


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej /pozostając/ na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny. I dodał: Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha. A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. On im odrzekł: Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im wydana /tajemnica/. I mówił im: Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści? Siewca sieje słowo. A oto są ci /posiani/ na drodze: u nich się sieje słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy, gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny” (Mk 4,1-20)
Kiedy po raz kolejny czytam przypowieść Jezusa o ziarnie Słowa Bożego, zastanawiam się nad kilkoma sprawami.
Po pierwsze dostrzegam jak bardzo cenne musi być słowo Boże, skoro Szatan, na różne sposoby, stara się nie dopuścić do Jego wzrostu. Przecież w opisanych powyżej przypadkach (w dodatku w stosunku 3:4), działania Nieprzyjaciela skierowane przeciwko człowiekowi, powodują wyrwanie lub zagłuszenie istotnej dla nas i dla świata rzeczywistości.
Z drugiej jednak strony, patrząc na powyższą przypowieść jedynie przez pryzmat matematyczno - przyrodniczy, należy stwierdzić, że Słowo Boże i tak wygrywa batalię z atakami nieprzyjaciela. Nawet bowiem przy dosłownym założeniu, że w trzech sytuacjach na cztery, ludzie nie przyjmują słowa Bożego, to jednak każdy kłos, który wschodzi i wydaje owoc i tak przewyższa to, co zdołał zniszczyć Szatan. Jeśli bowiem przyjmiemy, że w każdym kłosie zboża znajduje się od kilku do kilkunastu ziaren, to i tak Boży plon jest większy niż ewentualne straty...
Jednak w tej perspektywie należy też chyba spytać, czy jest sens rzucać ziarno, na zasiew wiedząc, że tyle się go zmarnuje? Czy jest sens trudzić się i pracować dla Pana, skoro wielu ludzi, wciąż mamionych ułudą bogactwa i innymi żądzami światowymi, odrzuci Słowo Boże i pójdzie swoją drogą?
Na podstawie moich obserwacji wydaje się, że zawsze jest sens głosić najwspanialszą nowinę. Skoro bowiem „w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7), to warto, chociażby dla jednego człowieka poświęcić swój czas i siły. Trzeba tak uczynić tym bardziej, że, jak się okazuje, czasami zasiane Słowo potrzebuje sporo czasu, aby wydać owoc.
Ostatnio mogłem się o tym przekonać między innymi dzięki świadectwu moich serdecznych przyjaciół - Marioli i Piotra Wołochowiczów (kierujących polskim oddziałem Family Life Mission - zwanym w naszym kraju Misją Służby Rodzinie), autorów takich książek jak: „Seks po chrześcijańsku”, „Jak wygrać małżeństwo”, „Jak wygrać <<te sprawy>>” i wielu, wielu innych…
Mariola i Piotr często byli i są zapraszani przez różne parafie, zbory, czy szkoły do podzielenia się Bożą wizją małżeństwa. Dlatego też wiele dni w roku spędzają w podróżach, starając się przybliżyć młodzieży i małżeństwom wspaniałość Bożych zamysłów co do narzeczeństwa, małżeństwa i życia rodzinnego.
Podczas takich wyjazdów spotykają się z niezliczoną liczbą osób zafascynowanych poruszanymi zagadnieniami. Często te spotkania kończą się gorącymi dyskusjami, innym razem po prelekcji nie następuje jakiś szeroki odzew wśród słuchaczy. Po pewnym czasie okazuje się jednak, że praca Marioli i Piotra przynosi prawdziwie błogosławiony owoc w życiu wielu, wielu ludzi.
W ostatnim liście modlitewnym Mariola opisała takie niektóre ciekawe „przypadki”.
W roku 2003 Mariola i Piotr prowadzili konferencję dla studentów na KUL-u w Lublinie. Przez lata nie mieli żadnego odzewu na temat tego spotkania. Pewnego dnia zastukała jednak do drzwi ich biura młoda kobieta, która chciała kupić jedną z książek dotyczących życia małżeńskiego. Okazało się, że była ona jedną ze uczestniczek lubelskiego spotkania. Obecnie ona i jej mąż uczą się metod pracy z małżeństwami w grupie prowadzonej przez Mariolkę i Piotra.
Inny przypadek opisany w liście dotyczył konferencji, którą Mariola i Piotr głosili w Toruniu. Po skończonych wykładach, udali się oni na nocleg do bursy studenckiej. Ponieważ studenci w czasie weekendu przebywali w swoich domach rodzinnych, pokoje były wolne, a Mariola postanowiła zostawić na biurku pokoju w którym nocowała książkę „Zanim wybierzesz”, ze swoim autografem. Jakie było jej zdziwienie, kiedy podczas jednego z obozów biblijnych na Helu, pewna dziewczyna wyznała, że przyjazd na obóz był zainspirowany książką, którą znalazła w swoim pokoju w bursie studenckiej w Toruniu. W dodatku, ta dziewczyna przyjechała na obóz ze swoim chłopakiem, który kiedyś również uczestniczył w spotkaniu Wołochowiczów ze studentami w Gdańsku.
Jak widać z przytoczonych powyżej przykładów, Słowo Boże wydaje plon, czasami po wielu, wielu latach.
Niezależnie więc od zakusów diabelskich, niezależnie od zniechęceń, które często towarzyszą głoszeniu Bożego przesłania do opornych ludzi, warto to robić, nawet jeśli nie widać owoców.
Często bowiem ktoś inny musi zasiać, ktoś inny zaś podlewa. Wzrost jednak daje jeszcze Ktoś inny - Bóg (por. 1 Kor 3,7)...