Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.

CHRZEŚCIJANIE

Hospicjum - nadzieja odnaleziona na nowo

Aleksandra Sowa-Zduńczyk /Jezus.com.pl

 

Hospicjum większości naszego społeczeństwa kojarzy się z umieralnią dla tych, którzy nie mają już nikogo bliskiego. Czym jest naprawdę? Czy z pracy w takim miejscu można czerpać radość i nadzieję?

 

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Angeliką Smogór, absolwentką Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Ślaskiego, która pracuje jako psycholog w Katowickim Hospicjum im. Jana Pawła II.

 

Witam serdecznie! Na początek opowiedz krótko o tym, czemu ma służyć hospicjum, jaki jest funkcjonowania tej instytucji?

 

Angelika Smogór: Zacznę od tego, co najważniejsze: hospicjum nie jest, jak wydaje się wielu ludziom, umieralnią lub ładniej nazywanym przygotowaniem do godnego umierania. Podstawowym zadaniem hospicjum jest uśmierzenie bólu, zarówno tego fizycznego, przy pomocy środków medycznych i farmakologicznych, jak również bólu psychicznego. To drugie dokonuje się często przez pojednanie się przed śmiercią z rodziną i dokonanie bilansu z całego życia.

 

Wydaje się, że ludzie w hospicjum tylko umierają. Czy są też tacy, którzy po jakimś czasie opuszczają to miejsce?

 

Angelika: Tak. W każdym hospicjum jest ustalony okres przez jaki pacjent może tam przebywać. U nas jest to 60 dni. Jeśli w tym czasie stan chorego ustabilizuje się lub lekarze zdołają tak dobrać leki, że przestanie odczuwać ból, to może wrócić do domu. W niektórych przypadkach jest to bardzo pomocne, ponieważ trudno by było przetrzymywać w hospicjum do końca życia osoby, które mają przed sobą np. jeszcze 5 lat życia. Z drugiej strony nawet przy ustabilizowanym stanie zdrowia opuszczenie hospicjum niestety nie zawsze jest możliwe. Np. kiedy osoba teoretycznie potrafi sobie poradzić, ale mieszka sama, to na wózku inwalidzkim nie przejedzie nawet przez próg.

 

Czy długo czeka się na miejsce w hospicjum?

 

Angelika: Różnie się zdarza. My nie jesteśmy w stanie przewidzieć ile faktycznie będzie u nas pacjent, czy to będzie kilka dni, czy np. te dwa miesiące. W związku z tym są momenty, kiedy ktoś czeka na miejsce, ale jeszcze nie zdarzyło się, żeby to trwało dłużej niż tydzień.

 

Czy większość osób, które przebywają w hospicjum jest rzeczywiście samotna?

 

Angelika: Statystycznie to dotyczy mniej więcej połowy osób. Często jednak zdarza się tak, że osoby, które są do nas skierowane z pomocy społecznej jako samotne, bez rodziny, starają się odnaleźć swoich bliskich, a my im w tym pomagamy, piszemy listy, staramy się w Internecie kogokolwiek odnaleźć.

 

Proszę, powiedz kilka słów o hospicjum, w którym pracujesz.

 

Angelika: Nasze hospicjum mieści się w Katowicach, pełna nazwa to Archidiecezjalny Dom Hospicyjny im. Jana Pawła II prowadzony przez Caritas. W tej chwili jest w trakcie rozbudowy, prawdopodobnie będzie około 6 łóżek więcej. Na dzień dzisiejszy mamy 14 miejsc. Jedna sala jest czteroosobowa, a pozostałe dwuosobowe. Warunki są naprawdę bardzo dobre. W ostatnim czasie brakuje nam pielęgniarek, ciągle poszukujemy nowych osób, zdarza się, że niektóre panie biorą tylko po kilka dyżurów i zmieniają się co miesiąc, ponieważ zapotrzebowanie jest tak duże. W ciągu jednej zmiany w hospicjum jest Ksiądz dyrektor, psycholog, pielęgniarka oddziałowa, dwie pielęgniarki i rehabilitantka.

 

Wiem, że dopiero od niedawna w każdym hospicjum pracuje również psycholog. Jaka jest jego rola i zadanie?

 

Angelika: Przede wszystkim jest to praca z pacjentami. Wielu z nich jest nieświadomych swojej choroby, ponieważ nie zostali poinformowani o tym ani przez rodzinę ani przez lekarza. Często rodzina uważa, że kiedy pacjent dowie się, że jest chory na raka, to załamie się psychicznie. W rzeczywistości okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Akurat niedawno mieliśmy dwóch panów, którzy nie wiedzieli, że są w ostatnim stadium raka, ani, że są w hospicjum. Jeden z nich myślał, że jest w szpitalu na zwyrodnienie stawów kolanowych, więc to nie jest choroba, na którą się umiera. W momencie, kiedy on z dnia na dzień został przykuty przez chorobę do łóżka, to był w szoku i wpadł w taki dołek psychiczny, że przestał się do kogokolwiek odzywać. Wtedy nie można było już nic zrobić, tylko przy nim siedzieć, bo  nie chciał z nikim rozmawiać, czuł się oszukany i okłamany. Natomiast jeśli rodzina sobie życzy, żeby poinformować pacjenta o chorobie, to psycholog informuje. W takiej sytuacji dużo łatwiej później pracować z chorym Oczywiście psycholog nie informuje go w taki sposób jak często robią to lekarze, podając po prostu wyniki badań i nazwę choroby, tylko stara się zrobić to bardziej delikatnie i podejść do tego ze współczuciem. Oprócz tego, zadaniem psychologa jest przygotowanie pacjent na śmierć. Staram się najpierw wspólnie z chorym przeanalizować całe jego życie - to się właśnie nazywa bilans. Zastanawiamy się, co było dobre, a co  złe oraz co by zmienili w swoim życiu, gdyby mieli okazję. Wielu z nich chciałoby poprawić swoje relacje z rodziną. Wtedy jeżeli jest taka możliwość, to albo staramy się odnaleźć rodzinę, albo dzwonimy do niej, czy mogłaby częściej przychodzić. Staramy się czasami wspólnie z rodziną znaleźć jakieś rozwiązanie w trudnych sytuacjach, kiedy np. ktoś pracuje i jeszcze ma dziecko to wiadomo, że trudno dojeżdżać jeszcze codziennie do hospicjum, ale wtedy prosimy, żeby przyjeżdżać chociaż na pół godziny dwa razy w tygodniu. Ważnym zadaniem psychologa jest również praca z rodzinami. Wiele jest tematów do rozmów bliskimi chorych, np. niektóre rodziny mają wyrzuty sumienia, że oddały swoich bliskich do hospicjum. Mimo, że naprawdę fizycznie nie podołałyby takiemu zadaniu, jakim jest opieka nad obłożnie chorym, to wydaje im się, że ludzie źle teraz na nich patrzą, sąsiedzi ich obgadują, że pozbyli się ciężaru i świętują. W takiej sytuacji tłumaczymy im, że musieliby być pielęgniarką, lekarzem i psychologiem w jednej osobie, co jest zwyczajnie niemożliwe. Oczywiście zdarzają się również rodziny, które rzeczywiście oddają swoich bliskich, żeby mieć spokój. Z nimi też staramy się rozmawiać, żeby zmienić ich nastawienie i nakłonić do częstszych kontaktów z ich chorymi. Jednak głównym zadaniem psychologa jest  bycie taką gąbką emocjonalną, czyli takie chłonieńcie wszystkiego, co pacjent mówi.

 

Odwiedzasz również rodziny chorych w domu?

 

Angelika: Nasze hospicjum obejmuje też hospicjum domowe i to jest coś zupełnie innego. Z rodzinami chorych, którzy na stale przebywają u nas mamy kontakt telefoniczny. (Każdy kto oddaje chorego do hospicjum musi zostawić jakiś namiar na siebie.)

 

Na czym polega hospicjum domowe, o którym wspomniałaś?

 

Angelika: Hospicjum domowe polega na tym, że pacjent zostaje w domu i opiekuje się nim rodzina, tylko dwa razy w tygodniu przyjeżdża pielęgniarka i lekarz. Na początku pielęgniarki uczą jak opiekować się z chorym leżącym, żeby jak najbardziej ulżyć mu w cierpieniu.

 

Mówiłaś o tym, że psycholog chłonie wszystko, co pacjent mówi. To na pewno zostaje potem w Tobie. Jak sobie z tym radzisz?

 

Angelika: Mam to szczęście, że mój mąż również jest psychologiem i bardzo mi pomaga. Po prostu wyrzucam z siebie wszystko przed nim, a on mając większy dystans do tych spraw, słucha, czasem doradza. Jak bardzo potrzebny jest taki ktoś, komu można to wszystko opowiedzieć przekonałam się kiedy jakiś czas temu mąż wyjechał na tydzień. Widziałam wtedy jak strasznie to wszystko zostawało we mnie kiedy np. budziłam się rano i pamiętałam, że śniło mi się hospicjum, albo kładłam się spać i łapałam się, ze też o tym myślę, cały czas. Potrzebny jest ktoś z kim można pogadać. Dlatego żałuję, że psychologowie w hospicjach nie mają jeszcze superwizji, czyli spotkania z psychologami pracującymi w tej samej branży, którzy mają większe doświadczenie i wspólnie dyskutują o problemach. Niestety, w hospicjach nie zostało to jeszcze wypracowane.

 

Dlaczego wybrałaś właśnie taką pracę?

 

Angelika: Prawda jest taka, że ta praca mnie wybrała bardziej niż ja ją. Kiedy dostawałam się na psychologię, to chciałam być biegłym sądowym i nic innego mnie nie interesowało. W hospicjum zaczęłam od wolontariatu i, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że sprawdzam się w tej pracy i przynosi mi ona bardzo dużo satysfakcji. Musiałam również pokonać sama w sobie taki stereotyp, że pracując w hospicjum po miesiącu będę miała depresję. Wcale tak nie jest! Chorzy, z którymi tam się spotykam mają w sobie taką radość życia, tak bardzo chcą czerpać jeszcze z życia, że to jest aż zaraźliwe. Często w tym ostatnim etapie, kiedy już akceptują  to, że umrą, to nawet żartują z tego, wymyślają jakieś śmieszne historie. Każdy już ma jakieś swoje wyobrażenia o śmierci.

Co Ci daje największą radość w tej pracy?

 

Angelika: Kontakt z ludźmi. Właśnie takie uczenie się, że dla tych ludzi już każdy dzień jest ważny. Trudno to w swoje życie wdrożyć, czasami są takie dni, że jak się przychodzi do domu, to chce się tylko położyć, spać i zamknąć przed światem. Ale wtedy właśnie warto sobie przypomnieć, że niektórzy oddaliby jeszcze dużo za taki zwykły dzień. Dlatego też ta praca bardzo pozytywnie wpływa na moje życie.

Co uważasz za największy swój sukces zawodowy?

 

Angelika: Za największy swój sukces uważam odnalezienie córki pacjenta, z którą ojciec nie miał kontaktu przez 30 lat. To był dla mnie naprawdę bardzo poruszający moment. Napisaliśmy list do tej córki, chory pamiętał jeszcze mniej więcej adres i okazało się, że ona nadal tam mieszka. Przyszła w piątek rano, a wieczorem pacjent umarł. Tak jakby czekał na to pożegnanie i pojednanie się. To był jeden z tych momentów, które na pewno zapamiętam do końca życia.

Jesteś nie tylko psychologiem, ale również osobą wierzącą. Jak widzisz swoją rolę w hospicjum z perspektywy wiary?

 

Angelika: To się tam akurat bardzo wiąże. Jesteśmy katolickim domem hospicyjnym, więc codziennie jest Komunia. Pełnię wtedy rolę ministranta. Pacjenci też są tam wierzący, co wiele ułatwia, ponieważ wiedzą, że życie to jest pielgrzymka i Ktoś na nich dalej czeka. Nie wyobrażam sobie jak miałaby wyglądać taka praca z ateistom, który wierzy tylko w siebie. Myśli, że umrze i nic już nie będzie dalej. Nie wiedziałabym chyba jak mu pomóc.

 

Czyli do tej pory nie spotkałaś się tam z osobą niewierzącą?

 

Angelika: Nie. Nawet jeśli ktoś nie przyjmuje Komunii i mówi, że przez ileś tam lat nie praktykował, to i tak ma dużą potrzebę przyjęcia Sakramentu chorych. A to znaczy, że w sercu jednak zostaje jakaś wiara. Rozmawiając z pacjentami obserwuję, że często do Pierwszej Komunii to jest etap wierzący, a potem dopiero kiedy ktoś zachoruje albo nawet już jest w hospicjum, to zaczyna znów Pana Boga szukać. Wiara na pewno bardzo pomaga w przejściu przez śmierć. I to zarówno chorym, jak i ich rodzinom, a także pracownikom. Taka świadomość, że to jednak nie jest koniec, że człowiek nie rozpływa się tak po prostu w powietrzu jest niesamowicie ważna.

 

Opowiedz jakąś historię z hospicjum, która jest dla Ciebie osobiście ważna i pozytywna, pozytywna.

 

Angelika: Na pewno za taką uznaję historię córki jednego z pacjentów odnalezionej po latach, o której już wcześniej wspominałam. Ale był też inny pacjent, który miał dobre kontakty ze swoją córką, a z synem, który 25 lat temu wyjechał do Stanów Zjednoczonych i tam się osiedlił, stracił kontakt. Jednak ten syn odkąd dowiedział się, że ojciec jest chory na raka, to tak się zmobilizował, także finansowo, że był co miesiąc w Polsce. To było bardzo budujące. Również ojciec cieszył się nawet ze swojej choroby, bo ona ułatwiła mu kontakt z synem. Przykre sytuacje też się zdarzają np. mama umarła, a syn nie dzwoni się dowiedzieć jak to się stało, ani się wytłumaczyć, dlaczego nie był się pożegnać w tych ostatnich momentach, tylko mówi, żeby absolutnie nikomu innemu z rodziny nie oddawać karty bankomatowej. To jest naprawdę tak okropne, że we mnie aż budzi agresję. Na szczęście takie przypadki stanowią margines. Najczęściej można obserwować bardzo dużo pozytywnych postaw. Kolejnym przykładem jest całkowite poświęcenie się żony jednego z pacjentów, która rezygnuje z pracy, ponieważ urlop skończył się już kiedy opiekowała się mężem w domu, a ona także w hospicjum chce być przy nim i rezygnują z pracy. Nie myśli o tym, co będzie dalej, tylko chce wykorzystać te ostatnie sekundy. To przykład ogromnego poświęcenia i wielka miłość naprawdę aż do śmierci.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę i ukazanie naszym czytelnikom bardziej ludzkiego oblicza hospicjum.

 

Rozmawiała Aleksandra Sowa-Zduńczyk.

Chrześcijanie