


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,15-20)
Patrząc na rzeczywistość współczesnego świata, czasami dziwię się stosowaniu podwójnej miary względem niektórych osób, organizacji społecznych czy politycznych, a nawet wobec niektórych państw. Z jednej bowiem strony, w wielu przypadkach zachowuje się „pokój za wszelką cenę”, nie wypowiadając głośno żadnych nieprzychylnych komentarzy czy opinii, które mogłyby kogoś urazić, z drugiej jednak strony, w innych sytuacjach preferuje się konkretne „rozwiązania siłowe” usprawiedliwiane nawet na forum międzynarodowym. Przykłady można by mnożyć. Wystarczy sobie przypomnieć postawy przywódców wielu państw zachodnich, którzy znacznie złagodzili swoje komentarze, a nawet zrezygnowali na jakiś czas z wypowiedzi, dotyczących łamania praw człowieka w Chinach, w związku z tym, aby nie narazić się organizatorom ostatnich igrzysk olimpijskich.
Dzisiejsza Ewangelia w sposób bardzo jasny i wyraźny nawołuje do stosowania jednej miary wobec wszystkich i „porządkowania” rzeczywistości życia we wspólnocie chrześcijan. Nie ma ona jednak na celu nawoływania do jakiejkolwiek nienawiści, lansowania swoich poglądów za wszelką cenę, wykluczania innych, jeśli nie potrafią się pogodzić z naszymi poglądami.
Wręcz przeciwnie. Dzisiejsze Słowo Boże przypomina przede wszystkim o tym, że to nie człowiek jest prawodawcą i sędzią, w którego mocy jest osądzanie brata swego. Kto bowiem sądzi brata swego, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś sądzi Prawo, jest nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią. Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. Kimże jest jakikolwiek człowiek, by sądził bliźniego (por. Jk 4,11-12).
A jednak, z woli Bożej to właśnie człowiek został postawiony na straży Prawa Bożego. Nie jest to jakieś trywialne lub fakultatywne zadanie, które można zignorować. Wręcz przeciwnie: jest to olbrzymia odpowiedzialność, o której przypomina nam dzisiejsze pierwsze czytanie: „To mówi Pan: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę” (Ez 33,7-9).
A jak jest z odpowiedzialnością za wierne zachowywanie Prawa Bożego w naszych środowiskach kościelnych?
Śledzę czasami doniesienia z różnych stron świata (i z różnych kościołów) i z bólem serca dostrzegam, że wiele osób, nawet odpowiedzialnych za dane społeczności kościelne nie chce brać na swoje barki odpowiedzialności związanej z wiernością wobec prawa Bożego a co za tym idzie koniecznością napominania i korygowania różnego rodzaju błędów i wypaczeń.
Myślę tutaj zarówno o wciąż bardzo krwawiących ranach historii podziałów (począwszy od pierwszego podziału z II/III wieku polegającego na wykluczeniu Żydów z pierwotnego Kościoła, a potem o tzw. Schizmie Wschodniej i Zachodniej).
Mam jednak również na myśli najnowsze przypadki zamieszania spowodowanego dowolnym i bardzo liberalnym traktowaniem przykazań Bożych: tarć we Kościele Anglikańskim wynikających z udzielenia święceń biskupich aktywnemu homoseksualiście, różnych prądów teologicznych przyzwalających na praktyki homoseksualne w niektórych kręgach Kościoła Luterańskiego, czy wreszcie przypadki ukrywania praktyk pedofilskich, czy homoseksualnych wśród duchowieństwa rzymskokatolickiego.
Co jednak ciekawe, wszystkie przypadki tuszowania postępowania niezgodnego z Prawem Bożym: milczenie, stosowanie uników, poszukiwanie kruczków prawnych pozwalających uciec od odpowiedzialności niektórych osób, nie powodują oczyszczenia wspólnoty chrześcijańskiej, lecz wręcz przeciwnie, nabrzmienie problematycznych sytuacji do takich rozmiarów, które nie pozwalają w sposób bezbolesny rozwiązać problemów, lecz pękają jak ropiejący wrzód, zostawiając na długie lata zranienia spowodowane gorszącym postępowaniem.
Warto więc niewątpliwie posłuchać Jezusa napominającego nas w dzisiejszej Ewangelii, aby z miłością i troską napominać i kierować na właściwe ścieżki tych, którzy z różnych przyczyn (często niezależnych od nich) zeszli na manowce fałszu i oddalili się od Źródła Miłości.
Oczyszczenie, uwolnienie od różnych złych naleciałości pomaga bowiem całej wspólnocie Kościelnej stawać w jedności. A jeśli dwaj bracia lub siostry w Jezusie, tu na ziemi, zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im Ojciec, który jest w niebie...