Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.

CHRZEŚCIJANIE

Pokora

Michał Misztal /Jezus.com.pl

 

Kiedy słyszę słowo pokora, jeszcze dzisiaj nieraz odczuwam frustrację - nieuzasadnioną i kompletnie absurdalną. W przeszłości kiedy tylko usłyszałem to słowo od razu się we mnie "gotowało". Wiele razy słyszałem od mądrzejszych od siebie ludzi, że pokora jest potrzebna, że bez pokory nie można być prawdziwym chrześcijaninem. W zewnętrznej postawie przyjmowałem z pełną powagą cenne słowa, moje wnętrze jednak albo się buntowało, albo mówiło "no przecież już jestem całkiem pokorny - jest nieźle". Te sytuacje pokazują mi jedno, że tej pokory mi brakuje.

 

Wielu świętych mówiło, że pokora jest potężną bronią w walce przeciwko szatanowi. Dlaczego? Przecież, w dość potocznym myśleniu, pokora jest to po prostu okazywanie słabości. W jaki sposób mogę walczyć i co najlepsze zwyciężać "uniżając się". Należy przypatrzeć się bliżej temu, co nazywamy pokorą. Słowo pokora po łacinie to humilitas. To słowo wywodzi się od innego łacińskiego słowa jakim jest humus czyli "ziemia". Co ciekawe ludzkość, to po łacinie humanus. Po co te gierki słowne i co w nich ciekawego? Otóż jest w tych łacińskich słowach coś wspólnego, pewien głęboki rdzeń, jakaś intuicja, która je łączy. Ta intuicja wskazuje na ziemię, glebę, przybliżenie się do niej - pochylenie się. Można by to wszystko odczytać w ten sposób, że ludzkość (humanus), ma być w nieustannej postawie uniżenia, pochylenia, zbliżenia się do ziemi (humus), po to, żeby być autentycznie pokorną (humilitas). No dobrze, ale teraz rodzą się kolejne pytania: po co ludzkość ma być pokorna, przecież to nie jest ani nic przyjemnego, ani modnego... no i wobec kogo mamy być pokorni.

 

Teraz musimy przyjrzeć się nieco otaczającej nas rzeczywistości. Bynajmniej nie chodzi mi teraz o to, żeby rozejrzeć się po pokoju, czy miejscach w których się znajdujemy. Chodzi mi o coś głębszego. O tzw. - jakże w swojej nazwie wyszukanie brzmiącą - "rzeczywistość duchową". Co to jest rzeczywistość duchowa? Bóg jest duchem. Aniołowie to też duchy. Szatan i Jego służalcy to także duchy. Człowiek - ja, Ty, nasi bliscy - również jesteśmy duchami (tyle, że "ubranymi" w ciało). I co dalej z tą rzeczywistością duchową? Ano to, że jest wojna. Tak - wojna. Największa batalia wszech czasów rozgrywająca się gdzieś na granicy ludzkiego serca i ciała. W tej bitwie walczą złe duchy przeciwko Bogu i Jego armii. Teraz pytanie: z której strony jesteśmy my? Odpowiedź wydaje się być oczywista - po stronie Boga Zastępów (który notabene już wygrał i dzięki temu my także już jesteśmy zwycięzcami, należy tylko w tym zwycięstwie wytrwać). Będąc jednak na wojnie nie można nie mieć broni. Żołnierze w Iraku, Afganistanie, czy innych rejonach świata nie strzelają z ustruganych przez siebie kijów i nie rzucają w siebie nawzajem kamieniami (muszę w tym momencie powiedzieć, że oczywiście nie pochwalam wojny ani zabijania). Teraz dochodzimy do miejsca, w którym możemy wrócić do tego co napisałem na początku. Wielu świętych ludzi mówiło, że pokora to broń w walce z Szatanem. Sam kiedyś od pewnego księdza usłyszałem, że żeby przezwyciężyć pewne pokusy mam być pokorny.

 

Gdyby stworzyć prostą definicję pokory, mogłaby ona brzmieć mniej więcej tak: pokora to prawda o sobie i o Bogu. Pokora to prawda, tzn. nie jakieś sfingowane pseudo-informacje, ale najszczersza, krystalicznie czysta prawda... o sobie i o Bogu, tzn. o tym kim jestem ja i kim jest Bóg. Więcej, kim jesteśmy (ja i Bóg) dla siebie nawzajem. A prawda jest taka, że On jest Stwórcą, a ja jestem stworzeniem. On jest święty, a ja grzeszny. On jest nieskończony, a ja wręcz przeciwnie. Można by tak wyliczać długo... W tę naszą relację z Bogiem wchodzi diabeł chcąc zniszczyć wszystko co popadnie. Tumani nas na wszystkie możliwe sposoby, byleby tylko odciągnąć nas od Źródła Dobra i Szczęścia. I tutaj bardzo przydaje się pokora. Jeśli przychodzi nieproszony gość, bacznie nas obserwuje, jakie są nasze najsłabsze punkty, a później skutecznie w nie atakuje. Kiedy to się dzieje, to niemożliwym jest, żebym obronił się własnymi siłami, po prostu nie mam takiej możliwości - diabeł jest mądrzejszy, inteligentniejszy, sprytniejszy i silniejszy ode mnie. Jeśli jednak ja, w momencie pokusy, uznam przed sobą i przed Bogiem, że autentycznie jestem słaby, to (i tutaj wracamy do uniżenia) pochylam się przed Bogiem uznając, że On jest najpotężniejszy i tym samym swoją postawą pobudzam Go i mobilizuję do działania. No, a jak Najpotężniejszy się "rozpędzi", to nie chciałbym się znaleźć w skórze Złego. Pokora to prosty mechanizm uznania przed Bogiem, że to On jest najpotężniejszy, i że to On może mnie uratować przed upadkiem. Z własnego doświadczenia wiem, że najtrudniejszym jest moment zwrócenia się do Boga w momencie pokusy, na szczęście "trening czyni mistrza".

 

Chciałbym powiedzieć o jeszcze jednej zalecie pokory w walce. W walce z samym sobą. Nie jest rzadkością to, że popadamy w pychę. Pycha była powodem upadku diabła. Zapatrzony w piękno, którym obdarzył Go Bóg nie chciał przyznać, że był to dar, ale uznał to za swoje i podjął decyzję, że nie będzie służył Jedynemu Bogu. My bardzo często popadamy w tę samą pułapkę. Kiedy mamy wystarczająco dużo pieniędzy, kiedy nie trzeba się martwić o jutro, albo kiedy jest nam przyjemnie z jakimś grzechem, to bardzo łatwo odrzucamy Boga i podejmujemy decyzję, że nie będziemy Mu służyć. Niestety skutki takiej decyzji mogą się okazać tragiczne. Jeśli uznamy samych siebie za źródło dobra, szczęścia i przyjemności, których jesteśmy uczestnikami, to tak naprawdę okłamujemy się i samych siebie skazujemy na potępienie. Dlaczego tak ostro? Bo zbawienie daje tylko Bóg - daje je za darmo, nie trzeba na nie zasługiwać, wystarczy je przyjąć. My jednak wolimy mieć wszystko we własnych rękach, czego powodem są w końcu życiowe dramaty, oschłość serca na Bożą Ewangelię, a w konsekwencji niedopuszczenie Jezusa - Zbawiciela do swojego życia. Pokora w tym przypadku ma chronić nas, przed nami samymi. Ma chronić mnie, przed moim stawianiem siebie wyżej niż faktycznie się znajduję. Przed wchodzeniem na zbyt wysokie kolumny. I chodzi tu tak o wielkie duchowe sprawy, poczucie szczęścia i spełnienia (tzw. samozbawienie, tzn. własnymi siłami mogę doprowadzić do tego, że będę wiecznie żywy, piękny i szczęśliwy - co jest oczywiście ułudą) jak i o proste przyziemne sprawy, np. relacje z innymi ludźmi. Sami wiemy jak łatwo jest wywyższać się ponad innych z byle powodu.

 

Pokora oczywiście to temat głęboki. Można mówić o pokorze jako praktykowanym zachowaniu, można mówić o pokorze tzw. wlanej, tzn. łasce pokory. Jedno jest pewne, bez pokory naprawdę nie można być chrześcijaninem, nie można stanąć przed Bogiem i z czystym sumieniem powiedzieć "Boże jestem OK". Bo jest wojna, wojna nie na miecze i nie na karabiny. Jest to wojna duchowa, wojna o Prawdę, o zbawienie, wojna o moje i Twoje wieczne życie. Życzę sobie, żebym tego o czym napisałem wyżej przestrzegał. Modlę się też o to, żeby Bóg dał mi jeszcze więcej tej pokory. Nie chodzi o to, że się tym teraz chwalę. Bo pokora to również życie w zgodzie z własnym sumieniem, a ja w swoim sumieniu wiem, że jeszcze mi jej wiele potrzeba. Tej właśnie pokory życzę też Tobie, żebyś mógł zwyciężać zasadzki Złego i uznawać Boga za Boga, a siebie za siebie - Jego sługę i wierne Dziecko.

Chrześcijanie

KOMENTARZE

Imię

E-mail

Komentarz