


Piotr Lebek
Ostatnio cały świat mówi tylko o jednym: o kryzysie. Staramy się oszczędzać, zabezpieczać, martwimy się o nasz byt. Kryzys jednak nie dotyczy tylko naszych portfeli, ale również naszego ducha. Niestety o to drugie zdecydowanie mniej się martwimy...
Kryzys to czas próby. Próby charakterów. Kiedy Stany Zjednoczone nawiedził kryzys finansowy ostatnich miesięcy, świat obiegła wieść o rychłym końcu potęgi USA. Kryzys stał się zwiastunem upadku. Strach padł zarówno na mieszkańców Ameryki jak i na wszystkich obserwatorów tych przemian. Skoro Potężna Ameryka ugięła się pod nieubłaganym batem gorszej strony kapitalizmu, to czy to samo nie spotka nas? Choć pogłoski o końcu Ameryki były mocno przesadzone, to obawy jej mieszkańców okazały się uzasadnione. Wiele rodzin boryka się z trudnościami finansowymi. Zza oceanu docierają do nas smutne historie rodzin, które w ciągu kilku miesięcy straciły wszystko, ojców, którzy nie podołali i uciekają w alkohol, oraz załamanych matek. Próba charakterów polega na tym, że w czasie kryzysu możemy się poddać lub stawić czoła problemom. Jest jeszcze trzecie wyjście.
Bankowy gigant AIG, podobnie jak wiele instytucji finansowych, popadł w tarapaty - zwykła rzecz w czasach kryzysu, tym bardziej, że to od Banków ów kryzys się zaczął. Ta sytuacja nieuchronnie prowadziła do dramatycznych rozstrzygnięć. Pociągała za sobą tragiczne skutki nie tylko dla banku, jego pracowników i kontrahentów. W sytuacji nie do pozazdroszczenia znaleźli się klienci. Władze spółki pokornie zwróciły się do rządu USA, który debatował wówczas nad planem ratunkowym dla sektora bankowego, o pomoc finansową. Pomoc nadeszła - pieniądze wpłynęły na konta spółki, a było tego 85 miliardów dolarów. Kiedy okazało się, że ich brakuje, poproszono obywateli, żeby swoimi podatkami wsparli bank po raz kolejny. Znów zgoda. W sumie z państwowej kasy bank otrzymał 173 miliardy. Jak gigant zainwestował pieniądze? W kilka tygodni po otrzymaniu dotacji menadżerowie zadecydowali o przyznaniu sobie premii. Na bonusy wydano 165 milionów. W stan zażenowania wprowadziły mnie te doniesienia. Amerykańskich podatników wprowadziły w inny stan… Mówiąc delikatnie zrobiło się nerwowo. Okazało się, że niektórzy w momencie kryzysu wybierają wspomniane trzecie wyjście - wyjście bez twarzy, ale z korzyścią dla siebie.
Wielu z nas boryka się z kłopotami finansowymi, część z nich wynika być może z sytuacji na rynkach światowych. Codziennie musimy stawiać czoła także innym kryzysom. Kryzys duchowy nadchodzi na przykład równie niespodziewanie, jak ten, o którym słyszymy w mediach. Właściwie to każdy wie, że się zbliża, lecz nikt nie liczy się z tym niebezpieczeństwem. Myślimy - jest dobrze; czemu miałoby być źle? Ale z wolnym rynkiem i z wolną wolą jest tak, że od czasu do czasu przychodzi krach. Ekonomiści mówią, że kryzys oczyszcza i wzmacnia gospodarkę, a ojcowie Kościoła w duchowej pustyni widzą szansę na wzmocnienie duszy. Co mnie nie zabije…
Niestety, podobnie jak nie wszyscy wyjdą z twarzą z kryzysu finansowego, tak nie wszyscy wychodzą zwycięsko z kłopotów duchowych. Kiedy najmniej się tego spodziewamy, kiedy żyjemy z Panem Bogiem w dobrej komitywie, modlimy się regularnie, w niedzielę klękamy w kościele, a za nieliczne grzechy pokutujemy, rezygnując z piątkowej kiełbasy, właśnie wtedy nagle coś pęka. Modlimy się dalej, ale Góra milczy. Modlimy się więc mniej. W weekendy nadal nawiedzamy kościół, ale nie czując wiatru Ducha Świętego, dajemy się pochłonąć natrętnym myślom o wyjeździe za miasto. Duchowa piramida pozbawiona podstaw zaczyna się kruszyć, pękać. Odpuszczamy sobie. Jako menadżerowie własnej duszy dajemy plamę na całej linii. Ot, porażka w zarządzaniu - bywa i tak. Pytanie tylko jak się zachowamy, kiedy zaczniemy odczuwać pierwsze bolesne skutki kryzysu? Zwrócimy się o pomoc? Pomoc nadejdzie. Dodatkowa szansa wpłynie na nasze konto. Co z nią zrobimy - to nasza decyzja. Możemy wypłacić sobie premię i nadal defraudować powierzone aktywa lub zainwestować otrzymane dolary (talenty), wygrzebać się z kryzysu, wzmocnić swoją duchową instytucję i znów dążyć do doskonałości.