Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Jezus Chrystus

JEZUS CHRYSTUS

Jezus w Ewangelii św. Jana

Wojciech Iwanecki, alumn roku III WŚSD

 

Pewien ksiądz na tylnej szybie swojego samochodu umieścił napis: „Kim dla Ciebie jest Jezus Chrystus?”. Można by powiedzieć, że przesadził. Jednak odpowiedź na to pytanie, dla wierzącego chrześcijanina, jest czymś niezwykle istotnym. Z niej wypływa konkretna postawa i to jak kształtujemy nasze życie. Jednak, żeby tej odpowiedzi udzielić trzeba znać Jezusa. Nie tylko wiedzieć kim był, co robił, czego nauczał, ale przede wszystkim spotkać się Nim. Jak to zrobić? Sposobów jest wiele. Chciałbym wskazać w tym artykule na Ewangelię, jako na bardzo specyficzne miejsce Jego obecności.

 

Ewangelia jest jedna. Może to stwierdzenie kogoś zdziwi, ale tak jest. Ma natomiast cztery „odsłony”. Mateusz, Marek, Łukasz i Jan zostawili nam swoje Ewangelie, które składają się w jedną całość. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przekonanie o tym było tak silne, że w niektórych Kościołach posługiwano się Diatessaronem, czyli kompilacją wszystkich czterech Ewangelii.

 

Chciałbym przedstawić kilka refleksji na temat ewangelii według św. Jana. Powodów jest kilka. Jednym z nich jest fakt, że takie imię wybrałem sobie na bierzmowanie (od dziecka ta Ewangelia mnie fascynowała). Jest ona z wielu względów inna od pozostałych trzech. Św. Jan (lub uczniowie, którzy mu towarzyszyli) pisze ją późno, bo pod koniec I w. n.e. Dlatego też, jej treść historyczna odbiega nieco od pozostałych Ewangelii. Być może zadziałały u niego pewne mechanizmy pamięciowe, które możemy zaobserwować u ludzi starszych. Pamiętają oni doskonale pewne szczegóły z odległej przeszłości (u św. Jana są to takie drobiazgi jak: ilość krużganków w świątyni - 5, lub ilość złowionych ryb podczas cudownego połowu - 153 sztuki) jednak mają problem z ustawieniem tego w całości, chronologii. Dochodzi do tego też to, że autor stawia sobie ze cel przekazanie w pełni prawdy zbawczej, a nie napisanie kroniki. Trudno jednak stwierdzić co zostało przez św. Jana dokładnie zapamiętane. Na przykład: przez wiele lat myślano, że pomylił się on w opisie świątyni (jak może ona mieć 5 krużganków, skoro jest na planie kwadratu), a tymczasem wykopaliska archeologiczne potwierdziły jego opis. Okazało się, że piąty krużganek znajduje się w jej środku. Podobnych faktów jest więcej, ale tym zajmują się dokładnie bibliści i archeolodzy.

 

Św. Jan, jako jedyny spośród ewangelistów, rozpoczyna swoją Ewangelię wychodząc od metahistorii. Pisze o tym co dokonało się w Bogu, używając przy tym pewnych terminów filozoficznych. Niemniej jednak nie odwołuje się do żadnego z trwających wtedy systemów myślowych. Logos o którym mowa w prologu (Por. J 1, 1-18) jest jednorodzonym Synem Boga czyli Jezusem Chrystusem. Św. Jan konstruuje całą swoją Ewangelię na objawieniu się Ojca w Synu. Pokazuje jednocześnie jedność Osób Bożych („Ja i Ojciec jedno jesteśmy”; por. J 10, 22-39). W sposób niezwykle konsekwentny broni on zarówno boskości Jezusa i Jego człowieczeństwa, prawdopodobnie przeciwko, szerzącej się już wtedy między chrześcijanami, nauce gnostyckiej.

 

Ewangelię tą można podzielić na „księgę znaków” (rozdz. 1-12) i „księgę męki” (13-21). Pierwsza zajmuje się opisem cudów Jezusa. Są to znaki potwierdzające autentyczność Jego nauki. Każde takie wydarzenie to „czas Jezusa”, moment w którym uzewnętrznia się zbawcza moc Boga. W sensie ścisłym jednak jest to Jego męka, śmierć, zmartwychwstanie

i powrót do Ojca.

 

Druga część, „księga męki”, to rozbudowany opis (aż 8 rozdz.) ostatnich chwil Jezusa. Ciekawy jest fakt, że podczas ostatniej wieczerzy Jezus wygłasza „mowę pożegnalną”. Daje uczniom nowe przykazanie, zapowiada przyjście Ducha św., przestrzega i napomina swych uczniów.

 

„Nowe przykazanie” Jezusa zostaje poprzedzone sceną w której Jezus umywa nogi uczniom. Ten pokorny akt miłości wyznacza kierunek interpretacji i naśladowania Chrystusa. Tylko św. Jan podaje tę scenę, pomijając przy tym słowa „konsekracji” podczas opisu ostatniej wieczerzy, które są obecne we wszystkich pozostałych Ewangeliach. Prawdopodobnie jest tak, ponieważ w czasie redakcji tej Ewangelii, pozostałe dzieła synoptyków były już bardzo dobrze znane. Być może św. Jan chciał pokazać czym powinna ona być i do jakich postaw prowadzić. Ostatecznym wypełnieniem „nowego przykazanie” jest odkupieńcza śmierć Jezusa na krzyżu.  

 

Nim Jezus został skazany na śmierć, ma miejsce bardzo interesująca scena. Piłat każe ubiczować Jezusa, po czym wyprowadza Go na zewnątrz na widok publiczny. Wypowiada słowa: „Oto człowiek”. Można je różnie interpretować. „Taki właśnie może być człowiek, tak strasznie może drugiego człowieka potraktować”. Mamy tego przykład w XX wieku. Dwie wojny światowe, obozy koncentracyjne, 11 września itp. Ale możemy też powiedzieć: „to jest prawdziwy człowiek”. Jezus cierpi niewinnie, bo jest do końca wierny Bogu. Jego śmierć jest aktem ekspiacyjnym za nasze grzechy. On robi to dla mnie. To jest prawdziwie człowieczeństwo, które przez grzech sobie zabieramy. Bóg w Jezusie Chrystusie nam je przywraca.

 

Po ukrzyżowaniu św. Jan, jako jedyny, umieszcza tzw. „testament z krzyża”. Jezus czyni swego umiłowanego ucznia (św. Jan tak określa siebie w swojej Ewangelii) synem Swojej matki Maryi. Dlatego ma ona tak wielki wpływ na całą działalność tego apostoła. Ewangelista oddaje to w słowach: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (Zob. J 19, 25-27). „Wziąć” Maryję - to plan na całe życie w bliskości z Jezusem. To także realizuje Kościół w swojej pobożności. Przez Maryję do Jezusa, to droga pewna i dobra.

 

Zmartwychwstały Jezus ukazuje się najpierw Marii Magdalenie. Zważywszy na ówczesną mentalność ten fakt jest bardzo istotny. Świadectwu kobiet nie dawano wtedy wiary. Może, gdyby ich było więcej, ale tu mamy jedną kobietę i to z wątpliwą przeszłością (choć są spory czy Maria Magdalena to kobieta cudzołożna, której Jezus odpuścił grzechy). Bóg chce by Ona dała świadectwo uczniom. To ważne i dla nas, gdyż może i nam wydaję się, że nie jesteśmy godni świadczyć. Bóg wybiera kogo Sam zechce - tak mówi nam ta scena.

 

Św. Jan kończ swoją Ewangelię epilogiem. Odwołuje się w nim do swego doświadczenia i w krótkich słowach opisuje całą swoją motywację przyświecającą mu podczas pisania. Pisze: „I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano abyście uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego” (Por. J 20, 30-31).

 

Gdyby ktoś zapytał mnie: po co ten artykuł? Myślę, że odpowiedział bym podobnie do św. Jana (z zachowaniem wszelkich proporcji, gdyż do Jego świętości i doświadczenia Jezusa bardzo mi daleko). Chciałem przybliżyć nieco Jego Ewangelię i poruszyć wiarę czytelnika. Jeśli choć trochę mi się udało to dzięki Bogu. Można by, pisać jeszcze wiele. Ten artykuł, jednak, ma być „dotknięciem” tego tematu a nie systematycznym wykładem. Oby był on zachętą, dla czytelników, do dalszych poszukiwań i zgłębiania Ewangelii. Kto uczciwie szuka Prawdy - z pewnością ją znajdzie.