


ks. Alfred Staniek
Pamiętamy wszyscy historię, która zapisana jest w księdze Dziejów Apostolskich, kiedy Duch Boży posyła Filipa, aby spotkał się z dostojnikiem królowej etiopskiej Kandaki. Dostojnik wracał do swojego kraju i czytał jakąś księgę. Była to księga proroka Izajasza. Podczas rozmowy dostojnik zadaje Filipowi pytanie: Proszę cię, o kim to prorok mówi? O sobie samym, czy też o kim innym?
Czytał wtedy o Słudze Pana, którym był, jak wiemy, Jezus Chrystus. Czytając ten sam tekst możemy postawić to samo pytanie: O kim jest tutaj mowa? O kim Izajasz pisze w tym fragmencie?
Czytamy tam o pewnym Słudze Bożym, który został powołany przez Boga jeszcze przed urodzeniem, został wybrany przez Boga opatrzony Bożym błogosławieństwem, potrzebną energia, zdolnościami; można powiedzieć odpowiednimi talentami, był przez Boga odpowiednio chroniony.
Taki oto Boży wybraniec ma zostać Bożym Sługą, narzędziem w Bożym ręku, którego Bóg posyła do ludu, aby mówić do ludu, aby napominać, ganić, nawracać, prowadzić do Boga. Przez takiego sługę Bóg też chce pokazać swoją wspaniałość, miłosierdzie, miłość, ale także swój Majestat i Wszechmoc.
Trzecie zwrotka znanej pieśni: „Za rękę weź mnie Panie”, w niemieckiej wersji rozpoczyna się od słów: „Chociaż nie od razu czuję Twoją moc, Ty prowadzisz mnie do celu, również przez noc”. Tak właśnie można by opisać odczucia Sługi Bożego. Cierpiący Sługa Boży żyje w Babilonii ze swoim narodem. Wiemy, że Izrael był na wygnaniu, daleko od ojczyzny i właściwie ich sytuacja była tragiczna, tak bardzo, że nie mogli liczyć na powrót, mimo, że bardzo tęsknili za swoim krajem. Tak sceptycznie był nastawiony także prorok. Na darmo się trudziłem, na próżno i daremnie zużyłem swoją siłę. W tym momencie plan Boży był dla niego niezrozumiały, zakryty.
Jak często zdarza się, że i dzisiaj człowiek buntuje się przeciwko Bożej woli, która jest dla nas niezrozumiała. Dzieje się tak ponieważ człowiek pisze sobie scenariusz własnego życia. Wydaje się nam, że to, co my planujemy, jest najlepsze i nam przyniesie szczęście. Rzadko kiedy pytamy Pana Boga o Jego zdanie, o Jego zamiary i plany. Kiedy Bóg zaczyna je realizować w naszym życiu buntujemy się. Dopiero po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że to było dla nas najlepsze.
Sługa zostaje przez Boga wybrany, ma nieść Boże Słowo, ma nawracać lud, a ci nie chcą słuchać. Nie zależy im na poprawie życia, na zmianie swojego dotychczasowego postępowania. Ciągle trwają w starym, ciągle trzymają się swojej mądrości, ciągle są uparci. Dlatego Bóg pomimo wysłania swojego Sługi jest zmuszony w dalszym ciągu, aby zostawić lud samemu sobie. Nam się wydaje, że Bóg wymyśla jakieś kary. Kiedy my odchodzimy od Boga, Bóg zostawia nas samym sobie. I tu człowiek przegrywa swoje życia, bo bez Boga nic uczynić nie może.
Sługa jest załamany. Jego prośby, jego zwiastowanie pozostają głuche, bez odzewu i odpowiedzi.
I w tym momencie, praktycznie w chwili załamania i zwątpienia Sługa otrzymuje nowe polecenie i nowe obietnice. Ma działać dalej wśród ludu izraelskiego, ale jego posłannictwo zostaje rozszerzone. Bóg mówi: To za mało, że jesteś mi sługą, aby podźwignąć plemiona Jakuba i przywrócić oszczędzonych synów Izraela, więc ustanowiłem cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie sięgało aż do krańców ziemi.
Jak rozumieć te słowa? Bóg pragnie oszczędzić tych, którzy Go słuchają, którzy pragną z Nim być, którzy się nawrócą, ale pragnie też, aby i ci, którzy jeszcze o Nim nie słyszeli również mieli szansę na zbawienie. Bóg daje szansę innym, buduje nowy lud, zbawia nowych, którzy usłyszą Jego głos i zapragną z Nim żyć. Ta sytuacja przypomina przypowieść o uczcie, na którą gospodarz zaprosił swoich przyjaciół, znajomych. Ci odmówili, zaprosił innych. Pointa: nikt z zaproszonych nie skosztuje więcej mojej wieczerzy.
Chrześcijaństwo widziało w tych słowach przyjście Zbawiciela Jezusa Chrystusa. To Pan Jezus przyszedł, aby nieść światło do wszystkich ludzi. Kto zapragnie tej światłości, kto zapragnie Boga ten będzie zbawiony. Bóg każdego z nas postawił na tym świecie, aby był taką światłością, aby swoim życiem rozświetlać ciemności i prowadzić do Jezusa. Czy i jak wypełniam zadanie swojego powołania?
Czasami wydaje nam się, że i nasza praca jest daremna, że i nasze zwiastowanie nie trafia, nie widzimy poprawy, nie widzimy oddźwięku. Rezygnujemy. Popatrzmy na Jezusa Chrystusa. Wyszydzony, opuszczony, trwa do końca w obranej misji. I już tam na krzyżu widzi efekt swojej wytrwałości: nawrócony złoczyńca, setnik...
Bóg Każdego nas stawia na pewnym miejscu i w określonym czasie, aby być prawdziwą światłością Jezusa Chrystusa. Jest to dla nas, dla wierzących, ogromne zadanie - świecić światłem Jezusa Chrystusa. Często padają pytania jak to zrobić. Nie mam siły, nie mam możliwości, jestem za młody, albo za stary. Kochani! Bóg zna nasze możliwości. Dlatego każdemu daje tyle, ile jest w stanie uczynić, udźwignąć. Chcę opowiedzieć o szpitalu dla kalek, dla inwalidów, który Matka Ewa zbudowała w Miechowicach. W szpitalu znajdowali się ludzie, którzy ze względu na swoje kalectwo byli często przykuci do łóżek. Nie mogli się poruszać, nie mogli pomóc w prowadzeniu zakładów. A jednak to właśnie tych ludzi Matka Ewa nazywała swoimi diamentami. Oni po prostu modlili się o dzieło Ostoi Pokoju. Swoją modlitewną postawą dawali świadectwo swojej wiary i świecili dla innych światłem wiary w Jezusa Chrystusa.
Kiedy wczytamy się w dzisiejsze słowa znajdziemy w nich oprócz wątpliwości także wiele nadziei i wzmocnienia do naszego działania. Bóg bowiem nie pozwala oglądać się wstecz, ale stawia przed nami zadania, które mają Jemu przynieść chwałę i uwielbienie a człowiekowi pożytek. Wszyscy jesteśmy Panu Bogu potrzebni. Wszystkim nam Bóg dał zadanie służby. Obyśmy to Boże powołanie wykorzystali, obyśmy stanęli na wysokości zadania, do którego nas Bóg przeznaczył. Cel jaki Bóg pragnie osiągnąć za sprawą naszego działania, naszej służby jest jasny i wyraźny: aby moje zbawienie sięgnęło aż do krańców ziemi. Nie mówmy więc: jestem za słaby, nie dam rady, jestem za stary czy za młody. Bóg potrzebuje nas wszystkich. Poddajmy się Jego woli i tę Bożą wolę wypełniajmy w naszym życiu.