze, to tak nie jest.
Wiara każe ci myśleć inaczej. Dlaczego mam spodziewać się tylko porażek, niepowodzeń, nieudanych przedsięwzięć? Dlaczego mam myśleć, że już nic się nie zmieni, że to już jest koniec. Czy Abraham załamał ręce? On miał dopiero prawo nawet zwariować, widząc jak Bóg go wystawia na próbę. On tylko wierzył i dlatego do dziś jest ojcem wszystkich wierzących. Paweł w Liście do Rzymian stawia go jako wzór wiary dla chrześcijan. On to wbrew nadziei uwierzył nadziei (...). I nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe – miał już prawie sto lat - i że obumarłe jest łono Sary. I nie okazał wahania ani niedowierzania, co do obietnicy Bożej, ale się umocnił w wierze. Rz 4, 18-20. Nigdy nie myśl, że Bóg ci nie błogosławi lub, że nie da ci tego, czego oczekujesz od Niego. Byłoby to niewiarą, gdybyś tak tylko myślał nie spodziewając się od Niego niczego dobrego.
Masz doła, to wierz, że Bóg cię z niego wyciągnie. Miej nadzieję nawet, kiedy po ludzku jest naiwnością mieć nadzieję. Musisz przestać myśleć wreszcie o Bogu jak o kimś, co przeprowadza doświadczenia na tobie. Jeśli jest Ojcem, to czy ja Jego dziecko, będę się spodziewał złego? Dlaczego nie uwierzyć, że wszystko, co mnie spotyka jest błogosławieństwem? Dlaczego od razu doszukiwać się przekleństwa? Abraham wierzył i wyszło mu to na dobre. Uwierz i ty, tylko bądź cierpliwy. Może Pan nie będzie ci kazał czekać aż 25 lat jak Abrahamowi, tylko wytrwaj!