Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Duchowy pokarm

Michał Misztal /Jezus.com.pl

 

W dwóch tekstach, które pojawiły się w ostatnim czasie na Portalu pisałem o duchowym oddychaniu i duchowej wodzie, teraz nadszedł czas, żeby napisać o duchowym pokarmie.

 

Po pierwsze należy stwierdzić, że duchowy pokarm jest nam ludziom, chrześcijanom niezaprzeczalnie potrzebny. Potrzebny do tego, żeby nasz duch mógł żyć. Dla funkcjonowania naszego ciała musimy mu dostarczać białka, tłuszcze, węglowodany i odpowiednie witaminy. Dla życia ducha musimy dostarczać mu odpowiednie elementy, którymi głównie są Słowo Boga i modlitwa.

 

Słowo Boga, po co jest nam potrzebne? Dlaczego powinniśmy czytał Pismo Święte? Przestarzałe historie, niezrozumiały język, itd. Co to ma wspólnego z dzisiejszą rzeczywistością, więcej - co to ma wspólnego ze mną?! To pytania, które z pewnością w wielu się rodzą... i dobrze. Bo nie chodzi tylko o to, żeby ślepo wykonywać to co nam się każe (to jednak już temat na nieco inny artykuł), ale żeby coś zrozumieć i świadomie to wybrać. Wracając do Pisma Świętego to wszystko wyjaśnia jedna prawda: że jest to Słowo, które powiedział Ten, który nas stworzył.

 

Wyobraź sobie sytuację. Jesteś Bogiem. Dobrym, świętym, z jak najlepszymi intencjami i pragnieniami. Oprócz Ciebie nie ma nic. Miłości i szczęścia jest w Tobie tak dużo, że chcesz się nimi podzielić. Chcesz żeby doświadczały Go też jakieś inne stworzenia. I rodzi się w Tobie plan stworzenia... Z niczego, poprzez wypowiadanie słów, Twoją potęgą stworzyłeś wszechświat, słońce, ziemię dalej rośliny zwierzęta, a w końcu rozumne istoty, które nazwałeś ludźmi i które uczyniłeś na swój Obraz przez to, że jako jedynym dałeś im duszę - cząstkę swojego własnego ducha - a tym samym świadomość tego, że istnieją (stąd mają też wolną wolę). Świat się rozwija, ludzie się rodzą. Żeby jednak ludzie nie byli zawieszeni jak w jakiejś próżni, żeby wiedzieli kim są, skąd pochodzą i gdzie jest ich cel, wkładasz w serca pewnych ludzi specjalne natchnienie Swojego Ducha, pod wpływem którego piszą to, co Ty sam chcesz do ludzi powiedzieć. I mówisz: że to Ty ich stworzyłeś, że ich kochasz wprost przepotężnie, i że ich celem jest wieczne szczęście razem z Tobą w niebie. Wiesz, że Twoje Słowo (to samo przez które wszystko stworzyłeś) ma taką moc, że przenika do najgłębszej części stworzonego przez Ciebie człowieka, do jego ducha - tego samego którego dałeś wszystkim ludziom, a przez którego są oni podobni do Ciebie - i wiesz, że żeby zrozumieli Twoje Słowo, i żeby mieli kontakt z Tobą (przez który możesz im pomagać w codziennym życiu i zapewniać ich o Twojej miłości), to muszą czytać to Twoje Słowo zapisane przez ludzi, którym dałeś owo szczególne natchnienie.  Ludzie jednak po kilku tysiącach lat zamiast rydwanów mają szybkie samochody, zamiast chatek z gliny wielkie drapacze chmur, a zamiast lamp naftowych elektryczność. I w tym wszystkim mówią "A czy to Pismo Święte jest jeszcze aktualne?", "A czy to jest faktycznie dane od Boga?", "A przecież tam są opisane rzeczy sprzed tysięcy lat" - a jakie mają być skoro ludzie, którzy je spisywali żyli właśnie kilka tysięcy lat temu. I zachodzisz jako Bóg w głowę w jaki sposób pokazać ludziom, że w Tobie nic się nie zmieniło, że Twoje Słowo jest ciągle aktualne, a im potrzebne do tego, żeby "karmiąc" swojego ducha potrafili żyć w tej Miłości, którą chcesz im dać.

 

Przepraszam jeśli ta ilustracja trochę Cię przynudziła. Napisałem ją w celu uświadomienia sobie i Tobie drogi Czytelniku, że Bóg naprawdę jest nam przychylny, a Jego Słowo autentycznie ma wielką moc, która jednak działa w głębi ducha.

 

Nasz duch jest tak skonstruowany, że kiedy czytamy Pismo Święte, to on (nasz duch) nabiera mocy, siły, energii do życia. Wyobraź sobie małe dziecko, którego ojciec wraca po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu do domu - dziecko rzuca się tacie na szyję i cieszy się, że go widzi, że już jest. Tak samo jest z naszym duchem kiedy czytamy Pismo Święte. My możemy tego nie czuć, ale nasz duch wyczuwa, wie, kto jest jego stworzycielem, dlatego kiedy czytamy Biblię, nasz duch jest "w siódmym niebie", upaja się szczęściem, że oto jego Stworzyciel teraz z nim rozmawia (oczywiście nasz duch nie jest w nas jakąś odrębną osobą, takiego porównania użyłem wyłącznie jako pomoc do zobrazowania pewnej rzeczywistości). Jeśli poprzednie porównanie nie znalazło Twojego zrozumienia bądź uznania, to przytoczę inne. Nasz zmysł smaku reaguje na różne smaki - kiedy zjemy coś gorzkiego, czy kwaśnego krzywimy się, kiedy jednak zjemy coś słodkiego, jakiś smakołyk, to, jak się mówi, mamy "niebo w gębie". Nasze ciało jakoś instynktownie reaguje na różne bodźce. Tak samo nasz duch reaguje na bodźce duchowe. Jeśli grzeszymy, nasz duch krzywi się z odrazy, kiedy się nie modlimy i nie czytamy Pisma Świętego serwujemy mu głodówkę, która to nasze życie duchowe wykańcza. Kiedy jednak spotykamy się z Bogiem na modlitwie, rozmawiamy z Nim, tzn. mówimy do Niego, ale też słuchamy (i tutaj właśnie jest miejsce na czytanie Pisma Świętego), to nasz duch jest w pełni szczęścia, zaczyna żyć, normalnie funkcjonować. A co to znaczy, że nasz duch zaczyna normalnie funkcjonować? To znaczy, że zaczyna żyć życiem Boga, co na naszą codzienność przekłada się w większej cierpliwości w różnych sytuacjach (w pracy, w domu), w radosnej uprzejmości wobec innych ludzi, w głębszej miłości najbliższych, w większych siłach do walki z nałogami, grzechami, itp. Bóg po prostu jest dobry, jeśli więc w nas zaczyna kiełkować życie Boga, tzn. że nasz obraz, który został stworzony na wzór Boga, staje się do oryginału coraz bardziej podobny i stajemy się jak Bóg dobrzy, miłosierni, wierni, silni, itd.

 

Skąd w ogóle wyciągnąłem wniosek, że niezbędnym dla ducha pokarmem, jest właśnie Pismo Święte? W Starym Testamencie Bóg mówił do niektórych proroków, żeby wzięli zwój Pisma Świętego i go zjedli. Wtedy zwój w ich ustach stawał się słodki jak miód, w ich wnętrznościach jednak gorzki. Bóg chciał, żeby Jego specjalni słudzy napełnili się Jego Słowami, Jego Prawami, Jego mocą i wtedy dopiero szli do ludzi, i skutecznie prorokowali. My chrześcijanie mamy dzisiaj to samo zadanie co prorocy Starego Testamentu. Mamy zadanie głoszenia Słowa Boga, Ewangelii Chrystusa tym chrześcijanom, którzy jeszcze nie doświadczyli, że ich Bóg jest żywy, ale także tym, którzy Boga jeszcze w ogóle nie znają, że mają w Nim zbawienie. Jeśli więc mamy komuś coś głosić, czegoś dokonywać i robić to skutecznie, to nie możemy mówić własnych słów, bo te nie mają mocy zmieniać ludzkich serc i rzeczywistości wokół nas, ale mamy mówić Słowami Boga, które taką moc posiada. Żeby mówić Słowami Boga, to najpierw musimy Je dobrze: a) poznać - muszą w nas wniknąć jak składniki odżywcze w ciało; b) przetrawić - musimy Je zrozumieć i przyjąć jako swoje; c) działać - tak jak konkrety pokarm konkretnie nas zasila, tak powinno nas zasilać w codziennym życiu Słowo Boga.

 

Bóg nie dał swojego słowa po to, żeby sobie było. Dał je nam po to, żeby w trudnych sytuacjach szukać rozwiązań, żeby w dobrych chwilach oddawać Bogu chwałę, żeby w codzienności szukać cudowności Boga. Słowo Boże to również potężna broń w walce z pokusami i grzechem. Czytania ewangeliczne przepędzają demony, wszak to te same słowa, które mówił Jezus. Pismo Święte to boski dar dla człowieka, pomyślmy - Bóg nieskończony, wszechpotężny i nieogarniony w taki sposób wypowiedział swoje Słowo, że możemy je czytać. Tymczasem nierzadko stoi ono w naszych domach na najbardziej "zaszczytnym" i "honorowym" miejscu - najwyższa półka, gdzie zamiast naszych dłoni, sięga tylko kurz.

KOMENTARZE

Imię

E-mail