


Michał Misztal /Jezus.com.pl
Czasem zastanawiasz się pewnie dlaczego spotyka Cię tak wiele przykrości, a może nawet cierpienia w życiu. Ja też się nad tym zastanawiam, przecież są chwile, że może to człowieka wykończyć... No, ale przecież trzeba jakoś żyć dalej, bo cierpienie spotyka wszystkich ludzi, pytanie tylko co zrobić, żeby jakoś sobie z nim poradzić?
Zapytasz mnie pewnie, dlaczego w ogóle trzeba sobie z tym cierpieniem jakoś radzić, przecież lepiej byłoby, żeby dać jakąś receptę na to, żeby po prostu go nie było!... I tutaj właśnie kryje się błąd wielu z nas - bo nie chodzi o to, żeby cierpienia nie było - kiedy się znajdzie jakiś Jego sens, to wszystko zacznie się powoli układać.
Najgorsze w życiu jest cierpienie, które nie ma sensu. No, ale jak znaleźć sens w tym, że niewinne dziecko choruje na raka albo, że u matki w ciąży znajduje się jakąś śmiertelną chorobę. W sumie, to nawet nie trzeba nawet daleko szukać: dlaczego rzuciła mnie dziewczyna, dlaczego w szkole mi się nie układa, choć szczerze bym chciał, żeby było lepiej, dlaczego moje dzieci mnie nie szanują, dlaczego moje małżeństwo się rozpada... Jaki w tym wszystkim sens? Niech jeszcze ktoś powie, że takie doświadczenia są potrzebne, to już w ogóle można się załamać!... A jednak przydarzają się nam takie historie i nie można nam się wtedy poddać, załamać choć przychodzą takie pokusy. Właśnie w takich sytuacjach trzeba stanąć mocno na nogach i walnąć takie pokusy prosto w szczękę! Bo najgorszym co mogłoby się nam przydarzyć to ulec im i się załamać.
No dobrze, ja tu piszę i piszę, a przecież Ciebie interesuje co zrobić, żeby z tym cierpieniem sobie poradzić. Muszę zrobić krótki wstęp do tego co zaraz przeczytasz. Jeśli faktycznie przeżywasz jakieś cierpienie i chcesz coś zrobić żeby z Twojej trudnej sytuacji wyjść albo przynajmniej jakoś poradzić sobie z samym czy samą sobą, to proszę przeczytaj tek tekst do końca. Wierzę, że choćby w najmniejszym stopniu, ale może Ci pomóc.
Po pierwsze trzeba znaleźć sens cierpienia. Nie chodzi mi o to, żebyśmy tłumaczyli sobie na siłę, dlaczego jest tak tak nie inaczej, nie chodzi o to, żeby rozpamiętywać dawne sytuacje, które doprowadziły do takiej, a nie innej sytuacji (choć wyciąganie wniosków na przyszłość to dobra rzecz). Chodzi mi o to, żeby zrozumieć, że cierpienie - wiem, że mogą Ci się te słowa nie spodobać - jest nam bardzo potrzebne. Popatrz, jeśli prawdą jest, że Jezus jest Bogiem, który Cię kocha, że jest Bogiem, który swoje własne życie oddał dlatego, żebyś Ty mógł być zbawiony i żyć wiecznie, to nie można nie zastanowić się nad cierpieniem, którego On doświadczył. Zastanów się chwilę - Bóg, który mógł w każdy inny sposób wyrwać nas z kajdan śmierci, wybrał taką, a nie inną drogę - drogę cierpienia i męczeńskiej śmierci - gdzie tu sens?! Widocznie jakiś jest.
Cierpienie ma bardzo ważną funkcję. Nie jest to tylko dopust Boży, tak jakby Bóg bawił się nami i nie wiadomo czemu zezwalał na te nasze udręki. Cierpienie jest nam potrzebne do walki i do odpokutowania za nasze grzechy. Oczywiście nie chcę powiedzieć przez to, że zbawiamy się przez nasze cierpienie. Zbawienie jest tylko i wyłącznie dziełem Boga, jednak nasze cierpienie jest bardzo ważnym elementem w oczach Boga. Sam św. Paweł napisał "(...) ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1,24). Św. Paweł nie pisze nic o tym, że jego cierpienie przyczynia się do zbawienia Kościoła, ale dla Jego "dobra". Tak samo więc nasze cierpienia, moje, Twoje, pod pewnym warunkiem, działają dla dobra całego Świętego Kościoła.
Jaki to warunek? Intencja połączenia swoich cierpień z cierpieniami naszego Zbawcy Jezusa. Wtedy nasze cierpienie ma sens. Wtedy pojawia się w nas jakaś taka dziwna siła do tego, żeby nie uciekać od cierpienia, nie załamywać się, ale żeby, pomimo tego, że jest bardzo ciężko, iść dalej naprzód. Łączmy nasze boleści z Męką Jezusa Chrystusa, od najmniejszych bólów, do największych tragedii. Znam pewną osobę, która kiedy idzie do dentysty i nawet jak ma do wyrwania ząb, to nie chce znieczulenia, tylko znosi ten ból w łączności z cierpieniami Chrystusa i oddaje Mu je, żeby Ten zrobił z nich jakiś duchowy pożytek. Ktoś mógłby powiedzieć, że to już jest masochizm albo fanatyzm, a ja powiem, że jest to żywa wiara i poddanie całego życia, każdej jego sekundy i każdego wydarzenia Bogu. Ten człowiek szuka dobra wszędzie gdzie tylko może, a kiedy tyko się pojawia najmniejsza szansa, stara się to dobro realizować.
Nie wiem czy przekonałem Cię drogi Czytelniku do tego, żeby myśleć (jeśli wcześniej było inaczej), że cierpienie ma sens. Jeśli wytrwałeś do końca tekstu, to wydaje mi się, że coś Cię jednak zaintrygowało w tym co napisałem. O cierpieniu oczywiście można by jeszcze pisać wiele, ja opisałem w zasadzie tylko jedną, podstawową prawdę, że cierpienie ma sens.
Oczywiście nie jest łatwo w taki sposób na co dzień funkcjonować, żeby pobożnie ofiarować Panu Bogu wszystkie nasze trudności, to jest bardzo trudne, jednak wiem, że warto próbować, wiem, że warto starać się przeżywać swoje cierpienie razem z Bogiem. Cierpienie przeżywane bez Boga faktycznie będzie bezsensowne i będzie nas tylko dołować, po co więc skazywać się na taki los?