


ks. Krzysztof Wons SDS
Historia Jonasza i... moja historia...
Zapisane w Biblii historie o Bogu i człowieku są natchnione i ciągle trwają. Nie są jedynie historiami sprzed tysięcy lat lecz żywe. Dzieją się dzisiaj. Tak jest między innymi z historią Jonasza. Warto przeczytać i przemodlić Księgę Jonasza, aby uwierzyć, że miasto łajdaków może zamienić się w miasto świętych. Mogę w niej odnaleźć siebie z moją historią życia, z moim niedowiarstwem, z moim buntem i ...z „wielkimi oczami Jonasza” na widok tych, co - „nie do wiary!” - nawracają się. Historia Jonasza pomaga mi także uznać, że jeszcze nie jestem święty i uczy jak odrzucić swój grzech bez odrzucania siebie. Przypomina, że Bóg daje mi „licencję” na czas wychodzenia z moich słabości i że również ja powinienem dać czas sobie i innym. Historia Jonasza uczy mnie normalności i pokory świętych, którzy chodzą twardo po ziemi, którzy odnalezieni zostali przez Boga gdy byli „na dnie”, przestali uciekać i podjęli wezwania po ludzku bez szans powodzenia.
Chciejmy więc spotkać się z Jonaszem, aby on pomógł nam spotkać się z naszym zmaganiem i „nieuregulowanym” nawróceniem. Zachęcam by wejść w jego historię... i swoją przez medytację słowa Bożego. Medytacja słowa Bożego jest bowiem świętą przestrzenią, w której działa Boży Duch, który sprawia, że pod Jego natchnieniem zmienia się moje życie. A więc dajmy się zaprosić na medytację o Jonaszu. W jego historii, Bóg chce nam powiedzieć coś ważnego o naszym życiu. Pytajmy Go z duchową pasją: co takiego?
Uciekanie przed Bogiem
To prawdziwy paradoks. Nieraz droga do świętości zaczyna się od ucieczki przed Bogiem. Jonasz, gdy usłyszał czego od niego chce Bóg, postanowił ratować się ucieczką. To, czego oczekuje od niego Jahwe wydaje mu się bez sensu. Dlaczego ma udać się do Niniwy? Dlaczego ma być dobry dla łajdaków? Dlaczego ma się nimi przejmować? Dlaczego mają zakłócać jego spokojne życie? Dlaczego..., dlaczego...? Przecież i tak się nie zmienią. „Oni już tacy pozostaną!” Woli raczej wyjechać. Możemy sobie wyobrazić przeżycia Jonasza i jego wewnętrzną walkę. Aby zagłuszyć wołanie Boga ucieka „daleko od Jahwe” - do Tarszisz. Zmaganie i ucieczka nie były obce świętym, których Kościół kanonizował. Czy jeszcze dziwię się Jonaszowi i sobie? Czy w moim życiu nie jest podobnie? Czy słyszę Boga? I czy to, co mówi do mnie ma jakieś znaczenie? A może Go nie słyszę... lub nie chcę słyszeć. Uciekam jak Jonasz. Czy jestem przekonany, że w życiu warto być dobrym?, warto poświęcać się dla innych? Jonasz miał swoje Tarszisz, w którym próbował ukryć się przed Bogiem i „tymi” z Niniwy. Czy i ja nie odszedłem „daleko od Boga”, czy nie uciekam od ludzi? Co jest moim „Tarszisz”, w którym się chowam, uciekam przed zaangażowaniem w życie.
Bóg wyciąga „z dna”
Ucieczka Jonasza przed Bogiem staje się dla niego początkiem nieszczęść, a nieszczęścia początkiem błogosławieństwa. Sam będąc nieszczęśliwy staje się powodem nieszczęścia innych. Uciekał, uciekał... aż w końcu znalazł się „na dnie”. Ale Jonasz miał także swoje „trzy dni”, w których zrozumiał, że uciekając przed Bogiem ucieka przed samym sobą. Otarł się o śmierć. Ale gdy był „na dnie” spotkało go błogosławieństwo. Bóg wyciągnął Jonasza z otchłani zagubienia.
Czy miałem w swoim życiu takie „trzy dni”, które zmieniły mnie i moje życie? Czy mógłbym teraz modlić się jak Jonasz: „Gdy gasło we mnie życie wspomniałem na Pana, a modlitwa moja dotarła do Ciebie”?. Jak wyglądałaby moja modlitwa do Boga w tej chwili – w moim obecnym stanie ducha? Spróbuję napisać mój psalm... i zachowam go dla siebie jak zachował się psalm Jonasza.
Świętość jest możliwa także w Niniwie
Jonasz chociaż słucha Boga nie staje się wcale „idealny”. Idzie do Niniwy, „bo musi”. Nie jest przekonany, czy to co robi jest słuszne. Idzie wewnętrznie zbuntowany. Dlaczego Bóg przebacza łajdakom? Czy nie powinni „dostać za swoje”? Niech umierają tak jak żyli. Jonasz jest wściekły na Niniwitów i na Boga. Być może jest bardziej poraniony niż „tamci” z Niniwy. Bóg uczy cierpliwie Jonasza nowego patrzenia na świat, na ludzi i na siebie: Bóg może zbudować nowe życie także „na popiele”. Tak się stało. Powoli miasto grzechu zamienia się w miasto nawrócenia i przebaczenia.
Cierpliwa miłość i przebaczenie... Jeśli zmieniły Niniwę „nie do poznania”, mogą zmieniać także ten świat – mój świat. Bóg zaczyna zmiany od ludzkiego serca... Od mojego serca. Czy pozwolę Mu patrzeć w moje serce? Nawet jeśli dzieją się w nim złe rzeczy? Bóg marzy, że uda Mu się zmienić moje serce jak zmienił Niniwę.
Kiedy wracam do domu, do miejsc codziennego życia i czuję się jak Jonasz, który „wlecze się” do Niniwy i nie mam nadziei „że tam może się jeszcze cokolwiek zmienić”, warto wtedy przypomnieć sobie tego zwyczajnego Proroka i pomyśleć, że jeśli zachcę nawrócenie rozpocznie się już teraz – ode mnie, od mojego serca. Reszta należy do Boga. Jeśli uda Mu się zmienić moje jonaszowe serce będzie mógł także zmieniać „Niniwę” do której mnie posyła. Ważne, żebym nie uciekał. A jeśli nawet, to żebym pozwolił się Mu odnaleźć. On znajdzie mnie nawet „na dnie” - jak wielu innych, którzy później zostali świętymi.