


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,25-30)
W ostatnim czasie miałem przywilej uczestnictwa w rekolekcjach zorganizowanych w austriackim Gaming (niedaleko Mariazell), a prowadzonych przez znanego również w Polsce - O. Raniero Cantalemessę OFMCap. (pełniącego obecnie funkcję kaznodziei Domu Papieskiego).
Rekolekcjonista zatytułował swój cykl katechez „Wierzyć w Jezusa dzisiaj”. Słuchacze z kilku państw europejskich (w tym ja również) w miarę postępu rekolekcji odkrywali ze zdumieniem, że w czasie wykładów mówca praktycznie nie udzielił żadnych wskazówek pomagających w znalezieniu odpowiedzi na pytanie w jaki sposób można w dzisiejszym świecie zachować czy rozwinąć wiarę w Jezusa. Całe jego nauczanie skupiło się raczej na Osobie i działaniu Ducha Świętego w życiu każdego chrześcijanina. Jako podstawę swoich katechez Ojciec Raniero wybrał znany starożytny hymn „O stworzycielu Duchu, przyjdź, nawiedź dusz wiernych Tobie krąg”. W perspektywie roku św. Pawła zainaugurowanym niedawno w Rzymie, kaznodzieja Domu Papieskiego zwrócił również uwagę na to, jakimi przymiotami określa Osobę Ducha Świętego Apostoł Narodów w swoich listach.
Najciekawsze jednak (szczególnie dla mnie) w całych rekolekcjach było świadectwo samego Ojca Raniero, jakim podzielił się z nami pod koniec całego cyklu katechez. Wspomniał w nim, że przez wiele lat był cenionym profesorem na jednym z uniwersytetów. W swoim dorobku naukowym ma wiele osiągnięć, w związku z tym szybko piął się po szczeblach kariery. Jednak mimo wszystkich osiągnięć, zarówno w swoim życiu kapłańskim jak i życiu zakonnym, nie doświadczał mocy Bożej.
W tym czasie zaczęli go frapować ludzie z kręgów charyzmatycznych, którzy zaczęli przeżywać rzeczywistość wiary w sposób bardzo prosty, a jednak bardzo dynamiczny. Był spowiednikiem części tych osób i ze zdziwieniem patrzył, jak wspaniałych dzieł dokonuje Duch Święty w życiu duchowym tych osób.
On sam wreszcie również zapragnął takiego doświadczenia i podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, przełamał się, aby powierzyć Jezusowi całe swoje życie. Od tego czasu doświadczył diametralnej zmiany. Zrezygnował ze swojej pracy naukowej i jako wędrowny kaznodzieja (na podobieństwo św. Franciszka) zaczął ludziom ukazywać plan jaki Bóg ma dla życia każdego z nas. W tym planie szczególne miejsce zajmuje Duch Święty pomagając nam postrzegać siebie jako synów i córki Boga Najwyższego.
W niespodziewany dla siebie sposób O. Raniero został poproszony przez papieża Jana Pawła II (a po jego śmierci przez papieża Benedykta XVI), aby został kaznodzieją Domu Papieskiego. Dzisiaj, mimo swojej „pozycji” wciąż prowadzi bardzo pokorną i nie rzucającą się w oczy posługę kaznodziejską, prowadząc na przykład rekolekcje dla kardynałów i biskupów, która wywiera głęboki wpływ na cały Kościół.
Osoba o. Raniero Cantalemessy stanowi po raz kolejny potwierdzenie słów dzisiejszej Ewangelii. Jego „kariera” rozpoczęła się dopiero, kiedy zdecydował się pozostawić wszystko to, co stanowiło o jego doczesnej „wielkości”. Przyszedłszy do Jezusa ze swoim utrudzeniem i obciążeniem doświadczył prawdziwie, że tylko On jest go w stanie pokrzepić. Wziąwszy na siebie Jego jarzmo i ucząc się od Niego o. Raniero znalazł ukojenie dla swojej duszy.
Patrząc na Jego świadectwo dostrzegam, po raz kolejny, że o wielkości człowieka nie decyduje Jego pozycja zdobyta wykształceniem czy majętnością. Dlatego i Ciebie Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, zapraszam do odważnego pójścia za Jezusem. Oddawszy Mu bowiem wszystko można zyskać... jeszcze więcej.