


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15,9-17)
Nie, to nie jest możliwe!
Dlaczego mam kochać kogoś, kto mi urąga, kto mnie obraża, kto nieustannie rzuca mi kłody pod nogi? Dlaczego mam wybaczać komuś, kto wyrządził mi konkretną krzywdę? Dlaczego wreszcie mam „nadstawiać drugi policzek” komuś, kto niejako znajduje szczególne upodobanie w dręczeniu mnie?..
Wydaje się, że nakaz Jezusa sformułowany w dzisiejszej Ewangelii jest rzeczywiście niemożliwy do realizacji w codziennym życiu. Dlaczego więc nasz Mistrz decyduje się na wypowiadanie takich słów i wzywanie swoich uczniów do heroicznej wręcz postawy miłości wobec bliźnich? Być może pewną odpowiedzią na to pytanie jest to, co obserwujemy we współczesnym świecie, a co zostało zapisane w kolejnym (osiemnastym, nie cytowanym dzisiaj) wersecie piętnastego rozdziału Ewangelii wg św. Jana, „was świat nienawidzi” (albo, w innym tłumaczeniu: „od świata możecie się spodziewać jedynie nienawiści”).
No właśnie: sądzę, że podstawowym celem postawy miłości do jakiej wzywa Jezus swoich uczniów jest pokazanie zupełnie innego wzorca, niż ten, który funkcjonuje w świecie, a który pochłonął już niezliczone ofiary. Przecież wszelkie działania wojenne jakie rozgrywały się na przestrzeni wszystkich wieków, ogrom ucisku, niewolniczej pracy, niesprawiedliwości, zakłamania był generowany przez „ducha tego świata” Niestety, co gorsza, przez tego właśnie ducha dawali się uwieść sami chrześcijanie prowadząc swoje wojny, nawracając „ogniem i mieczem”, tolerując niektóre formy ucisku, będąc obojętni na n niesprawiedliwość, cierpienie i ból…
Jednak właśnie w perspektywie porażek jakie uczniowie Chrystusa ponosili na przestrzeni wieków w związku z wypełnianiem nakazu miłości sformułowanego przez Pana Jezusa, powstaje pytanie: czy chrześcijanie, ludzie nie z tego świata, ale żyjący W TYM ŚWIECIE, dotykani przez trendy TEGO ŚWIATA mogą wnieść w TEN ŚWIAT coś zupełnie nowego, niespotykanego a jednak coś tak bardzo potrzebnego?
Owszem, jestem pewien, że nie uczynią tego sami z siebie. Jezus w dzisiejszej Ewangelii przypomina mówi jasno: Wytrwajcie w miłości mojej!
Tak sformułowane polecenie zawiera kilka ważnych wskazówek.
Po pierwsze podkreśla, że ta miłość, która ma się stać znakiem rozpoznawczym chrześcijan nie jest „ich”. To nie jest jakieś nasze uczucie, nasze pragnienia, nasz wysiłek. Jest to miłość JEZUSOWA. To jest ta miłość, która skłoniła Jednorodzonego Syna Bożego nie tylko do oddania życia „za przyjaciół swoich” ale również za tych, którzy byli Jego wrogami.
Po drugie, ta miłość nie ma szans samorzutnie zrodzić się i utrzymać w naszym sercu. Jest ona możliwa tylko dzięki trwaniu w miłości Jezusa. Przy okazji Mistrz z Nazaretu pokazuje nam też niedościgniony wzorzec oraz źródło tej miłości: swoją miłość do Ojca, prowadzącą w posłuszeństwie, aż na drzewo krzyża.
Tylko taka miłość prowadzi do zachowywania przykazań Ojca niebieskiego, a co za tym idzie, do pełnej radości...