


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2,36-40)
Dzień przed Wigilią Rzeczpospolita opublikowała ciekawy artykuł pt. „Wyłamać się z przedświątecznej sztampy”. Jest to zapis rozmowy z ks. Jackiem Stryczkiem z Krakowa, który w przedświąteczną niedzielę zasiadł w konfesjonale ustawionym przed wejściem do... krakowskiej galerii handlowej. Ksiądz Jacek przyznał, że jego akcja była pewnego rodzaju performance’m, czyli rodzajem sztuki, gdzie gra się własnym ciałem. „W tych dniach ludzie mnóstwo czasu spędzają w supermarketach i w dodatku sądzą, że tak trzeba. A nawet jak się spowiadają to szybko, szybko - przypomniał w rozmowie z „Rz” ks. Jacek Stryczek, Podjął więc próbę zrobienia czegoś niecodziennego, „aby dać klientom hipermarketów do myślenia, że - jak napisano na wywieszonym plakacie - istnienie inny świat. Zbyt często bowiem Polacy wpadają na wigilię z prezentami i nie mają dla siebie czasu, i zbyt często nie są przygotowani wewnętrznie, nie przemyśleli swego życia. Powstał u nas nawet taki model zachowania przedświątecznego i co do którego nie ma żadnej alternatywy. Owszem, nie można za to krytykować marketingowców, którzy chcą sprzedać jak najwięcej. Należy jednak wskazać, że inaczej można przeżywać Adwent. Czynić postanowienia, przyrzeczenia, przygotować swoje dusze. Znaleźć czas na poukładanie i uładzenie spraw rodzinnych. A nie na owczy pęd do supermarketów. Przecież zakupy można zrobić wcześniej. Niech nie będą one jedynym sposobem przygotowania do świąt. Markety kreują świąteczną atmosferę i ludzie dają się jej ponieść. A jak są na własnej wigilii i nikt tej atmosfery nie kreuje, tylko sami mają coś zrobić, nie jest to już tak interesujące. W coraz większej liczbie rodzin istnieje kontrast między tym co ktoś ciekawego dla mnie zrobi, a tym co sam mogę przygotować. Skutek jest taki, że ludzie zamiast rozmawiać czy śpiewać podczas wigilii, puszczają telewizor lub nagrania kolęd. Wciąż chcą być klientami, dla których ktoś inny wymyśli coś atrakcyjnego (za Jerzy Sadecki, Wyłamać się z przedświątecznej sztampy, Rzeczpospolita z dnia 22.12.2008 r.)
Przedświąteczny performance, ks. Jacka Stryczka przypomina mi się szczególnie w świetle przeczytanych dzisiaj tekstów biblijnych. Św. Jan w pierwszym czytaniu przypomina: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,...)
Przykładem takiej postawy jest przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii prorokini Anna. Ona zdecydowała się niejako odejść od spraw światowych. Zamiast zajmować się różnymi „ważnymi” wydarzeniami (a może i plotkami), postanowiła „nie rozstawać się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą”. Dzięki temu mogła jednak dostrzec rzeczywistość znacznie ważniejszą niż wszelkie wydarzenia jakie się dokonały w historii świata – mogła się spotkać z Jednorodzonym Synem Bożym Jezusem Chrystusem - który był wypełnieniem prorockich zapowiedzi starotestamentalnych.
Zastanawiam się, czy w moim życiu nie jest tak, że w wirze różnych codziennych spraw, gubię dobra najważniejsze. Czy taka postawa nie nasila się przy okazji jakichś ważnych imprez? Jak przeżywam czas Świąt Bożego Narodzenia i przygotowania do Sylwestra? Czy w bieganinie i szale zakupów nie zapominam o najważniejszym: spotkaniu z Jezusem w modlitwie?
Wiem, że Szatanowi bardzo na tym zależy. On czyni wszystko, aby mnie odciąć od życiodajnej mocy jaką znajduję w bliskiej relacji z Panem. Doświadczam tego codziennie. Kiedy jednak tak się dzieje - przypominam sobie dzisiejszą Ewangelię i staram się właściwie ustawić priorytety.
Jeśli bowiem Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym miejscu...