


Agnieszka Ścibik
O naśladowaniu św. Pawła z Tarsu, Bożym miłosierdziu, ciągłym nawracaniu i o szczerości młodych ludzi...
Wywiad z ks. Czesławem Wasilewskim SJ.
Jezuicki charyzmat od zawsze łączył się bardzo ściśle ze współpracą z młodymi ludźmi. Czy mógłby Ksiądz nam krótko opowiedzieć o realizacji tego charyzmatu w dzisiejszych czasach?
ks. Czesław Wasilewski SJ: Jezuici mieli i mają pracować na obrzeżach Kościoła. To jest trochę taki charyzmat św. Pawła z Tarsu, który wiele podróżował. Apostoł ten zakładał nowe Kościoły, próbując docierać tam, gdzie inni nie docierali. Dziś granice Kościoła nie pokrywają się z granicami geograficznymi. Bardzo często te granice istnieją w społeczeństwach, czy nawet w ludzkich sercach. Myślę, że bardzo wielu ludzi, szczególnie chyba młodych, właśnie taką granice wyznacza gdzieś w sobie. Z jednej strony młody człowiek uważa się za chrześcijanina, osobę wierzącą, a z drugiej odrzuca część nauki Kościoła i Jezusa. I chociażby tu jest właśnie miejsce naszej działalności…
Św. Paweł szedł przez świat i nawracał ludzi, głosząc im Dobrą Nowinę. Czy tzw. „trudna młodzież”, do której był Ksiądz posyłany jest dzisiaj otwarta na Słowo Jezusa? Jak Ksiądz to widzi?
ks. Czesław: Dziś przed młodymi stoi dużo więcej perspektyw, a życie „po Bożemu” jest tylko jedną z bardzo wielu opcji. Bywa też tak, że ktoś „się sparzył” próbując czegoś i dopiero widząc swoje błędy zaczyna szukać trochę bardziej stabilnego oparcia swojego życia niż np. spożywanie alkoholu. Ponad dwa lata posługiwałem w więzieniu, gdzie spotykałem stosunkowo wielu młodych ludzi, którym życie zupełnie się pogmatwało. Mimo tego, że nie było przed nimi prawie żadnych perspektyw, w tym miejscu dodam, że wina leży tu przede wszystkim po stronie społeczeństwa, które kryminalistów po prostu przekreśla, to jednak chcieli oni naprawdę zacząć od nowa. Wielokrotnie widziałem jak kajdany w sercach tych ludzi kruszyły się, gdy słyszeli Dobrą Nowinę.
I było to naprawdę autentyczne?
ks. Czesław: Tak. Młodzi ludzie najczęściej są niesłychanie autentyczni. Świadectwo człowieka młodego jest dla mnie zdecydowanie bardziej przekonujące niż osoby starszej. Młodzi nie ubierają swojego doświadczenia w niezrozumiałe słowa. Mam wrażenie, że w swojej szczerości odsłaniają się zupełnie. Stają się jakby przeźroczyści i widać wtedy samego Miłosiernego Boga, który rzeczywiście działa w ich życiu.
A w Księdza życiu? Jakie było największe doświadczenie Miłosiernego Boga?
ks. Czesław: Kiedy ktoś daje tobie coś naprawdę cennego, tak bardzo że nie potrafisz nic powiedzieć, wtedy nawet słowo „dziękuję” wydaje się banałem. Żadne słowo, gest, myśl nie jest w stanie tego pojąć. Stoisz zupełnie bezradny wobec tego daru i wobec dawcy. Płaczesz, śmiejesz się, serce nie mieści w sobie wdzięczności… Tak się kiedyś poczułem, gdy w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu wewnętrznie poczułem i zrozumiałem ofiarę Boga, który pozwala na śmierć Swojemu Synowi!
Czy zechciałby Ksiądz na koniec podzielić się spotkaniem w swoim życiu Żywego Boga i swoją drogą za Jezusem?
ks. Czesław: Miałem dobrą rodzinę, całkiem nieźle odnajdywałem się w szkole i codziennych obowiązkach. Jednak zawsze towarzyszyło mi pragnienie czegoś więcej. Marzyłem o różnych rzeczach, o tym, kim kiedyś będę, czego to nie dokonam. Raczej wszystko to, co sobie zaplanowałem udawało mi się, ale nigdy nie miałem poczucia, że to jest to, czego pragnę. Bardzo rzadko czułem się naprawdę szczęśliwy. Dopiero wtedy, kiedy zacząłem odkrywać, że cały świat jest „przesiąknięty” obecnością Boga, wtedy zacząłem życie „smakować”. Na przykład zaczęli być dla mnie ważni ludzie, których wcześniej, co prawda, znałem, ale zupełnie byli mi oni obojętni. Coraz częściej też zadawałem sobie pytanie: dlaczego Jezus zainteresował się kimś takim jak ja? Moja decyzja, że chcę pójść za Nim była czymś naturalnym, oczywistym. Konkretnie to „pójście” trwało dłuższy czas, a właściwie trwa do dzisiaj. Stopniowo doświadczałem, że Bóg jest, że ja nie jestem Mu obojętny, że rzeczywiście „Bóg trudzi się dla mnie”, a jednocześnie do niczego mnie nie zmusza. Budziło się we mnie uczucie wdzięczności, a z czasem miłości. A miłość już nie pyta: dlaczego… Wtedy pojawia się nowe pytanie: jak „bardziej” mogę pójść za Nim?
Rozmawiała Agnieszka Ścibik.
Czesław Wasilewski SJ urodził się w 1984 roku. Do zakonu Jezuitów wstąpił w 2002 roku, a dwa lata później złożył śluby wieczyste. Przez trzy kolejne lata studiował filozofię w Krakowie. Obecnie pracuje w Warszawie w redakcji Przeglądu Powszechnego oraz w wydawnictwie Rhetos.