


Marek Karkowski
W ubiegłym miesiącu obchodzony był Dzień Bezpiecznego Internetu. Hucznie i z wielką pompą media podawały najrozmaitsze informacje o zaletach i przede wszystkim wadach internetu. Bo, jak to zwykle bywa, łatwiej mówić o rzeczach złych, a ciężko doszukiwać się pozytywów. I tak oto internet jest przedstawiany przez pozostałe mass media jako siedlisko pornografii, piractwa i oszustów aukcyjnych (najciekawsze jest to, że najgłośniej robi to telewizja - czyżby niezdrowa konkurencja?). My internauci dobrze wiemy, że tak do końca nie jest. Przykładem na to jest choćby to, że czytasz ten tekst i jesteś na tej stronie. Czy jest tu piractwo, pornografia, nieuczciwy człowiek? Owszem internet może być „gniazdem węży” i sam nie raz dałem się temu wężowi ukąsić.
Wiem jednak coś więcej. Że w sieci można znaleźć o wiele więcej dobra niż zła. W jaki sposób? Otóż tak samo jak w walce z grzechem Bóg daje nam dekalog. Tym razem jest to „Dekalog internauty” opracowany przez rodzinę (dokładnie wszystkich jej członków - dzieci i rodziców) „sieciowców” przy współpracy księdza. Oparty na dokumentach Kościoła dotyczących nowego i szybko rozwijającego się medium. Co go wyróżnia, że powinien stać się fundamentem w korzystaniu z „netu”? Przede wszystkim prostota „przykazań”. Każde z nich z osobna i wszystkie razem są krótkie, czytelne, jasne i zrozumiałe. Do każdego z nich nie trzeba wielostronicowych wyjaśnień, bo same w sobie są tymi wyjaśnieniami. To było po pierwsze. Po drugie: intencja. Autorzy tego zbioru przykazań nie wymyślili go z kaprysu lub z chęci zaistnienia. Dzięki temu, że w jego tworzeniu uczestniczyli zarówno dorośli, jak i dzieci widać jego uniwersalizm i poczucie, że uwzględnione są tu interesy wszystkich, którzy z internetem mają styczność. Ksiądz obserwuje te zjawisko ze strony Kościoła katolickiego, obserwując dobre strony tego potężnego medium, szukając informacji, które ludzi mogą zbliżać do Kościoła. Małżonkowie, jako ludzie dorośli, patrzą z punktu widzenia zawodowego, ale też jako zwykli zjadacze chleba szukający rozrywki, kontaktów, odpoczynku. Dzieci, patrzą jak dzieci, prosto i nieskomplikowanie, zarazem jednak nie wiedząc czasem co jest dobre, a co złe. Dodatkowo wchodzi tu relacja rodzic-dziecko. Co z tego wynika? Wynika to, że patrząc pod okiem księdza, czyli duszpasterza, na zależności jakie wynikają z tej relacji rodzinnej, zarówno rodzic, jak i dziecko szukają dobra. I jedni i drudzy muszą umieć się dopasować w imię Rodziny. A nad wszystkim czuwał Kościół. Nie ma tu miejsca na „ja”.
Z mojej strony, z racji wykonywanych czynności, stałego użytkownika „netu” ten Dekalog jest jasny, czytelny i stworzony właśnie w dobrej wierze. Owszem, mógłbym się przyczepić tu i ówdzie, ale trzeba stanąć w prawdzie, że wszystkie zagrożenia, jakie z sieci płyną są wynikiem naszych słabości, naszego grzechu. Nie jest to nic innego jak wykorzystanie skłonności człowieka do grzechu, bazowania na jego instynktach. Sam potrafię przesiedzieć godziny przed monitorem i nic, ale są chwile, gdy wystarczy jedno kliknięcie i cały obraz „dobrego internauty” obraca się o 180 stopni. Szatan doskonale wykorzysta każdą naszą słabość. Ciężko nam jest zachować Dekalog (ten właściwy), zatem jakże ciężko będzie zachować ten, o którym tu mowa. Ale to nieważne.
Mamy się wspiąć na wyżyny naszej silnej woli i za każdym razem, gdy coś już jest nie tak, spoglądać na rzeczone „10 przykazań”. Osobiście proponuję Ci Drogi Internauto, wydrukuj go sobie i powieś obok monitora. Niech chroni Cię za każdym razem, gdy grzech będzie zalewał obraz przed Twoimi oczyma. Pamiętaj, że Bóg jest z tobą. A jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam...