


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych” (Mk 9,2-10)
Nie tak dawno na łamach naszego portalu relacjonowałem krótki „epizod sądowy” w jakim miałem okazję uczestniczyć, przesłuchiwany jako świadek w sprawie ewentualnego stwierdzenia nieważności małżeństwa moich znajomych. Okazuje się, że (nie tylko w sądzie) postępowanie dowodowe najczęściej opiera się właśnie na zeznaniach świadków - takich ludzi, którzy byli bezpośrednimi uczestnikami wydarzeń i jako tacy mogą w sposób pewny i rzetelny opisać wszelkie, nieznane innym, okoliczności. Dzięki temu osoby nie uczestniczące w samym wydarzeniu a prowadzące na przykład postępowanie dowodowe (policja, sądy) mogą dotrzeć do pełni prawdy.
Wydaje mi się, że bardzo podobnie wygląda sprawa odnośnie do naszej wiary. Już wiele razy cytowałem wypowiedź papieża Pawła VI, który podkreślał, że w dzisiejszych czasach potrzebujemy nie tyle nauczycieli wiary, ile jej świadków. W pewien sposób potwierdza to dzisiejsze pierwsze czytanie w którym św. Piotr - bezpośredni uczestnik wydarzeń na Górze Przemienienia pisze: „Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach” (2 P 1,16-19)
Gdyby bowiem wiara była tylko zbiorem mitów lub poglądów filozoficznych, nikt z ludzi nie ośmieliłby się położyć za nią na szali swojego życia. Gdyby nauczanie Biblii było tylko wymysłem jej ludzkich autorów, nie miałoby ono żadnej mocy sprawczej i nie zmieniło życia tak wielu osób.
A jednak jak ziemia długa i szeroka, wielu ludzi, którzy w swoim życiu doświadczyli namacalnej obecności Bożej, wciąż, z pełnym gorliwości zaangażowaniem, opowiada o wielkiej mocy i miłości Bożej adresowanej do każdego człowieka.
Są to ludzie, którzy w pewien sposób weszli na Górę Przemienienia swojego życia. Doświadczyli namacalnie prawdziwości obietnic Bożych przytoczonych w Biblii. Spotkali osobiście Jezusa chwalebnego i pełnego mocy. Usłyszeli, świadectwo Ojca niebieskiego o Jego umiłowanym Synu.
Jako tacy, stają się niezwykle ważnymi świadkami i misjonarzami, którzy, nawet w zwykłych okolicznościach dnia codziennego, nie mogą nie mówić o tym, co ich spotkało (por. Dz 4,20) i jak we wszystkich sferach swojego życia doświadczają obecności i mocy Pana.
Jeśli świat ma uwierzyć Jezusowi, trzeba nam coraz więcej i więcej takich właśnie świadków, takich, którzy dzięki osobistemu doświadczeniu mają mocną, prorocką mowę, przy której warto trwać, jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w sercach tych, którzy do tej pory trwają w mroku i cieniu śmierci (por. Łk 1,79)...