


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Faryzeusze i uczeni w piśmie rzekli do Jezusa: Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, tak samo uczniowie faryzeuszów; Twoi zaś jedzą i piją. Jezus rzekł do nich: Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli. Opowiedział im też przypowieść: Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego - mówi bowiem: Stare jest lepsze” (Łk 5,33-39)
Droga Czytelniczko! Drogi Czytelniku!
Jak ci się wydaje, jakie wino można zamówić w szacownych restauracjach słynących z długoletniej tradycji?
Odpowiedź jest prosta: siadając do stolika w takiej restauracji możemy być pewni, że za chwilę zjawi się dystyngowany kelner, proponując nam stare, dobrze wyleżakowane trunki. Podając bowiem taki rodzaj win, restauracja potwierdza niejako swoją renomę i tradycję.
Zupełnie inaczej jest z młodym winem.
Nie znajdziesz go raczej w ekskluzywnych lokalach. Jest ono często dostępne w małej sieci sprzedaży. Ale właśnie to młode wino szybko potrafi człowiekowi „zawrócić w głowie”, z jednej strony mocno przewartościowując spojrzenie na różne problemy, z drugiej jednak, powodując odwagę i gotowość do podjęcia największych nawet wyzwań.
Kiedy myślę o piciu młodego wina, od razu przychodzi mi do głowy opis zawarty w Dziejach Apostolskich, choć w tym przypadku akurat nikt nie upił się tym trunkiem, choć objawy były bardzo podobne. Św. Łukasz notuje w swoim opisie: „Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? - mówili pełni zdumienia i podziwu. Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże. Zdumiewali się wszyscy i nie wiedzieli, co myśleć: Co ma znaczyć? - mówili jeden do drugiego. Upili się młodym winem - drwili inni. Wtedy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. Ci ludzie nie są pijani, jak przypuszczacie, bo jest dopiero trzecia godzina dnia, ale spełnia się przepowiednia proroka Joela: W ostatnich dniach - mówi Bóg - wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze, młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, a starcy - sny” (Dz 2,2-17).
Patrząc na powyższy fragment, zastanawiam się jakby zachowywali się apostołowie, gdyby zamiast młodego wina Ducha Świętego, zaczerpnęli starego, dobrze przygotowanego wina i pod jego działaniem próbowali żyć grzecznie i statecznie, przestrzegając wszystkich przepisów stworzonych na przestrzeni wieków przez starszych i uczonych w Piśmie. Co by się stało z Ewangelią, gdyby Apostołowie (po ludzku znający swoje miejsce w społeczeństwie Izraela) pytali o każde swoje słowo (i nauczanie) arcykapłanów i uczonych w Piśmie…
Niestety, wydaje mi się, że często nasze współczesne chrześcijaństwo jest próbą zachowania za wszelką cenę starego wina (być może pewnego, na pewno lepiej znanego, lecz często już nie za bardzo skutecznego i gaszącego wszelkie przejawy „szaleństwa dla Chrystusa”, pod pozorem zachowania jakiegoś statecznego i przez lata wypracowanego schematu). Kiedy czyta się książki o życiu duchowym raczej nie spotka się w nich pojęć: „radość”, „szczęście”, „ekspresja” itp. Raczej spotkamy się w nich z nudnymi rozważaniami na temat długości modlitwy, stosowania rozmaitych technik koncentracyjnych, a do tego ze smutkiem, który zbyt często maluje się na twarzach ludzi pobożnych.
Może jednak być zupełnie inaczej. W recenzji do pewnej książki napisanej przez dominikanina Paula Murraya pt. „Młode wino dominikańskiej duchowości” napisano, że ta pozycja ma być właśnie próbą przezwyciężenia utartych stereotypów.
„Ta książka, której autorem jest mieszkający w Rzymie Irlandczyk, przeniknięta jest duchem Chestertona. Jej autor, jak jego wielki mistrz, ucieka od nieustannej powagi, nadęcia właściwego wielu piszącym o poważnych sprawach. Zamiast tego proponuje świetnie udokumentowaną wycieczkę po radosnej duchowości pierwszych dominikanów. Wycieczkę, niezwykle różnorodną, okraszoną anegdotami z życie świętych, ale też zatrzymującą na dłużej refleksjami średniowiecznych mistyków. Czytelnicy, którzy zdecydują się na podążanie ścieżkami dominikańskiej duchowości, dowiedzieć się mogą np. o tym, dlaczego św. Dominik niekiedy zapraszał dominikańskie mniszki do picia wina, jak św. Tomasz z Akwinu traktował swoją tuszę (a że nie był chucherkiem można zobaczyć na wielu średniowiecznych rycinach), ale także zrozumieć dlaczego tajemnica śmiechu obecna jest w życiu Trójcy Świętej. Ale najmocniejsze w tej książce są chyba refleksje na temat współczesnego kaznodziejstwa i współczesnej duchowości. Murray wskazuje bowiem, że wadą wielu współczesnych mistrzów duchowości pozostaje „przesadna trzeźwość”, przesadny rozsądek czy wręcz zachęta do zbyt bezpiecznego życia. Na taką duchowość nie ma zgody irlandzkiego dominikanina. Zamiast tego proponuje on „młode wino dominikańskiej duchowości”, dzięki któremu wierzący mogą się poczuć „jak człowiek pijany, który nie myśli o sobie, ale o winie, które już wypił i które jeszcze zostało” (Tomasz Terlikowski, Młode wino uderza do głowy, recenzja do książki P. Murray, Młode wino dominikańskiej duchowości, tłum. S. Pełechata, Poznań 2007, www.ekumenizm.pl).
Mam nadzieję, że moja i Twoja duchowość będzie przeniknięta nieustannym marzeniem o „młodym winie” Ducha Świętego. Przy tym rodzaju „napoju” nie będę namawiał Cię do abstynencji. Wręcz przeciwnie...