


Bogdan Bodusławski
Gdy wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. A oto zerwała się wielka burza na jeziorze, tak, że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: "Panie, ratuj, giniemy!" A On im rzekł: "Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?" Potem, powstawszy, zgromił wichry i jezioro, i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni: "Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne" (Mt 8,23-27)
Trudności
Pójście za Jezusem nie jest proste. To nie jest łatwizna. Nie tylko z tego powodu, że nauka naszego Zbawcy jest nieco wymagająca, ale też dlatego, że walczą przeciwko niej wszyscy Ci, którym nie po drodze jest z Dobrym Bogiem. Sam Jezus powiedział "jeśli mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J 15,20). Trudności w pójściu za Jezusem mieli też Jego uczniowie. W opisywanym fragmencie Ewangelii wg. świętego Mateusza czytamy, że uczniowie weszli do łodzi za Jezusem, tzn. On poszedł pierwszy, poprowadził ich do łodzi. Uczniowie poszli za Nim, On poszedł spać, a oni mieli przeprawić się na drugi brzeg jeziora Genezaret. Podczas tego rejsu zerwała się "wielka burza na jeziorze" - to ciekawe, burza nie zerwała się wcześniej, nie po przeprawieniu się na drugi brzeg, ale właśnie w czasie, kiedy uczniowie byli na wodzie, a dodatkowo wtedy, kiedy Jezus spał. Bóg nie raz serwuje nam takie swoistego rodzaju sprawdziany. Dlaczego? A to żeby nam samym pokazać autentyczność naszej wiary, a to żeby ustrzec nas przed pychą ("jestem chrześcijaninem - sam sobie z wszystkim poradzę"), a to, żeby po prostu "sprowokować" sytuację, w której będziemy szukali z Nim kontaktu. Tak czy owak wszystko to Bóg robi z miłości do nas. Wie, że nasza fałszywa wiara może pęknąć jak mydlana bańka, dlatego chce ją wzmocnić przez trudne doświadczenia. Wie, że pycha jest grzechem, który wyrzuca Boga z należnego Mu pierwszego miejsca na tronie naszych serc. W końcu wie też, że bez Niego nigdy nie będziemy szczęśliwi, dlatego doprowadza czasem do trudnych sytuacji żeby przynajmniej w ostateczności sprawdziło się mądre i nie do końca niepoprawne przysłowie "jak trwoga to do Boga".
My pośród burzy
Znakomita większość Apostołów była rybakami. Wiedzieli więc, kiedy należy wypływać i jak się zachować podczas ewentualnych trudnych warunków na wodzie. A te, ze względu na specyficzne położenie Jeziora Tyberiadzkiego i dużą powierzchnię (ok. 165 km2), z pewnością nieraz były bardzo wymagające. Apostołowie jednak jako wprawieni marynarze z pewnością chcieli poradzić sobie sami z problemem. Kiedy jednak sytuacja wygląda już naprawdę dramatycznie, a oni nie mogą o własnych siłach już nic więcej zdziałać, podchodzą do śpiącego Jezusa i mówią "Panie, ratuj, giniemy!" Jak często taka sytuacja dotyczy nas? Dobrze wiemy ile razy sami staramy się poradzić sobie z najróżniejszymi problemami codzienności. Dopiero kiedy po ludzku nie widzimy już żadnego wyjścia, podchodzimy do Jezusa i mówimy "zrób coś, bo ja już sobie nie radzę". Oczywiście nie neguję prawidłowości , a nawet konieczności szukania pomocy u Boga w najtrudniejszych sytuacjach. Problem tylko w tym, że gdybyśmy Boga zapraszali do tych problemów, kiedy dopiero się zaczynają, to niejednokrotnie oszczędzilibyśmy sobie i bezsilnych wysiłków, i straty nerwów. Nie traktujmy Boga jak "asa w rękawie". On nie powinien być tylko naszą "ostatnią deską ratunku". Bóg chciałby żebyśmy powierzali Mu nasze najpoważniejsze i najtrudniejsze sprawy, ale z pewnością z chęcią też pomagałby nam nawet w pozornych "błahostkach" - przecież to nasz Ojciec, kochający nas Tata.
Gdzie jest nasza wiara
Przebudzony ze snu Jezus zadaje pytanie, które uczniom w uszach brzmi pewnie jak potężny wyrzut "Czemu bojaźliwi jesteście ludzie małej wiary?" Przypatrzmy się jednak, Jezus nie powiedział uczniom nic co mogłoby ich urazić. On odkrył tylko to, co niezaprzeczalnie "siedziało" w ich sercach i głowach: strach i brak wiary. Uczniowie pomimo tego, że wierzyli w Jezusa jako Syna Boga Najwyższego i Mesjasza, który przyszedł zbawić cały świat, który dokonywał wielkich cudów, a który teraz był z Nimi w łodzi, to bali się, że zginą. Jezus, dobrze wiedział, że są całkowicie bezpieczni i że nic im nie grozi. Jak mogłoby być inaczej skoro Jezus jest Bogiem każdego stworzenia, Władcą całego wszechświata, Panem wszystkich sił i żywiołów... Uczniowie tej próby po prostu nie przeszli pomyślnie. A jak jest z nami? Przechodzimy wcale nie mniejsze burze w naszym życiu niż uczniowie wtedy, 2000 lat temu na Jeziorze Tyberiadzkim. Ważne jest czy jesteśmy tak samo "bojaźliwi i małej wiary", czy raczej nauczeni przykładem Apostołów wiemy, że Jezus ma władzę nad całą rzeczywistością, nad wszystkimi okolicznościami życia. Ważne jednak żebyśmy pomimo wiedzy i wiary w to, faktycznie dawali Jezusowi możliwość panowania w naszej codzienności.
Cisza
"...i nastała głęboka cisza". Jezus dokonuje dwóch cudów: po pierwsze ucisza siły natury, a po drugie ucisza burzę w sercach Apostołów. Jezus jest Bogiem, który chce dotrzeć do naszego wnętrza. Do Apostołów dotarł, dlatego właśnie mogło się w nich zrodzić pytanie "Kimże On jest...?" Jezus może dokonać takich cudów również w naszym życiu. Wystarczy odrobina odwagi, wiary i decyzja oddania codzienności Jezusowi jako naszemu Władcy i Zbawicielowi... Niech tak się stanie. Niech burze naszej codzienności: niezgody w rodzinie, groźby rozwodu, nałogi, ciężkie choroby, życiowe doły i tragedie Jezus może uciszać swoją potęgą. Niech nastanie w naszym sercu nastanie głęboka cisza, w której zrodzi się już tylko zachwyt i uwielbienie naszego Dobrego Boga.