


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną. On zostawił wszystko, wstał i chodził za Nim. Potem Lewi wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łk 5,27-32)
Po Mszy świętej odprawianej w pewnej polskiej parafii, przyszły do zakrystii bogobojne kobiety i z zaniepokojeniem doniosły: „Proszę księdza, tutaj jeden taki z zielonymi włosami i kolczykiem w nosie przystępuje do Komunii świętej. Niech ksiądz uważa, bo może on hostię wypluwa do rękawa i później bezcześci”.
Ksiądz mógłby się poważnie zaniepokoić taką informacją, tyle, że wcześniej... uczestniczył w nawróceniu tego zielonowłosego gościa. Póki kobiecina była w zakrystii, jakoś się opanował, ale gdy tylko wyszła, to tak ryknął śmiechem... (na podstawie wywiadu Marcina Jakimowicza z Grzegorzem Wacławem „Dzikim” zamieszczonego w książce Radykalni, Księgarnia św. Jacka, Katowice, 2002).
Myślę, że przytoczony fragment doskonale ilustruje zamysł Boga wyrażony również w dzisiejszej Ewangelii. Bóg, jako kochający Ojciec pochyla się nad każdą osobą. Jego plan jest dobry wobec każdego człowieka. Wbrew obiegowym opiniom i przekazanemu wielu z nas obrazowi Ojca Niebieskiego jako surowego sędziego czy despotycznego tyrana, który tylko czeka na potknięcie swoich dzieci, aby je ukarać, przeczytany dzisiaj fragment Nowego Testamentu objawia nam inną prawdę o Jezusie – Dobrym Pasterzu i przyjacielu człowieka, który nie waha się przyjść do celników i grzeszników, a nawet... powołać ich do współpracy w swoim królestwie.
Misja Jezusa nie polegała przecież na tym, „aby osądzić świat, ale aby świat zbawić” (por. J 12,47). Przypomina o tym również aklamacja zaczerpnięta z Księgi Proroka Ezechiela, śpiewana przed dzisiejszą Ewangelią: „Pan mówi: Nie chcę śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i miał życie” (Ez 33,11).
Po przeczytaniu przytoczonych powyżej fragmentów Słowa Bożego wydaje mi się, że odzwierciedlają one i wyznaczają kierunek misji Kościoła we współczesnym świecie. Podczas gdy, być może, jeszcze wielu z nas żyje wizją Kościoła jako wspólnoty wyidealizowanych (prawie świętych) ludzi, prowadzonych w dodatku przez „przykładnych” (wyperfumowanych, gładko uczesanych i słodko mówiących) pasterzy, wydaje się, że Kościół w dzisiejszych czasach, coraz bardziej jest wzywany do tego, aby nie pozostawać w zamknięciu swoich murów (a także koncepcji i schematów) lecz wychodzić na ulice i w pewien sposób utożsamiać się z tymi środowiskami, gdzie żyją zagubieni (i często zrozpaczeni) ludzie. Jedynie w ten sposób można dotrzeć z przesłaniem Dobrej Nowiny do osób, które nigdy wcześniej nie zdecydowałyby się na przekroczenie progu świątyni. Taka misja nie jest zaprzeczeniem Jezusowego powołania, lecz jak najbardziej zbliża Kościół do swojego Oblubieńca. Jeśli bowiem współczesny Kościół zamknąłby się na potrzeby ludzi borykających się z różnego typu problemami, zaprzeczyłby jednocześnie swoim fundamentalnym zasadom.
Można by zresztą wyobrazić sobie co by było, gdyby Jezus, zobaczywszy celnika Lewiego, kolaborującego z rzymskim okupantem, z odrazą odwrócił od niego głowę? Albo nawet, jeśli przyjęty przez Lewiego w jego domu, zażądałby, aby przy stole zasiedli jedynie podobnie myślący, znający Prawo i Proroków faryzeusze i uczeni w Piśmie. Czyż w ten sposób nie „skazałby” jednocześnie grzeszników na wieczne potępienie?
Czy jednak czasami nie tak dzieje się we współczesnym Kościele?
Pisząc jednak o Kościele myślę się również o każdym z nas. Jakże często jeszcze, widząc na przykład zielonowłosego faceta z dredami od razu klasyfikujemy go jako grzesznika, na którego nie warto zwracać uwagi. Osądzamy człowieka po jego wyglądzie zewnętrznym, często zresztą odzwierciedlającym ich przeszłość. Jednak to właśnie ci ludzie bardzo potrzebują lekarza.