


Damian Bałdys
Cierpisz? W życiu Ci nie wychodzi? Ciągle coś się nie udaje, nie jest tak jak powinno być? I jest Ci z tym źle. Może nawet z tego powodu przeklinasz swoje życie? Jeśli tak, to wiedz, że jesteś na dobrej drodze do prawdziwego i autentycznego chrześcijaństwa.
Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze myślałem, że w życiu chrześcijańskim chodzi o to, aby być człowiekiem dobrym, prowadzić sobie spokojne życie. Tak żyjąc Pan Bóg będzie mi błogosławił, w życiu wszystko się będzie mi udawało, a ludzie mnie będą cenić. Moje życie będzie szczęśliwe i bezproblemowe. Obserwując ten świat i współczesnych mu ludzi widzę jak mocno zakorzeniony jest ten mit w naszej świadomości. Być szczęśliwym równa się żyć bez problemów, nigdy nie cierpieć, osiągać zamierzone cele i nie doznawać porażki. Ja dokładnie też tak myślałem, tylko nie wiem, czemu, przy czytaniu jednego fragmentu z Ewangelii coś mi nie dawało spokoju. Coś dręczyło moje sumienie. „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien”(Łk 10, 38). Mocne słowa i bardzo wymagające, prawda? Bardzo pragniemy być uczniami Jezusa, to jest oczywiste. Czy jednak wiemy, co oznacza być uczniem? Kiedy śledzi się relację uczniów z Jezusem na kartach Ewangelii, można zauważyć, że ich myślenie podobne było do nas. W zasadzie Jezus ciągle im to tłukł do głowy, że nie tak mają myśleć. My też myślimy, że jak już uwierzyliśmy w Jezusa to przy Jego boku będziemy triumfować, rządzić, nawracać, doznawać chwały. Tak myśleli uczniowie. Wszędzie byli pierwsi, przy każdym cudzie i wydarzeniu u boku Jezusa. Kiedy wrócili z misji cieszyli się bo nawet złe duchy były im posłuszne, mieli władzę, byli kimś. Ludzie o nich mówili, że to ci, którzy wielkie rzeczy robią. To się nazywa kariera. A kiedy Jezus im powiedział, że musi umrzeć i wiele wycierpieć, Piotr zaprotestował, upominając samego Boga. No jak to? Nigdy to na Ciebie nie przyjdzie. Ty, Bóg, masz przegrać? O co to, to nie! Nigdy. Albo pamiętacie scenę, kiedy posprzeczali się, kto z nich jest największy. Myśleli, że Jezus rozwiąże problem i wskaże palcem na tego, kto jest lepszy i będzie miał najlepszy stołek w Niebie. I znowu szok. Największy ma stać się najmniejszym, a pierwszy ostatnim. Bycie uczniem nie może być moim zatrudnieniem, jak w jakiejś firmie, w której pracuję dla szefa i oczekuję dobrej wypłaty, ulg i wczasów pod gruszą. To nie jest chrześcijaństwo. Apostołowie to w końcu zrozumieli. Głosili Jezusa i to ukrzyżowanego. Chełpili się już nie cudami i mocą, z jaką działali, ale cierpieniem, prześladowaniem, porażkami i swymi słabościami. A autor Listu do Hebrajczyków pisze: „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga. Zważcie, więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, załamani na duchu.” (Hbr 12, 2-3). To jest dopiero wzór, wtedy jestem podobny do Chrystusa, kiedy przechodzę w życiu to samo, co On. Bycie uczniem wiąże się z krzyżem, z cierpieniem, niepowodzeniem. To jest ryzyko, to jest radykalizm. Wchodzisz albo nie? Nie można być letnim. Jezus często podejmował temat umierania. Ale nie, dlatego, że interesował się śmiercią. Chciał nam pokazać, czym jest chrześcijaństwo. Jest umieraniem. Dla grzechu, dla swojej chwały, czasem planów, przedsięwzięć, dla wszystkiego. Kto straci swoje życie ten je zyska. Biblia jest pełna paradoksów.