


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” (Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6a)
„A gdy Maria siostra Łazarza, przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego” (J 11,32-45)
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę. Odezwał się do Niego Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,1-6)
Przytoczyłem dzisiaj aż trzy fragmenty ewangeliczne, przeznaczone na dzisiejszą niedzielę. Nieuważnemu czytelnikowi może wydawać się, że każdy z nich opisuje inną rzeczywistość, a więc nie powinny być ze sobą w żaden sposób zestawiane, a tym bardziej wspólnie komentowane.
Patrząc jednak z uwagą na wszystkie fragmenty trzeba przyznać, że przewija się w nich kilka wspólnych motywów. Być może po przeczytaniu tekstów biblijnych z dzisiejszej niedzieli należałoby powiedzieć, że każdy kolejny fragment niejako „poszerza” nasze spojrzenie, jest dopełnieniem pewnej układanki, w której doświadczenie życia i śmierci, koniecznie musi być dopełnione rzeczywistością zmartwychwstania i powrotu do Ojca.
Wydaje się, że „układanka” dzisiejszych fragmentów, aczkolwiek nie chronologiczna, jest absolutnie nieprzypadkowa. Najpierw bowiem możemy przeczytać o śmierci i zmartwychwstaniu samego Chrystusa. Dzięki tej śmierci i zmartwychwstaniu, każdy człowiek, w tym i Łazarz (może paradoksalnie, bo przecież przed śmiercią Jezusa), może doświadczać panowania Syna Bożego nad rzeczywistością życia i śmierci. Wreszcie, w trzecim fragmencie dowiadujemy się, że kresem naszego życia nie jest śmierć, a nawet zmartwychwstanie. Jezus przygotowuje dla nas znacznie wspanialszą, ekscytującą propozycję – zamieszkania na wieki w domu Jego Ojca.
Czy rzeczywiście ta propozycja jest skierowana do wszystkich ludzi?
Wydaje mi się, że jak najbardziej!
Czy wszyscy ludzie będą mogli uczestniczyć w radości wiecznej?
Wydaje mi się, że z odpowiedzią znów spieszą nam na pomoc przytoczone dzisiaj fragmenty. Z jednej bowiem strony, mamy wyraźną wskazówkę, że tylko Jezus jest drogą i prawdą i życiem, z drugiej możemy zobaczyć Łazarza, który nie był jakąś przypadkową osobą wskrzeszoną z martwych, ale przyjacielem Jezusa, który z Nim spędzał wiele czasu i zawsze gościł w swoim domu. Jeśli więc ktoś z nas może mówić o zmartwychwstaniu i wiecznym przebywaniu w chwale, to chyba jedynie ten, kto w swoim życiu był przyjacielem Jezusa, dając Mu zawsze pierwszeństwo we wszelkich działaniach i decyzjach.
Pochylając się dzisiaj na przytoczonymi fragmentami ewangelicznymi muszę przyznać, że jestem przeszczęśliwy.
Dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że w przytoczonym dzisiaj Słowie Bożym mogę dostrzec niesamowitą troskę o moje życie. Wiem, że Jezus pochyla się nade mną dokładnie tak, jak pochylił się nad Łazarzem. On wskrzesza mnie z „martwych uczynków, abym mógł służyć Bogu żywemu” (por. Hbr 9,14). On otwiera przede mną nową perspektywę wieczności: miejsca ekscytującego, wspaniałego spotkania z moim Ojcem. W dodatku Jezus daje mi taki prezent nie z powodu zasług z mojej strony, ale raczej wychodząc naprzeciw mojej słabości i niedoskonałości. Wiem, że Jemu mogę całkowicie zawierzyć, ponieważ On sam na Krzyżu pokonał śmierć, grzech, piekło i szatana, a zmartwychwstając przywrócił nam życie. On sam wielokrotnie podkreślał że jest jedyną drogą i prawdą, i życiem. Do tej pory nikt nie zawiódł się na Nim.