


Marek Karkowski
Ten tytuł popularnej kiedyś piosenki chodzi mi często po głowie, kiedy myślę o niedzieli, o jej spędzaniu, o mojej postawie wobec trzeciego przykazania. Jego treść jest prosta i klarowna, jednak stojąc w progu XXI wieku często jest ono zaniedbywane, a czasem wręcz olewane. To boli, owszem, ale pewnie mało kto zastanawia się, jak zrobić by nie bolało.
Ten tytuł popularnej kiedyś piosenki chodzi mi często po głowie, kiedy myślę o niedzieli, o jej spędzaniu, o mojej postawie wobec trzeciego przykazania. Jego treść jest prosta i klarowna, jednak stojąc w progu XXI wieku często jest ono zaniedbywane, a czasem wręcz olewane. To boli, owszem, ale pewnie mało kto zastanawia się, jak zrobić by nie bolało. Polacy najlepiej na świecie potrafią narzekać. Gdybyśmy zrobili mistrzostwa świata w tej dyscyplinie życia społecznego, to podobnie jak w konkursie szopenowskim, nie przyznawano by drugiej, trzeciej, czwartej, a może i żadnej poza pierwszą nagrodą. Ta oczywiście należy się nam. Wkurza mnie to, wkurza mnie to bardziej niż owe „olewanie” i to nie tylko jednego przykazania, ale wszystkiego. Bardziej mnie jednak wkurza i boli narzekanie Polaka. Nawiązując do wstępu i do tematu mojej refleksji wspomnę o narzekaniu naszym w kontekście przestrzegania bądź nieprzestrzegania przykazania Bożego: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. W tej materii Polacy dzielą się na dwie grupy: pierwsza to ta, która narzeka na tych co nie przestrzegają tego przykazania. Druga zaś narzeka na tych, co narzekają na nich. Ładne kółeczko, prawda? Może i jest w naszym społeczeństwie jeszcze inna grupa ludzi, ale jakoś tak nie rzuca mi się w oczy, albo ja jestem na tyle ślepy, żeby ich nie widzieć. Jeśli takowi czytają ten artykuł, to z góry przepraszam za moją krótkowzroczność. Ale wróćmy do meritum sprawy. Zajmę się na początek grupą drugą, tak na przekór czasom, a może i ludziom też wbrew. W tej drugiej grupie jest niestety większość moich rodaków. Są to ciężko pracujący przez cały tydzień katolicy, dla których rodzina (czyt. zarabianie pieniędzy na rodzinę) jest najważniejsza. Tak, szlachetna to wartość. Rodzina. Taki katolik w niedzielę ma jedną, jedyną i niepowtarzalną szansę spędzenia czasu ze swoimi pociechami, z ukochaną żoną/mężem i nie zawsze ukochaną teściową. No to ją spędza. Na obiadku, w kinie, na łonie natury, w zoo, w sklepie. I tutaj przewrotnie muszę nawiązać do grupy pierwszej. „Bezbożnicy!” - krzyczą w ich stronę - „Wy tylko w hipermarketach i w lesie. A do kościoła to już nie!”. I narzekają. Ale żeby tak pomyśleć, zastanowić się nad przyczyną, pomóc. Po co? No i między innymi tym sposobem grupa nr 2 jest osamotniona. Bo może oni chcą na tą mszę, może by chętnie się zabrali z rodziną do kościoła. Ale jak po pierwszym razie słyszą od sąsiada to i tamto, to im się odechciewa (swoją drogą mi też się czasem odechciewa, jak słyszę takie teksty). No i wtedy narzekają. Że ich ludzie nie rozumieją, że też mają prawo do swobodnego spędzania czasu, że im nikt nie będzie mówił, jak mają żyć. I tak w kółko. Ci na tamtych, tamci na tych. Mnie osobiście jest przykro z obydwu powodów. Katolikiem praktykującym jestem. Staram się, choć nie zawsze się udaje, poświęcać Bogu całe moje życie. Przykro mi się robi, gdy widzę mojego brata, moją siostrę w niedzielę w sklepie czy gdzieś tam indziej, ale nie w kościele. Przykro mi się robi, gdy słyszę ich tłumaczenia, z jakiego to powodu nie mogli. Przykro mi się robi, gdy mój brat czy moja siostra, stojąca tak blisko ołtarza, osądza i przekreśla innych braci i siostry nie dając szansy Bożemu Miłosierdziu. Bo w tym wszystkim zapominamy, że najważniejszy jest On. Że sam wymyślił to, że niedziela będzie dla Nas. Dla Niego i dla mnie. Dla Niego i dla Ciebie mój Bracie, moja Siostro. Łatwo nam krytykować i wypominać czyjeś błędy. Trudniej nam zapytać o powód, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Inaczej może mój rodak nie chodzi do kościoła, bo nie wierzy, bo wątpi w Boga. Może wątpi, gdyż „boży” ludzie go już skreślili. Zastanów się i nie narzekaj. Weź sprawę w swoje ręce, bo Pan Jezus oczekuje, że niedziela będzie dla nas. Dla Niego, dla Ciebie, dla tych, którzy jeszcze są daleko, dla mnie…
Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mt 9,12)