


ks. dr Bogdan Biela
„Jeśli cały Kościół żyje dzięki Eucharystii, życie kapłańskie winno mieć ze szczególnego tytułu kształt eucharystyczny. Słowa ustanowienia powinny zatem być dla nas nie tylko formułą konsekracyjną, ale formułą życia”.
Jan Paweł II
Warto zwrócić uwagę na ostatni oficjalny list Jana Pawła II, podpisany już w Poliklinice Gemelli 13 marca 2005 r. Chociaż został on skierowany do kapłanów na Wielki Czwartek, to jednak znajdują się w nim niesłychanie ważne słowa skierowane do wszystkich wiernych. Ojciec Święty zachęcając, by nasze życie miało kształt eucharystyczny, bardzo konkretnie pokazuje gdzie mamy czerpać inspirację. Są to właśnie słowa ustanowienia Eucharystii, które powinny „być dla nas nie tylko formułą konsekracyjną, ale formułą życia”.
ŚWIATŁO
Rozważając słowa ustanowienia papież pokazuje elementy duchowości eucharystycznej, które powinny kształtować nasze życie. Nasze istnienie winno więc być: głęboko „wdzięczne”, „darowane”, „zbawione” dla zbawiania, „wspominające”, „konsekrowane”, „ukierunkowane” na Chrystusa. Wielką Mistrzynią tego „eucharystycznego istnienia” jest Maryja. Myślę, iż poprzez te rozważania Ojciec Święty świadom swojej sytuacji, pragnął podzielić się z nami niejako tajemnicą swojego życia, zachęcając nas jednocześnie byśmy podążali tą samą drogą. Może warto w tym miejscu przypomnieć, iż w 61 numerze Oazy podjąłem ten temat („Pasterski testament czyli droga do dojrzałości według Jezusa”), pokazując, że formuła konsekracyjna ukazuje metodykę kształtowania przez Jezusa Swoich uczniów. Odsyłając do Listu Jana Pawła II i wspomnianego artykułu, spróbujmy syntetycznie spojrzeć na całość owej formuły, wydobywając zwłaszcza istotę przesłania zawartą w jej końcowym sformułowaniu: „To czyńcie na Moją pamiątkę”.
Po przygotowaniu darów chleba i wina, celebrans modli się: Przyjmij nas, Panie, stojących przed Tobą w duchu pokory i z sercem skruszonym; niech nasza Ofiara tak się dzisiaj dokona przed Tobą, Panie Boże, aby się Tobie podobała. Chleb i wino reprezentuje cały kosmos, ale w pierwszym rzędzie nas samych. Co tzn. „aby nasza Ofiara podobała się Bogu”? W 4 modlitwie eucharystycznej, kapłan modli się: Spraw aby wszyscy, którzy będą spożywali ten chleb i pili z tego kielicha... stali się przez Ducha Świętego żywą ofiarą ku Twojej chwale. A więc podobamy się Bogu, gdy stajemy się ofiarą ku Jego chwale.
Dlatego właśnie Eucharystia jest tak ważna dla naszego życia, dlatego Kościół tak walczy o nią, że nawet obwarował ja przykazaniem. W Eucharystii, a konkretnie w chlebie i winie stajemy do przemienienia. Podobnie jak chcemy przemiany chleba i wina i dlatego przedstawiamy je Bogu, tak samo chcemy też sami zostać przemienieni. To ten sam Duch Święty przemienia dary ofiarne i tych wszystkich, którzy je składają „czystym sercem”. Nasze ziemskie życie może więc przemienić się w życie Zmartwychwstałego czyli życie w Duchu Świętym.
ŻYCIE
Słowa konsekracji pokazują nam, że można je uczynić formułą życia, a przemiana chleba i wina, która dokonuje się ich mocą przekonuje nas, że jest to możliwe, że wszystko w naszym życiu może ulec przemianie, aby było na Bożą chwałę. Wystarczy, że się to „ofiaruje”, złoży na patenie. Ofiarny znak kapłana pokazuje, że rzecz, sprawę, trzeba podnieść i oddać Bogu, aby On ją przemienił. Wszystko, co ofiarowujemy w Eucharystii wraz z chlebem i winem, nasze radości i smutki, nawet nasze grzechy zostają przemienione. Wszystko, co było minusem, staje się plusem. Wszystko staje się łaską.
Zamiast więc kostnieć w naszej biedzie, małości, niepowodzeniach, możemy to wszystko dać Bogu. On jest tym wielkim Przemieniającym, lecz przemienić może tylko to, co Mu damy. Chleb, jeśli nie zostanie przyniesiony, pozostanie zwykłym chlebem. Wiele z tego, co ma miejsce w naszym życiu, pozostaje tylko tym, czym jest, pozostaje w stagnacji, ponieważ nie przynosimy tego Bogu.
Gdy walczymy z słabościami czy grzechami, z wadami charakteru, psychicznymi zranieniami, lękami, to wszystko jest „materiałem” do ofiarowania Bogu i przemiany. Każdy grzech może stać się „felix culpa”, każda słabość może stać się bramą, poprzez którą Bóg może wejść w nas. Każde cierpienie może stać się krzyżem, który zbawi nas samych oraz innych ludzi. Ale przemiana nie dokonuje się automatycznie. Wymagane są choćby małe gesty z naszej strony, gesty ofiarne. Sprawa musi być podniesiona i poddana przemieniającej mocy Boga.
Można tę prawdę zilustrować opowiadaniem R. Tagore:
Szedłem żebrać wzdłuż miejskiej ulicy, gdy nagle w oddali, jak we śnie, zobaczyłem złotą karetę. Zdziwiony zacząłem pytać sam siebie, kim może być ten król. Moje oczekiwania szły bardzo wysoko, myślałem, że teraz moje ciężkie lata mam już za sobą i wodziłem wzrokiem za podarkami, które by przychodziły do mnie bez proszenia o nie; o bogactwach wytryskujących z ziemi. Kareta zatrzymała się tuż przy mnie. Jego wzrok spoczął na mnie, wysiadł z karety uśmiechając się do mnie. Nareszcie szczęście zawitało w moim życiu!
Wtedy on nagle uniósł prawą dłoń i zapytał: co możesz mi dać? Och, to zapewne był żart, właściwy dla króla. On, który sam był mocen pomagać, wyciągnął otwartą, pustą dłoń do żebraka! Zdezorientowany i zmieszany powoli wyjąłem z mojej sakwy żebraczej małe ziarenko i podałem mu. Jakież wielkie było moje zdziwienie, kiedy z końcem dnia opróżniłem moją sakwę żebraczą i na dnie znalazłem maleńkie, bardzo maleńkie złote ziarno! Gorzko zapłakałem i jak bardzo pragnąłem mieć wtenczas na tyle odwagi, by mu dać to wszystko co posiadałem.
Zło może przemienić się w dobro. Nic w tym złego mieć temperament, jest to raczej dar. Jednak jeżeli wewnętrzną energię wykorzystuje się po to, by innym przeszkadzać, jeżeli ona wyraża się w agresji, wtedy staje się złem. Aby znów stała się dobrem, nie trzeba jej niszczyć. Wystarczy skorygować jej orientację: zamiast ku dołowi - ku górze; zamiast być destruktywnym - stać się konstruktywnym.
Życiorysy świętych aż nadto pokazują, że mieli świadomość, iż mogliby być prawdziwymi łajdakami. Niezwykła energia, jaką otrzymali, mogłaby być bardzo destruktywna, gdyby została niewłaściwie skierowana. Kiedy rzeka trzyma się swego koryta i spływa do morza, jest błogosławieństwem i przyczynia się do płodności. Lecz kiedy wylewa się z koryta i gubi swój bieg, wtedy niszczy.
Energia pozytywna może być również destruktywna, jeżeli nie zostanie wykorzystana. Nie wykorzystywać swoich zdolności, zakopać swój talent w ziemi, to źródło smutku, depresji, choroby. S. Kierkegaard był zdania, że lęk egzystencjalny nie ma swego źródła w strachu przed śmiercią, ale w przeświadczeniu, że przeżyło się tyle lat życia nie wykorzystując go; życia, które już nie wróci. Czujemy, że posiadamy w sobie o wiele więcej, ale jest to stłumione. Lęk jest sygnałem, który mówi: Nie tłum życia w sobie, daj wreszcie całemu sobie prawo do życia!
Tak więc powinnością człowieka jest pozwolić, aby wszystkie drzemiące w nim siły doszły do głosu i aby skierować je ku ich właściwemu celowi. Eucharystia jest uprzywilejowanym miejscem dla tego rodzaju przemiany. To wszystko, co skłania w dół, musi być wyniesione w górę. W przeciwieństwie do zwierzęcia Bóg stworzył człowieka do postawy pionowej po to; aby wszystko skierowywał ku górze, aby łączył niebo z ziemią.
Możemy być ciągle niezadowoleni i zgorzkniali, ale możemy też cieszyć się każdym dniem i dostrzegać wokół siebie Boże dary, możemy przekląć bliźniego, możemy go pobłogosławić. Ta sama siła, która wpierw była skierowana w dół, zostaje teraz skierowana ku górze. Nie przypadkowo rozpoczynając wielką modlitwę eucharystyczną kapłan wzywa Sursum corda - W górę serca!
Wszystko, co nas przygniata, co hamuje nasz rozwój, powinniśmy wznosić w górę w geście ofiarnym. Pokazujemy w ten sposób, że pragniemy przywrócić prawidłowy kierunek naszemu życiu. Okazujemy naszą dobrą wolę. Wnosimy swój mały wkład. Właściwej przemiany dokonuje jednak Duch Święty.
ŚWIATŁO-ŻYCIE
Wiele działoby się w naszym życiu, gdybyśmy za każdym razem uczestnicząc w Eucharystii składali coś swojego na patenie, coś o czym wiemy, że jest niewłaściwie ukierunkowane i przez to nas hamuje. Pomogłoby nam bardziej zaangażować się w Eucharystię, przełamać rutynę. To sprawiłoby też, że żylibyśmy świadomie, lepiej poznalibyśmy siebie samych, bardziej żyli w prawdzie. A przede wszystkim przyczyniłoby się to do wzrastającej „przemiany”. Stąd właśnie Kościół w modlitwie na przygotowanie darów ofiarnych mówi o „pracy rąk ludzkich”.
Być może wyobrażamy sobie, że powinniśmy ofiarowywać Bogu sprawy piękne. Ale właśnie to co piękne nie potrzebuje być ofiarowywane. To już znajduje się w przestrzeni Boga. A właśnie zło, to, co jeszcze nie jest na tym właściwym dla siebie miejscu, musi być podniesione i umieszczone tam, gdzie ma odpowiednie miejsce dla siebie - w promieniach Boga.
A źródło tych promieni jest w Eucharystii. W niej bowiem Jezus niejako wychodzi z siebie, z ograniczoności swego ciała i wstępuje w chleb i wino. Jego miłość jest tak silna, że pozwala Mu istnieć poza sobą samym i pomnażać siebie.
Myślę, że często cud Eucharystii przedstawia się w zbyt naiwny sposób. Mówi się, że ponieważ Bóg jest wszechmocny, to oczywiście może przemienić chleb i wino w swoje Ciało i swoją Krew. Ale zapomina się o tym, że ta Boża moc przekracza ludzką miarę. Przemienienie jest możliwe nie tylko z powodu boskiej mocy Jezusa, ale także dlatego, że On, jako człowiek, kocha nas miłością, która w istocie jest jak mówią mistycy „ekstatyczna”. Jego miłość sprawia, że nie chce On niczego zatrzymać dla siebie; On dosłownie „opuszcza” siebie, a Jego miłość przelewa się.
„To czyńcie na moją pamiątkę”, mówi Jezus. Tymi słowy Jezus ustanawia Eucharystię. Jednak słowa Jezusa są czymś o wiele więcej niż tylko wezwaniem do kultu eucharystycznego. Kiedy mówi: „To czyńcie” ma również na myśli: wejdźcie w tę ekstatyczną miłość jaką wam tutaj okazuję, kochajcie tak samo jak Ja.
Realna obecność Jezusa w Eucharystii, daje nam rzeczywistą możliwość „czynić to” na Jego pamiątkę. On naprawdę w czasie Komunii św. wstępuje w nas z całą swoją miłością tak, że możemy ukochać Go Jego miłością. Eucharystia jest gwarancją tego, że możemy o wiele więcej niż „jest w naszej mocy”. Zamiast postępować tylko po ludzku, możemy to czynić zarówno po ludzku jak i po Bożemu, ponieważ On sam w nas wstępuje: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości”.
Nasze chrześcijańskie życie opiera się na dwóch fundamentalnych stwierdzeniach: Beze Mnie nic nie możecie uczynić oraz Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity (J 15,5). Ilekroć ktoś przychodzi i narzeka: „Nie ma we mnie miłości, nie umiem kochać”'; powinniśmy mu odpowiedzieć: Jak możesz tak mówić, ty, który przystępujesz do Komunii św.? Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije; Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza! (J 7, 37-38).
Czy rzeczywiście ufamy, że ta sama Miłość wstępuje w nas, kiedy przyjmujemy Eucharystię? Czy wierzymy, że Duch Święty może ożywić nasze wyschłe kości?
Ojcze święty, Chrystus (...) w swoim Ciele i w swojej Krwi wydaje się za nas i swoją Ofiarą otwiera nam drogę do Ciebie. Boże, Ojcze miłosierdzia, daj nam Ducha Świętego, Ducha miłości, Ducha Twojego Syna ( z V Modl. Euch.).