


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20,19-31)
Szczerze mówiąc, czasami denerwuję się słysząc o kolejnych „niewiernych Tomaszach”... Takim ludziom zawsze jest „za mało”. Marudzą, że nie potrafią do końca uwierzyć, ponieważ widzieli zbyt mało cudów. Twierdzą, że nie są w stanie przyjąć prawdy Słowa Bożego, ponieważ czasami stoi ono w wyraźnym konflikcie z ludzkimi poglądami. Twierdzą też, że chrześcijanie sami, swoją postawą, zaprzeczają wyznawanym wartościom, a już taki argument, stanowi wystarczający powód do odrzucenia wiary.
Cóż, może tacy ludzie mają jednak trochę racji...
Gdzie bowiem są współcześnie ci chrześcijanie, którzy uwierzyli tylko na postawie nielicznych znaków, zapisanych w Ewangelii. Gdzie ci chrześcijanie, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Gdzie wreszcie ci chrześcijanie, którzy mieli jednego ducha i jedno serce. Gdzie, „żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze /uzyskane/ ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby” (por. Dz 4,32-35)
Jeśli chrześcijaństwo ma przetrwać, nie może ono opierać się na systemie zakazów i nakazów (tak jak każda inna religia). Nie może próbować instytucjonalizować swojego wizerunku poprzez zakładanie kolejnej partii politycznej czy szukanie miejsca jedynie w sferze działalności społecznej czy charytatywnej.
Współczesne chrześcijaństwo potrzebuje takich ludzi, którzy doświadczyli miłości Boga w swoim życiu i NIE MOGĄ NIE DZIELIĆ się tym doświadczeniem z innymi. Skoro bowiem ktoś „miłuje Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań” (por. 1 J 5,1-3)
Taka postawa może jednak wypływać jedynie z serca przenikniętego mocą Ducha Świętego, który daje świadectwo, ponieważ jest prawdą (por. 1 J 5,5)
Dzięki temu, każdy kto wierzy, że Jezus jest synem Bożym może zwyciężyć świat. „Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara” (por 1 J 5,5.4)