


s.M.Lidia Suchta SCB
„Liczymy na was, że nauczycie cały świat, czym jest miłość”
Jan Paweł II do niepełnosprawnych - 1987r.
Od 5 lat uczą mnie kochać moi Niepełnosprawni Chłopcy z nakielskiego domu, w którym bije 60 serc spragnionych obecności drugiego człowieka. To oni mi pokazują sens mego życia, są moją kolejną pasją życiową i - chyba zaraz za Jezusem - najważniejszą.
Wcześniej wydawało mi się, że katecheza i praca w Domu Dziecka jest tym, co pochłania mnie na tyle, iż odkrywam w tej służbie Żywego Jezusa, który mi daje impuls do działania.
Sługa Boży Jan Paweł II napisał w Liście Apostolskim „Salvifici Doloris”, przepiękną maksymę, która wyjaśniła mi w prosty sposób po co Jezus postawił mnie wśród niepełnosprawnych, a mianowicie: „Cierpienie jest po to, by wyzwalało miłość”! Już nie zadaję Mu żadnych pytań typu: dlaczego, np. wyrwał mnie w brutalny sposób (wiem co piszę) z pracy z dziećmi z Domu Dziecka, która mnie fascynowała i zafundował mi oszałamiającą niespodziankę, do której nie miałam żadnego przygotowania. Dałam się porwać, ufając, że chyba wie co robi!
I okazało się, że Jezus wiedział, bo znał mnie najlepiej! To był Jego chwyt Serca! W innych okolicznościach pewnie bym się z Nim targowała jak na Lidię - przekupkę (z Dz 16, 14) przystało. Dziś nie ma dla mnie większej pasji!
Zetknięcie z ludźmi sprawnymi inaczej powoduje, że każdy musi zatrzymać się choć na moment i pomyśleć o podstawowych ludzkich wartościach. Oni swoją obecnością potwierdzają potrzebę wzajemnej pomocy; są bodźcem, wezwaniem i swoistą prowokacją do refleksji dla każdego człowieka nad tym, jak wygląda jego stosunek do niepełnosprawnych. Dziś mimo haseł o integracji osoby niepełnosprawne często znajdują się na drugim planie. Człowiek niepełnosprawny - zdaniem J. Vaniera - odsłania nam to, czego boimy się i nie akceptujemy w sobie samych. I to jest główną przyczyną jego odrzucenia. Osoby z upośledzeniem umysłowym pozbawione są co prawda zdolności myślenia abstrakcyjnego, jednak brak ten rekompensowany jest wyjątkowym rozwojem emocjonalnym.
Upośledzony żyje nie tyle w sferze rozumu, co serca. Jest bezgranicznie ufny, swoją prostotą łamie wszelkie konwencje. Niepełnosprawni mogliby w świecie spełnić wielką misję wnosząc do naszego życia tak wiele prostych wartości serca. Dramat polega na tym, że jesteśmy na nich zamknięci.
Zauważenie osób niepełnosprawnych wymaga od pozostałych przewartościowania w sobie norm funkcjonujących w świecie, określających, co jest „normalne”, co „nienormalne” i pozwolenia innym żyć według ich, a nie narzucanych przez nas, zasad. Niepełnosprawni nie mają pancerza ochronnego, łatwo ich zranić, nawet nieświadomie. Oni też potrafią skrzywdzić w chwilach niezależnych od nich ataków związanych z ich chorobą, ale my mamy po to rozum i doświadczenie, by umieć przewidywać i zapobiegać oraz chronić innych i siebie.
Okazuje się, że nie tylko osoby słabe potrzebują silnych. Jest także odwrotnie. Osoby słabe i kruche potrafią budzić u silniejszych to, co w nich najlepsze. Prowadzą do odkrycia pełni człowieczeństwa, bo uczą nas miłości za nic, za to po prostu, że jesteśmy!
Ludzie niepełnosprawni nie mają tyle do zaoferowania, co ludzie w tzw. normie, ale potrzebują ciebie dotknąć, przytulić się, popatrzeć na ciebie, być zauważonym. Oni tym nas uczłowieczają. Należy ich wciągać w nasze życie. Są z tego powodu bardzo szczęśliwi. Oni mają potrzebę bycia potrzebnymi i są potrzebni. Kochają piękno natury, cieszą się z każdego nowego wydarzenia, imprezy, ale najbardziej porywa ich muzyka.
Moi Niepełnosprawni Chłopcy są specjalistami do odbioru każdego najmniejszego gestu miłości i jednocześnie potrafią obdarowywać niewspółmiernie bardziej do świadczonej im pomocy. Uczą mnie i wszystkich, którzy dadzą się porwać takiej miłości, a która pozwala zrozumieć, że kochać kogoś to pomóc mu odkryć jego piękno, jego niepowtarzalność, światło ukryte w jego wnętrzu. Ta komunikacja miłości realizuje się przez rodzaj postawy, spojrzenie, uśmiech, gesty, w których jest tyle niewyrażalnego ciepła.
Każdy człowiek szuka celu i sensu swego życia i pragnie wypełnić je takimi wartościami, które przyniosą mu szczęście i jego najbliższym. Wielu oczekuje swego spełnienia służąc jakiejś szlachetnej misji czy idei. Taką właśnie misją jawi się praca z niepełnosprawnymi. Niestety nie wszystkie jeszcze środowiska rozumieją i właściwie pojmują dar i zadanie jakim są sprawni inaczej dla nas.
Im częściej społeczeństwo będzie miało kontakt z niepełnosprawnymi i im więcej będzie o nich wiedzieć, w tym większym stopniu percepcja tych osób ulegnie poprawie. Dlatego nasz dom jest otwarty na każdego, kto zechce dać odrobinę serca i zainteresowania naszym chłopcom.
Jest to długotrwały proces uświadamiania sobie i innym, że niepełnosprawni mają taką samą godność jak wszyscy, a praca z nimi może stać się pasją, której warto poświęcić życie i swoje talenty. One z pewnością przyniosą taki procent, który nawet w najśmielszych marzeniach nie dałoby się wykalkulować, bo podwójnie odwzajemnionej miłości i wdzięczności nie da się niczym innym zastąpić, a zwłaszcza, gdy się jej nie oczekuje. Zatem „...niepełnosprawność nie jest ostatnim słowem w życiu. Ostatnim słowem jest miłość. Twoja miłość, która nadaje sens życiu” (Jan Paweł II).
Odnajdujemy to również w wierszu ks. J. Twardowskiego „Mój Bóg jest głodny... tylko miłością mój Bóg daje się nakarmić”, który zainspirował mnie do napisania swoich refleksji, związanych z dziećmi, do jakich posyłał mnie Bóg.
Mój Bóg był i nadal jest w dzieciach niechcianych, niekochanych, odrzuconych, z tzw. marginesu społecznego, z rodzin patologicznych rozbitych i skłóconych, w dzieciach molestowanych, wykorzystywanych, bitych i poniewieranych... - w dzieciach z domów dziecka i sierocińców.
Mój Bóg był i nadal jest w dzieciach warszawskich katechizowanych kiedyś przeze mnie: inteligentnych, zadbanych zewnętrznie, uzdolnionych, telewizyjnych... - ale z pustką w sercu!
Mój Bóg teraz ma wykrzywione ręce i nogi, z grymasem twarzy i paraliżem całego ciała, zanikiem mięśni,nie mówi, czasem i nie słyszy, komunikuje bełkotem, czasem krzykiem lub gestem, albo tylko wzrokiem, w którym jest całe niebo! Nie skarży się - choć nosi w sobie cały ciężar niewyrażalnego cierpienia.
Mój Bóg ma za to kochające serce i całym sobą woła o miłość! Jest spragniony drobnego gestu czułości, a gdy go otrzyma - oddaje nieporównywalnie więcej! Czujesz wtedy dotyk i uśmiech Samego Boga!
- Taki jest mój Bóg mieszkający w moich Niepełnosprawnych Chłopcach - moich Przyjaciołach podarowanych mi z CENTRUM Bożego Serca dla mego serca, by mogło wzrastać w miłości.
Zobacz Jasełka przygotowane przez siostrę Lidię oraz jej podopiecznych: