


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim” (Mt 16,24-28)
Jakże łatwo przychodzi nam wyprzeć się znajomości z drugą osobą. Historia zna wiele takich przypadków, w których nawet najbliżsi wypierali się znajomości swojego brata, siostry, żony, męża, przyjaciela, tylko po to, aby ocalić swoje życie, albo uzyskać jakieś wymierne korzyści.
Przykładem takiego postępowania chociażby Abraham, który wchodząc „do Egiptu, rzekł do swojej żony, Saraj: Wiem, że jesteś urodziwą kobietą; skoro cię ujrzą Egipcjanie, powiedzą: to jego żona; i zabiją mnie, a ciebie zostawią przy życiu. Mów więc, że jesteś moją siostrą, aby mi się dobrze wiodło ze względu na ciebie i abym dzięki tobie utrzymał się przy życiu. Gdy Abram przybył do Egiptu, zauważyli Egipcjanie, że Saraj jest bardzo piękną kobietą. Ujrzawszy ją dostojnicy faraona, chwalili ją także przed faraonem. Toteż zabrano Saraj na dwór faraona, Abramowi zaś wynagrodzono za nią sowicie. Otrzymał bowiem owce i woły, niewolników i niewolnice oraz oślice i wielbłądy” (Rdz 12,11-16).
O innym, bardzo znanym (bo wielokroć słyszanym) przykładzie zaparcia się donoszą nam Ewangelie: Oto Apostoł Piotr, chodzący tyle lat z Jezusem nie był w stanie przyznać się do znajomości z Nim. Kiedy straż arcykapłana wprowadziła Jezusa na wewnętrzny dziedziniec jego domu, on wolał siedzieć na zewnątrz. I chociaż Podeszła do niego jedna służąca i rzekła: I ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem. On zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: Nie wiem, co mówisz. A gdy wyszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: Ten był z Jezusem Nazarejczykiem. I znowu zaprzeczył pod przysięgą: Nie znam tego człowieka. Po chwili ci, którzy tam stali, zbliżyli się i rzekli do Piotra: Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza. Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: Nie znam tego Człowieka” (por. Mt 26,69-74)
Zastanawiam się jednak, czy z taką samą gorliwością i łatwością, z jaką człowiek potrafi zaprzeć się innych, umiałby się zaprzeć samego siebie? Wydaje mi się, że jest to jak najbardziej możliwe. Nieprzypadkowo na początku mojego rozważania przytoczyłem przykłady Abrahama i Piotra, ponieważ właśnie ci dwaj mężowie wiary, stanowią doskonały wzór poświęcenia i oddania w służbie Bogu, który przez wieki inspiruje wielu ludzi i jest wciąż stawiany jako wzór do naśladowania.
Można by zapytać w tym miejscu: co się stało, że dwaj wielcy świadkowie wiary przeszli w swoim życiu swoistą metamorfozę swoich postaw?
Wydaje mi się, że zarówno Abraham, jak i Piotr pozwolili po prostu działać Duchowi Świętemu i poddali się całkowicie Jego prowadzeniu. Kształtowana przez Ducha mentalność z każdym dniem coraz bardziej zbliżyła ich do ideału Jezusa, który zaparł się siebie całkowicie, przyjmując ludzkie ciało i dobrowolnie oddając życie za każdego z nas.
W tej perspektywie zastanawiam się, czy ja umiałbym się zaprzeć samego siebie. Czy umiałbym się wyrzec swoich planów, oczekiwań, dążeń, marzeń? Patrząc na swoje dotychczasowe postępowanie nie umiem jasno i precyzyjnie (a przede wszystkim zdecydowanie pozytywnie) odpowiedzieć na to pytanie...
Dlatego też, czytając dzisiejszą Ewangelię proszę Ducha Świętego, aby tak kształtował moją mentalność, abym był w stanie zmieniać swój sposób myślenia i działania na wzór mojego Boskiego Mistrza.