Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Z powodu niedowiarstwa

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Po dwóch dniach wyszedł stamtąd do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. Powiedział do Niego urzędnik królewski: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko. Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei” (J 4,43-54)

 

Dzisiejszy fragment Ewangelii zawiera mocno skondensowany przekaz o krańcowych często odczuciach, pragnieniach i oczekiwaniach. Z jednej bowiem strony już pierwsze zdanie sugeruje, że „prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie”. A jednak Galilejczycy, wbrew pozorom, przyjęli Jezusa dość serdecznie.

 

Z kolei już w kolejnym zdaniu czytamy o pewnego rodzaju wyrzucie, jaki Jezus skierował do otaczających go ludzi: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. A jednak, gdy urzędnik królewski, jak gdyby nigdy nic, dalej, niewzruszenie prosił Jezusa o uzdrowienie syna, otrzymał to, czego się domagał.

 

Kolejnym zastanawiającym faktem w opowiadaniu jest właśnie sprawa wiary niezbędnej do uzdrowienia. Nie wiem czy uzdrowienie dziecka nastąpiło dokładnie w momencie wypowiedzenia przez Jezusa słów: „Syn twój żyje” (jak sugerowałby zapis w jednym z ostatnich zdań przytoczonego wyżej fragmentu) czy raczej w momencie, kiedy „uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego”...

 

Niezależnie jednak od powyższej atmosfery pełnej napięcia i oczekiwania, niezależnie od rozważań nad kondycją wiary człowieka, należy stwierdzić z niewzruszoną pewnością, że działania Jezusa opisane w dzisiejszej Ewangelii, wciąż potwierdzają Jego niezłomnie dobry charakter i wielką miłość do człowieka. On zawsze wychodzi naprzeciw ludzkim pragnieniom i oczekiwaniom, zgodnym z wolą Bożą. Jedyną przeszkodą „uniemożliwiającą” Jezusowi działanie dla dobra człowieka (zarówno wtedy, gdy sam Mistrz przemierzał drogi i bezdroża Ziemi Świętej, jak i chyba w dzisiejszych czasach) jest brak wiary człowieka w Jego wielką moc. Co ciekawe ten brak wiary często był obserwowany właśnie w Jego rodzinnej krainie. To właśnie tam, „w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu, On jako prorok był tak lekceważony, że nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu (por. Mk 6,4-6).

 

Jednak niezależnie od niedowiarstwa niektórych osób w Galilei, misja Jezusa była kontynuowana i przynosiła dobre owoce.

 

Patrząc na tę rzeczywistość, czasami myślę sobie, że z dość podobną sytuacją spotyka się każdy z nas, próbując podejmować różne działania ewangelizacyjne czy misyjne.

 

Jednak my sami w obliczu różnych przeszkód i niepowodzeń, przyjmujemy często zupełnie inną postawę, niż Jezus. Jeśli bowiem wśród członków swojej rodziny, znajomych i przyjaciół, lekceważy się nasze zaangażowania, nasz zapał bardzo mocno słabnie. Zaczynamy tracić wiarę w sens i pomyślność naszej misji. Z powodu niedowiarstwa (a może nawet z powodu rzucania nam kłód pod nogi) wielu z nas rezygnuje z wypełnienia Bożych planów, poprzestając na zwykłej, szarej, nierzucającej się w oczy egzystencji, „przeciętnego” człowieka.

 

Niech więc spojrzenie na dzisiejszą Ewangelię będzie dla każdego z nas Bożym przypomnieniem, że nie ma takich przeszkód, które mogłyby nas zatrzymać w przekazaniu cennych darów Bożych, tym, którzy ich potrzebują, nie ma takich sił, które by nas mogły zniechęcić i załamać w wypełnianiu misji głoszenia Dobrej Nowiny.