


Agnieszka Ścibik
Niemcy i Polska. Powszechna opinia głosi, że jesteśmy dwoma różnymi narodami o zupełnie odmiennych wartościach. Stereotypy głoszą, że Polak dla Niemca jest zwyczajnym złodziejem, a Niemiec dla Polaka człowiekiem pozbawionym wszelkich norm i skrupułów. Tymczasem tak mało mówi się o tym, co łączy. Na szczęście istnieją młodzi ludzie, którzy przykładem własnego życia obalają, zakorzenione w mentalności społecznej, stereotypy.
Młodzi, którzy w Imię Jezusa szukają tego, co może łączyć, a nie dzielić. Organizują wspólne akcje. Dzielą się z innymi tym, co mają do zaoferowania: swój wolny czas, talenty, zdolności, dyspozycyjność, dobre serce. To ci, którzy odnajdują Jezusa w chorych. Kim są? To wolontariusze.
Niezwykły festyn w Herten
Każdego roku na początku lata w małej, malowniczej miejscowości Herten, położonej na południu Niemiec, odbywa się festyn dla ludzi niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo. Jest to coroczna impreza, w której bierze udział wielu młodych wolontariuszy. Rozpoczyna się Eucharystią. Kiedyś miałam okazję uczestniczyć w takiej mszy. Przeżycie było ogromne. Ci niepełnosprawni umysłowo ludzie modlą się spontanicznie i szczerze. Nie wstydzą się pokazać, jak ważny jest w ich życiu Pan Bóg. Ich młodzi opiekunowie dostrzegają w nich obecność Jezusa. I to nie tylko raz w roku, kiedy trwa festyn, ale codziennie. Chrystus nie dzieli ludzi na zdrowych i chorych, kocha wszystkich tak samo. Tę prawdę znają młodzi wolontariusze.
Była to dla mnie jedna z najpiękniejszych Eucharystii w moim życiu. Niemiecka młodzież uświadomiła mi wówczas, czym powinna kierować się naprawdę miłość bliźniego. Ci młodzi ludzie wcielają na co dzień w życie słowa Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Liczą się czyny. Po Eucharystii przychodzi czas na zabawę. Wszyscy razem wspólnie się bawią przy skocznej muzyce. Wolontariusze pomagają w sprzedaży rzeczy, które wykonali ręcznie ich podopieczni. Można też spróbować słynnego schwarzwaldzkiego torciku upieczonego przez mieszkańców. Dochód z festynu jest przeznaczony na ośrodek dla osób niepełnosprawnych w Herten.
Wolontariat w Polsce
Coraz więcej młodzieży w Polsce angażuje się w działalność charytatywną. Szczególnym rodzajem pomocy jest wspieranie chorych ludzi w hospicjach. Na początku jednak trzeba włożyć wiele pracy i sił w to, aby powstało stacjonarne hospicjum. O taki budynek starają się ostatnio mieszkańcy śląskich Żor. Przeprowadzają wiele akcji, mających na celu zabranie odpowiednich funduszy na ten cel. Póki co, pomagają cierpiącym ludziom w ich domach. Są z nimi w chwilach walki z chorobą, dodając im nadziei. Są również w chwili śmierci, gdy mówi się, że choroba wygrywa. Bycie przy chorych i umierających, czynne współczucie w ich cierpieniu, bólu, smutku, ale i radości, jest sposobem na odnalezienie Chrystusa, który nigdy nie pozostawia człowieka cierpiącego samego. Wolontariusze niejednokrotnie pomagają swoim podopiecznym przygotować się na spotkanie z Nim w wieczności. Trzymają chorego za rękę, modlą się z nim lub głośno za niego i dają mu poczucie, że nie odchodzi w nicość. Młodzi ludzie patrzący z nadzieją na śmierć? Taka jest rola wolontariuszy.
Miłość wszędzie ta sama
Nie ważne, czy jest się Niemcem, czy Polakiem. Najważniejsze jest to, aby być dobrym człowiekiem, starając się kochać drugiego człowieka. Szukajmy tego, co nas łączy, a nie tego, co rozdziela. Wielu młodych Niemców pomaga schorowanym sąsiadom, robiąc im zakupy, sprzątając, gotując. Jens (24 lata) pomagając starszym, chorym ludziom odkrył swoje powołanie. Dziś studiuje medycynę. Ann (22 lata) przez długi okres czasu zajmowała się schorowaną starszą panią, mimo wielu własnych obowiązków. Zadałam jej pytanie: „Czemu to robisz?”. Odpowiedziała: „To jest u nas normalne. Wielu młodych ludzi tak u nas postępuje”. To jest normalne. A przynajmniej powinno być, zwłaszcza dla chrześcijanina. W podobne działania angażuje się wielu młodych Polaków. Wielu, co roku poświęca część swoich wakacji, by opiekować się dziećmi z najuboższych rodzin w Polsce, na koloniach charytatywnych. Hania (14) z zapałem i ogromną radością gra w siatkówkę z chorymi dziećmi. Wie, że chory nie znaczy inny. Wierzy w Chrystusa, więc chce wcielać w życie Jego Słowa i nie zastanawia się długo, gdy trzeba komuś pomóc. To przecież jest normalne.