


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli” (Łk 10,17-24)
Niedawno miałem możliwość przysłuchiwania się audycji emitowanej w jednej z katolickich rozgłośni radiowych. Temat poruszany na antenie dotyczył istnienia demonów i egzorcyzmów. Zaproszeni do studia goście byli raczej zgodni co do istnienia świata duchowego, spierali się natomiast o pewne sformułowania zawarte w jednym z artykułów zamieszczonych w prasie chrześcijańskiej. Autor artykułu (również zresztą zaproszony do studia) twierdził, że w dobie postępu nauk humanistycznych (w tym szczególnie medycyny i psychologii) oraz coraz doskonalszych narzędzi empirycznych, nie należy we wszystkim widzieć demonów i ich działania. Coraz więcej przypadków jest bowiem wytłumaczalnych z naukowego punktu widzenia, a stosowana we właściwy sposób psychoterapia, może przynieść stałe i pełne uzdrowienie od objawów wcześniej klasyfikowanych jako dzieło demoniczne.
Zaproszony do studia egzorcysta nie zgadzał się z takim postawieniem sprawy. Twierdził on, że rozwój nauk, nie do końca idzie w parze z właściwym klasyfikowaniem i rozwiązywaniem problemów ludzi opętanych. Jest często wręcz przeciwnie: z racji coraz większego przykładania uwagi do naukowych i „sprawdzalnych” rozwiązań, demony są postrzegane jako jakieś psychologiczne fobie, a co za tym idzie, jakiekolwiek leczenie jest po prostu nieskuteczne. Mimo rozwoju właściwych nauk, nie należy stawiać na piedestale jedynie medycyny czy psychologii, jako dziedzin które mogłyby znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania dotyczące każdej sfery życia człowieka.
Słuchając tej audycji zabrakło mi w niej pewnego, bardziej pozytywnego elementu. Zapewne stało się tak z powodu ograniczonych ram czasowych i szerokiego spektrum zagadnień, jakie przy okazji należałoby omówić. Myślę jednak, że przy okazji takiego programu należałoby więcej miejsca poświęcić świadectwom uwolnienia konkretnych ludzi z wpływów demonicznych, a także przypomnieniu o przepotężnym działaniu Pana Jezusa, na którego Imię wciąż drżą demony i walą się diabelskie warownie.
Być może podobny błąd popełnili uczniowie, którzy z radością (a może nawet ekscytacją) wrócili ze swojej pierwszej misji. Oni również skoncentrowali się na zwycięstwach nad demonami, a zbyt mało na Tym, który dokonał tych zwycięstw. Co więcej koncentrowali się na zwycięstwach dokonanych we współczesności, gdy tymczasem powinny skupić ich uwagę, wieczne, o wiele ważniejsze wartości...
Zauważył to Jezus, który w sobie właściwy sposób, delikatnie, a jednak zdecydowanie podkreślił, że najważniejszą wartością dla każdego chrześcijanina, nie jest fakt zwycięstwa nad demonami, ale zapisanie Jego imienia w Barankowej Księdze Życia. Wspaniałe czyny dokonane nawet w Imieniu Jezusa mają drugorzędne znaczenie w obliczu najwspanialszego dzieła odkupienia, dokonanego na krzyżu. To właśnie bowiem ze względu na Krzyż otwierający nam drogę do nieba wciąż pierzchają zastępy demonów. „Szatan, który na drzewie (rajskim) zwyciężył, na Drzewie (Krzyża) został pokonany przez naszego Pana Jezusa Chrystusa (por. Prefacja o Krzyżu Świętym).