Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.

CHRZEŚCIJANIE

Wspólnoty - elitarne kluby

Michał Misztal /Jezus.com.pl

 

Spotkałem w swoim życiu wiele wspólnot. Spotkałem wielu ludzi tych wspólnot. Często odnosiłem bardzo pozytywne wrażenie autentycznego chrześcijaństwa. Spotkałem się niestety również ze wspólnotami ludzi, których codzienność raczej odpychała, a nie przyciągała innych do Jezusa Chrystusa.

 

Odnosząc się do tytułu tego felietonu pragnę powiedzieć, że nie jest on sarkastycznym skwitowaniem jakości zachowań grup religijnych. Nie tylko... Uważam, że wspólnoty to faktycznie elitarne środowiska, tak jak elitarnym jest całe chrześcijaństwo. Sam Jezus mówi, że mamy być "solą ziemi i światłem świata", tzn. elitą. Jednak ta elitarność ma się przejawiać służbą. Skoro mamy większą świadomość i realne doświadczenie Boga, to mamy się tym dzielić i to pokazywać, przyciągając ludzi do Boga - to wielka misja. I tutaj dopiero wychodzi pewna ironia tytułu tego tekstu. Jeśli wspólnoty zamykają się na ludzi, jeśli nie wychodzą z ewangelizacją, jeśli pokazują swoim zachowaniem, że są kimś lepszym, to faktycznie można odnieść wrażenie hermetycznego zamknięcia tych środowisk - i tutaj, w moim odczuciu, doskonale pasuje określenie wspólnot "elitarnymi klubami".

 

Sam będąc w jednej ze wspólnot obserwuję pewną niepokojącą tendencję. Pobożne wychowanie bez doświadczenia żywego Boga, bez relacji z Nim. Nieraz rozmawiałem z ludźmi zaangażowanymi w działania wspólnoty czy Kościoła i (żeby nie wyszło na to, że osądzam ludzi na lewo i prawo) osobiste doświadczenie Boga nierzadko nie było bliskim doświadczeniem tych osób. Znam też sporo osób, które wręcz odeszły od bliskości Boga. Wydaje mi się niemożliwym to, aby odejść od tej bliskości jeśli była ona doświadczeniem prawdziwym. Doświadczeniem rozpalającym i radykalnie zmieniającym postawę i myślenie człowieka. Jeśli jednak doświadczenie to było tylko sfałszowanym uczuciem, jakimś wydaizmem, bądź właśnie pewnym wychowaniem w pobożności bez czegoś więcej, to łatwo odejść od Boga, bo w zasadzie w takim wypadku trzyma nas przy Nim tylko jakaś praktyka zachowań, a nie relacja i wewnętrzne przekonanie nazywane też wiarą.

 

Wyciągam stąd - niestety - przykre wnioski, że nawet cudowne, piękne modlitwy, nie gwarantują jeszcze osobistego spotkania ze Zbawicielem i zastanawia mnie to... Zastanawia mnie to, w jak możemy być tak blisko i nie widzieć, nie słyszeć. Jednym chyba z głównych powodów jest brak świadomości, że aby faktycznie doświadczyć Boga, nie należy spełniać wszystkich religijnych praktyk, ale wystarczy szczerze się pomodlić - zaprosić Boga do tego, żeby konkretnie wszedł w nasze życie. Po takiej modlitwie dopiero, należy nastawić się na nasłuchiwanie Boga, czytanie Pisma Świętego, szukania Go w naszej codzienności jednocześnie mu ją oddając, a następnie spełnianie Bożych Przykazań.

 

Dlaczego tak dużo pozornie nie na temat? Przecież miałem pisać o elitarności wspólnot (tym razem w tym negatywnym sensie). Z tego co napisałem wyżej wyciągnę prosty wniosek, może zbyt prosty. Wiele grup, wspólnot, staje się zamkniętymi kręgami, jak to się mówi "wzajemnej adoracji" z tego względu, że osoby przynależące do takiej wspólnoty nie mają głębokiego doświadczenia Boga (który przecież mówi "idźcie i głoście"). Oczywiście składa się na to wiele czynników: nieodpowiednia postawa osoby odpowiadającej za wspólnotę, bądź nawet całkowity brak lidera, który pociągnie do Chrystusa, niedojrzałość emocjonalna członków grupy czy źle określone motywacje i cele osób, które na spotkanie konkretnej wspólnoty przyszły (ja np. jestem w Ruchu Światło-Życie dlatego, że w parafialnej oazie, było wiele dziewczyn i chciałem którąś z nich poznać - na szczęście Bóg nawet z chorych motywacji potrafi wyprowadzić dobro).

 

Czytałem niedawno w internecie komentarz pewnej osoby, że oazowicze, to całkowicie zamknięta grupa, która nie dopuszcza nikogo "z zewnątrz", a w której skład wchodzi kilkanaście zakochanych w księdzu wikarym gimnazjalistek i paru ministrantów, którzy potrafią zagrać coś na gitarze. Pewna prawda w tym jest, z tym, że taka grupa to nie jest grupa Oazowa. Oczywiście oni sami pewnie tak o sobie myślą i z dumą wpisują w swoją tożsamość rzekomy fakt przynależność do Ruchu Światło-Życie, jednak założenia Ruchu i prawdziwy obraz jakiego pragnął założyciel Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki jest całkowicie odmienny. Myślę, że takich właśnie przykładów jest wiele.

 

Cóż zrobić ze wspólnotami, które swoim świadectwem, często bezwiednie, działają raczej na szkodę Królestwa, aniżeli Jego chwałę? Wydaje mi się, że trzeba się modlić. Wszystkim nam. Modlić się o to, żeby Bóg Ojciec przyciągnął wszystkich do Jezusa Chrystusa w potężnym przyjściu Ducha Świętego. I trzeba nam być czujnym. Wnikać we własne sumienia, tak żeby czasem się nie okazało, że sami wyrządzamy więcej szkód niż dobra.

Chrześcijanie

KOMENTARZE

Imię

E-mail

Komentarz