


Anna Fick
Miałam pretensje do Boga, że pozwolił na to by ktoś bardzo mnie zranił. Wielka rana, którą miałam w sercu zaczęła utwierdzać mnie w złym przekonaniu, że jestem Bogu obojętna i zasłużyłam sobie na odrzucenie, które odczuwałam. I kiedy byłam już na skraju załamania przez tę całą złość i bunt, który miałam w sobie pojawiła się iskierka nadziei, która przyszła z modlitwą.
Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem i bawiłam się z moimi rówieśnikami na podwórku, a często były to dzieci z tzw. trudnych rodzin, które nie chodziły do kościoła i mało kto mówił im o Bogu. Czasami korzystałam z okazji podczas naszej zabawy mówiąc im, że Pan Jezus jest dobry i że jest Mu ciężko kiedy grzeszymy. O ile sięgam pamięcią to były pierwsze chwile, w których zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że życie bez Jezusa nie ma sensu. Im byłam starsza tym bardziej chciałam poznawać Boga, z utęsknieniem czekałam na dzień, w którym mogłam przyłączyć się do wspólnoty oazowej w mojej parafii.
Jednak w pewnym momencie swojego życia spotkałam człowieka, który z czasem stał się dla mnie bardzo bliski, ale daleki był od Boga. Chciałam mu pokazać, że można żyć inaczej. Tak bardzo uwierzyłam we własne siły, że zapomniałam w tym wszystkim o Bogu, że to On ma moc przemieniać ludzkie życie. Zaczęłam polegać tylko na sobie nie zauważając, że ten człowiek wcale nie chce żadnej przemiany, a jeśli początkowo zachowywał się w taki sposób to tylko dlatego, że ja tego chciałam, a nie on. Budując naszą relację na kłamstwie w końcu odszedł. A ja kochając go mimo wszystko zostałam z poczuciem beznadziejności. Miałam pretensje do Boga, że pozwolił na to by ktoś tak mnie zranił. Wielka rana, którą miałam w sercu zaczęła utwierdzać mnie w złym przekonaniu, że jestem Bogu obojętna i zasłużyłam sobie na to odrzucenie. I kiedy byłam już na skraju załamania przez tę całą złość i bunt, który miałam w sobie pojawiła się iskierka nadziei, która przyszła z modlitwą pewnego wieczoru. Modląc się pogrążona w smutku nagle odczułam niesamowitą bliskość Boga, który jakby wyszedł mi naprzeciw. Trudno to ująć w słowa, ale ta pewność Jego obecności skłoniła mnie do tego, że zaczęłam oddawać Panu Bogu cały ten mój ból, który miałam w sercu i prosiłam Go żeby mi pomógł. Ulga nie przyszła od razu, ale bardzo powoli, zauważyłam, że jest coraz więcej pokoju w moim życiu. Bolesne momenty czasami wracały, ale miałam w sercu coraz więcej wiary, że Bóg mnie kocha jak nikt i dał mi łaskę zrozumienia sensu tego mojego cierpienia.
Dziś wiem jak ważna jestem dla Boga i z całą pewnością mogę powiedzieć, że to trudne doświadczenie zbliżyło mnie do Pana. Każdy dzień powierzam Jemu i choć wiara nie opiera się na uczuciach, to odczuwam Jego obecność w najdrobniejszych sprawach i każdym momencie mojego życia. Napełnia mnie radością to, że Jezus daje mi tak wspaniałą obietnicę jaką jest niebo. Boża wyzwalająca miłość jest całym źródłem mojej siły, wiem, że jeśli będę czerpać z tego źródła, moje życie będzie podążać w dobrym kierunku.