


Adam Dylus /Jezus.com.pl
Będąc na rekolekcjach czy sesjach organizowanych przez Wspólnotę Chemin Neuf (czyt. Szemę Nef - po polsku „Nowa Droga”) często byłem zachęcany do studium biblijnego w formie „filmu Słowa Bożego”. Przyznaję, że czasami zżymałem się słysząc to sformułowanie nasuwające mi nieuchronnie skojarzenia z Hollywood. Potem jednak poznając tę metodę, a przede wszystkim jej korzyści zastanawiałem się nad jej wpływem na moje życie.
Może jednak na początek odpowiedź na pytanie: co tak właściwie oznacza sformułowanie: „film Słowa Bożego”? Przepraszam tych, którzy, być może są lepszymi specjalistami w temacie, że odpowiem może nie wyczerpująco: w tej metodzie studium biblijnego chodzi po prostu o odtworzenie w moim umyśle danej sytuacji opisanej w Biblii.
Np. przy okazji spotkania Jezusa z Zacheuszem można wyobrazić sobie całe wydarzenie: Tłum, ścisk, hałas, kłęby kurzu unoszące się w powietrzu z nieutwardzonych dróg Ziemi Świętej. Narasta zniecierpliwienie Zacheusza, a jednocześnie jakaś niepewność, rozgorączkowanie. Rozgląda się wśród ludzi. Widzi tylko czubki głów. Spogląda dookoła – domy zamknięte, nie ma jak dostać się na płaski dach, aby zobaczyć Jezusa (może domy zamknięte właśnie przed nim - znienawidzonym poborcą podatkowym będącym na usługach Rzymian). Gdzieś niedaleko widzi karłowate drzewo górujące jednak nad tłumem. Szybko rusza w jego kierunku, z wysiłkiem się wspina, jego rozgorączkowanie sięga zenitu widząc postać Jezusa i... wreszcie niesamowite wydarzenie. Serce staje na moment w piersi Zacheusza, kiedy Jezus staje pod drzewem i mimo, że otoczony jest napierającym tłumem kieruje swoją uwagę i słowo do Zacheusza...
To pokrótce i może zbyt pobieżnie przedstawiona metoda filmu Słowa Bożego. Ale ma ona niesamowitą zaletę. Oto bowiem przenosząc się w wyobraźni do miejsca spotkania Zacheusza z Jezusem, cała scena nabiera dla mnie lepszego (bliższego) odbioru. Mogę dzięki temu „smakować” każde słowo, gest Jezusa. Mogę trochę poczuć, że nie jest to scena sprzed dwóch tysięcy lat, zupełnie nieaktualna dla dzisiejszego odbiorcy. Może właśnie tym bardziej – scena, słowo Jezusa skierowane do mnie. Może warto zapytać – co chciałbym Jezusowi powiedzieć, gdybym Go spotkał twarzą w twarz? Jak przygotowałbym mój dom na przyjście takiego Gościa? Jakie tematy chciałbym poruszyć w rozmowie z Jezusem przy stole, rozmowy w czasie której Jezus i ja możemy być „tylko dla siebie”?
Może właśnie czasami tego potrzebuje moja udręczona dusza - zobaczenia, że uwaga Jezusa skupiona jest właśnie na mnie, nie na „jakimś tam” tłumie. Że Jezus wypowiada słowo właśnie do mnie, że mnie - osobiście i po imieniu zaprasza.
Przeżywając „film Słowa Bożego” jestem wciąż u boku Jezusa. Doświadczam Jego chwały stając z apostołami na Górze Tabor, ale staję też i wpatruję się w konającego dla mnie Jezusa pod Jego krzyżem.
Dzieło Jezusa nie jest dla mnie tylko zapisem czarnych literek na białym cienkim papierze mojej Biblii. To dzieło jest rzeczywistością dotykającą różnych sfer mojego życia. A Jezusowi zależy na tym, aby dotykać mojego życia i aby każdy dzień stawał się czasem, przez który przechodzimy razem - mój Pan i ja.