Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Dlaczego tak cierpię?

Aleksandra Pietryga /Jezus.com.pl

 

„W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24), to zdanie świętego Pawła Apostoła zacytowane przez papieża Jana Pawła II na początku listu apostolskiego Salvifici Doloris, odsłania zbawczą wartość cierpienia...

 

Tak pojmował cierpienie Paweł Apostoł, tak rozumiał je Jan Paweł II, tak odkrywali je Ci, którzy zaufali Chrystusowi i wraz z Nim podjęli swój codzienny krzyż.

 

Miłość a pytanie o sens cierpienia

 

Ludzkie cierpienie nieodłącznie związane jest z miłością. To właśnie miłość jest najpełniejszym źródłem odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Odpowiedź taką daje przede wszystkim sam Chrystus, przechodząc przez mękę i śmierć na krzyżu, dla zbawienia człowieka. Miłość pozostaje ostatecznym wyjaśnieniem dzieła Odkupienia. Bóg tak bardzo ukochał świat, że zechciał przyjąć najskrajniejsze konsekwencję ludzkiego grzechu i wypełnić go miłością, a przez to wywyższyć człowieka z wszelkim jego cierpieniem i wynieść go do swojej chwały. Jednak cierpienie, przeżywane nawet z miłości i w zjednoczeniu z Chrystusem, nie staje się ani mniejsze, ani nie traci swojego bolesnego charakteru. Doświadczenie bólu, od czasów Hioba i wcześniej, rodzi odwieczne pytanie o sens cierpienia.

 

Zjednoczyć się ze swoim Stwórcą

 

Dlaczego Bóg - kochający Ojciec dopuszcza cierpienia człowieka? Przede wszystkim dlatego, że chce oczyszczenia jego duszy, oderwania jej od wszystkiego, co przemijające i przygotowanie jej do zjednoczenia z Sobą. Ludzka natura, osłabiona grzechem pierworodnym i skażona licznymi, nieustannie popełnianymi grzechami, bez oczyszczenia nie może w pełni upodobnić się do obrazu swego Stwórcy i zjednoczyć się z Nim. A bez zjednoczenia z Bogiem nigdy nie urzeczywistni swojego przeznaczenia. „Pragnie Ciebie moja dusza, ciało moje tęskni za Tobą” (Ps 63,2), mówi Psalm 63, a św. Augustyn dopowiada: „Stworzyłeś nas Boże dla siebie i niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie”. Tylko człowiek, jako jedyne stworzenie, jest powołany do całkowitego zjednoczenia z Nim. Nie może jednak dojść do tego bez zupełnego oderwania się od rzeczy ziemskich. Jak delikatna roślina wymaga dogodnego środowiska wzrostu, by mogła zakwitnąć, tak dusza ludzka potrzebuje odpowiednich czynników, by upodobnić się do obrazu swego Stwórcy. Bóg sam obiera owe czynniki wzrostu i rozwoju duszy.

 

„To mi się nie podoba”

 

Jednak człowiek nie zawsze, a raczej bardzo rzadko rozumie pedagogikę Bożego działania. Doświadczenia trudu, cierpienia czy kryzysu, które Bóg dopuszcza, człowiek nie pojmuje jako idealnego środowiska rozwoju, narzędzia do zjednoczenia z Bogiem. Jednak to właśnie cierpienie jest jednym z najważniejszych czynników wzrostu. W cierpieniu znajduje się ogromna moc zdolna przyśpieszyć czas osiągnięcia takiej dojrzałości, która czyni człowieka gotowym do spotkania z Chrystusem. Doświadczenie cierpienia i jego dobre przeżywanie, wbrew pozorom nie czyni z człowieka egocentryka, ale odrywa go od siebie, od własnej osi, wokół której się kręci, a kieruje jego wiarę i wszystkie zmysły ku Chrystusowi. Serce człowieka, żyjącego w grzechu, egoistycznie zapatrzonego w siebie, nie jest już zdolne do otwarcia się na Boga i bliźniego. Doświadczenie cierpienia kruszy serce, pozostawia ranę, szczelinę, przez którą Bóg przenika ze swoją miłością i przemienia człowieka. Szczególna łaska obecna w cierpieniu, w wydarzeniach, których człowiek wolałby uniknąć jest źródłem często głębokiego nawrócenia.

 

Błogosławieni, którzy cierpią...

 

Jak to jednak możliwe, że Bóg, który jest miłującym Ojcem dopuszcza tak liczne cierpienia swoich dzieci? Bóg - Stwórca pierwotnie nie chciał cierpień człowieka. Cierpienie jest następstwem grzechu pierworodnego i skutkiem wszystkich innych grzechów, jest złem wynikającym z niewłaściwego używania daru wolności. Bóg nie znajduje radości w naszych cierpieniach, smutek człowieka zasmuca Boga. Czasem jednak jest to jedyna droga, by człowiek otrząsnął się i powrócił do swego Ojca. Jezus Chrystus w Kazaniu na Górze (Mt 5,3-11) ukazuje cierpienie, jako wielką wartość w życiu doczesnym. Wieczne szczęście w Królestwie Bożym, nazwane przez Jezusa błogosławieństwem, obiecane jest tym, którzy toczą codziennie walkę o dobro, pokój, sprawiedliwość, nawet za cenę życia, zdrowia czy ziemskiego szczęścia. Bez zgody na cierpienie, bez podjęcia krzyża nie można dojść do nieba, które Chrystus otworzył na nowo człowiekowi za cenę swojej Męki. Wiedział o tym św. Paweł, gdy pisał w Liście do Koryntian: „Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku” (2 Kor 4,17), a św. Piotr Apostoł wyraził to tymi słowami: „Cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały” (1 P 4,13).

 

Cierpienie nie jest proste ani łatwe w przyjęciu go z radością. Potrzeba wiele odwagi, a przede wszystkim miłości, by dostrzec w nim niewyobrażalny dar Dobrego Boga, który pragnie ofiarować człowiekowi to, co najlepsze i który dobrze zna wartość cierpienia. Cierpienia i wszelkie trudne doświadczenia najskuteczniej oczyszczają duszę, odrywają człowieka od niego samego, pozwalają zanurzyć się w miłości Boga i odpowiedzieć na nią swoją szczerą, choć niedoskonałą miłością. A to wszystko przyspiesza osiągnięcie duchowej dojrzałości i czas zbawienia, jaki Bóg przygotował dla człowieka.