


Aleksandra Mika
Kolejne zadanie: wkładanie pustych butelek na linię produkcyjną balsamów. Optymalnie to będzie po 4... raz, dwa, trzy, cztery... „Panie - zmiłuj - się - nade mną”. I tak przez godzinę, potem zmiana zadania: wkładanie korków... raz, raz, raz... „Jezus - Jezus - Jezus”.
W tym roku otrzymałam prezent na okres adwentu: praca na produkcji w firmie kosmetycznej. Można by kombinować z różnymi postanowieniami, a tu wystarczy przyjąć to co przynosi codzienność: bolące plecy przy ładowaniu palet, upokorzenie, gdy ciągle coś leci z rąk, nie wychodzi tak szybko jak powinno, no i te nie zawsze zrozumiane intencje, powodujące konflikty. Dobrze było trafić na wyrozumiałego prowadzącego, z takim, nawet po sprzeczce można się pogodzić, ale jak ktoś ci chce coś udowodnić, to już gorzej… A na niektórych stanowiskach to i można się skupić na różańcu, czy Modlitwie Jezusowej.
Pomyślałam, że praca fizyczna, to chyba bardziej służy życiu duchowemu, niż intelektualna. Zresztą dobrym przykładem jest św. Faustyna. Dobrze by było, gdyby wszyscy mieli wiarę i pokorę do odnajdywania, w codziennych trudach, miłości Bożej.
Niektórzy mówili, że taka robota na taśmie jest nudna, ale czy coś może się nudzić, jeśli się to robi z miłością do Jezusa?